Jeszcze przed wyborami prezydenckimi w USA pisałem, że gdy tylko prezydentem zostanie wybrany J. Biden, to wojna będzie wisieć w powietrzu. I wcale nie dlatego, że Biden jest typem wojowniczego kretyna, tylko dlatego, że większość aktualnych lobbystów przemysłu zbrojeniowego ,,podarowały’’ obozowi demokratów potężne pieniądze na kampanię wyborczą. Czyli typowy biznes: my załatwimy tobie fotel prezydenta, a w zamian ty nam załatwisz pokaźne zyski ze sprzedaży broni, uzbrojenia i amunicji. Pisałem też, że w Waszyngtonie prezydent nie zmienia się już od wielu dekad, bo prezydentem jest amerykański dolar, a ten z kolei sterowany jest przez amerykańskie i międzynarodowe koncerny i korporacje. A ponieważ Stany Zjednoczone są zawsze w awangardzie wszystkiego, nawet najbardziej kretyńskiego, to w strukturze administracji państwowej USA jest coś jedynego na świecie. Coś, czego nie ma nigdzie indziej.

 
Od wielu już lat w strukturach Departamentu Stanu USA jest specjalna komórka – Wydział do spraw Sankcji Międzynarodowych. I tu właściwie całe moje pisanie mogłoby się zakończyć, gdyż powołanie do życia i utrzymywanie takiego departamentu jasno i precyzyjnie konkretyzuje istotę polityki Stanów Zjednoczonych. Proszę sobie wyobrazić, że w strukturalnych ramach administracji USA znajduje się unikalna komórka, której zadaniem jest dbałość o interesy Stanów Zjednoczonych ale tylko poprzez szkodzenie innym. Jakieś pytania? I ów ,,bicz boży’’ spada na plecy nielubianych przez amerykański Departament Stanu nie za konkretne ,,przewinienia’’ – on spada według schematu znanego tylko amerykańskim urzędnikom. Czasami nawet za to, że tym urzędnikom nie podobała się litera prawa międzynarodowego. Tak było na przykład w przypadku Iranu.
 
No, liderem w kręgach zainteresowań wspomnianego wyżej wydziału jest oczywiście Rosja. I nie ma tu sensu przywodzić przykłady, że te sankcje były zupełnie bezproduktywne, niemniej jednak były. Tym razem Stany Zjednoczone przygotowały pakiety takich sankcji, które mają ponoć powalić Rosję na kolana. I nie jest to pojedyncza lista, tylko 18 (osiemnaście) różnych scenariuszy. Oczywiście sankcje te mają być wprowadzone za to, że Stanom Zjednoczonym chce się wojować z Rosją cudzymi rękami. Przedstawiciele Waszyngtonu zapewniają rzecz jasna, że chcą tylko pokoju, ale na Ukrainę tylko w tym tygodniu przyleciało ponad czterdzieści wojskowych samolotów. Z czym konkretnie nie wiadomo, jednak gdyby to był na przykład gaz, którego Ukrainie brakuje, to nie nikt nie robiłby z tego wielkiej tajemnicy. Co więcej, USA podarowały Ukrainie kolejną finansową puszkę Pandory. A. Blinken zapewnił, że jego departament zatwierdził kolejną partię broni i amunicji dla Ukrainy na sumę 300 milionów dolarów. A Zelenski bierze to w ciemno i nie zastanawia się nad tym, że jego ukochana Niezależna nie ma już kasy nawet na zapewnienie własnym obywatelom ogrzewania w okresie zimy. Jeśli amerykańskie sankcje wejdą w życie, a wśród nich zakaz dla Rosji prowadzenia handlu w dolarach, to na zachodzie Europy kasa na pewno będzie, ale nie będzie gazu. Kontrakty na dostawę gazu do Mumii Europejskiej zawarte są w dolarach i Rosja może powiedzieć w takiej sytuacji krótko i treściwie: chcecie gaz, to płaćcie w rublach, a jak nie macie rubli, to nie będzie gazu. Stanom Zjednoczonym los zachodnich Europejczyków zwisa kalafiorem, a jeżeli już ich coś obchodzi, to tylko pogorszenie statusu ekonomicznego Mumii.
 
Sankcje, wydawać się może, stały się dla USA sensem prowadzenia polityki zagranicznej. A w odniesieniu do Rosji, to jest to jedyna forma ,,dialogu’’, jaki Waszyngton jest w stanie prowadzić. I żeby te sankcje wprowadzać w życie amerykańscy geniusze intelektu gotowi są na każdy chwyt. Nawet nie wiadomo, jak absurdalny. Na kilkanaście godzin przed spotkaniem ministrów spraw zagranicznych Rosji i USA Maria Zacharowa napisała, że Departament Stanu wydał oświadczenie, w którym jest ewidentny przykład dezinformacji prowadzonej przez Rosję w sprawie sytuacji na Ukrainie. W dokumencie napisano, że rosyjskim kłamstwem jest, że (cytat dosłowny): ,,przegrupowania rosyjskich wojsk na terytorium Rosji są przegrupowaniem rosyjskich wojsk na terytorium Rosji.’’ Koniec cytatu. Piękne, prawda? Czyli – jeśli tak to można ująć – amerykańska dyplomacja uważa, że to co jest, w gruncie rzeczy nie jest tym, czym jest, tylko czymś innym. I teraz, na zakończenie, powstaje zasadne i podstawowe pytanie: czy z ludźmi nie do końca wiedzącymi co mówią, na jaki temat i o czym właściwie rzecz idzie, można prowadzić jakiekolwiek sensowne rozmowy?
 
Podziwiam anielską cierpliwość przedstawicieli rosyjskiej dyplomacji, którym przychodzi spotykać się z ludźmi, którzy mogliby prowadzić interesujące rozmowy z lunatykami lub pensjonariuszami zamkniętych oddziałów psychiatrycznych. Jeśli jednak mogę coś zaproponować, to dobrze byłoby przestrzec amerykańskich i zachodnich partnerów, że w odpowiedzi na ich 18 scenariuszy sankcji, Rosja przygotowuje odpowiedź pod nazwą Siedemnaście mgnień wiosny, zaś autorem dokumentu jest sam Stirlitz. Ciekawe, czy ktoś z zachodnich wiedziałby o co chodzi?

 

O autorze:


 

Kamil Stupecki - Koordynator Braterstwa Polsko – Rosyjskiego okręg Anglia.            Publicysta, dziennikarz, podróżnik, miłośnik Rosji w tym Krymu.

 

 

 

 

 

Hits: 49

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!