O tym, czego władza się boi i czy w ogóle się boi, najlepiej świadczy to, jak często i w jakich sytuacjach kłamie. A kłamie dlatego, że boi się prawdy. Uciekaniem od prawdy jest także milczenie i manipulacja, którymi polskie społeczeństwo bombardowane jest codziennie w meNdialnych serwisach propagandy rodem z III Rzeszy. Doczekaliśmy się czasów, gdy w jednym miejscu i o jednym czasie mamy wszystko podane razem, jak na jednym półmisku. A tym zbiorowym półmiskiem jest teraz strefa nadgraniczna i totalna zadyma z migrantami.

Ot tak, przypadkiem i bez jakiejkolwiek przyczyny, niczym grom z jasnego nieba, to może spaść właśnie tenże grom z nieba jak najbardziej jasnego. Migranci na naszej granicy nie wzięli się z Białorusi. Jeśli się popatrzy na strukturę etniczną tych ludzi, to widzimy, że są to ludzie z tych akurat krajów lub regionów, gdzie USA i NATO, przy aktywnym udziale polskich wojsk, dokonywały zbrojnych zamachów stanu, prowadziły wojny o ropę naftową, kradły złoto, inne kosztowności oraz skarby kultury starożytnej, mordowały ludność cywilną. W imię demokracji i praw człowieka podobno, ale jednak. Źródłem wszelkich migracyjnych kryzysów od lat minimum dziesięciu jest zatem tylko i wyłącznie awanturnicza polityka USA. O tym jednak się nie mówi, bo prawda w oczy kole i tą prawdą można – niczym batem – dostać po plecach. Przerzuca się więc winę na kogoś innego, bo łatwiej jest skłamać, niż przyznać się do błędów.

F. Nietzsche powiedział kiedyś: „Kto jest głęboki stara się o jasność. Kto chce się wydawać głęboki, stara się o ciemność. Bo tłum za głębokie uważa wszystko, czego dna zobaczyć nie może.” Na granicy z Białorusią wprowadzono stan wyjątkowy i zakazano wstępu dziennikarzom nie ze względów bezpieczeństwa. Gdyby tak było, to trzeba by ewakuować całą ludność ze strefy przygranicznej. Nie ma dziennikarzy – nie ma kłopotów. Nie ma kłopotów, bo nie ma kłopotliwych pytań i dociekań. Za to jest estrada, i to w dodatku cała, dla kłamstwa i manipulacji władz. Bo gdyby była tylko prawda i nikt by się tej prawdy nie lękał, to co tu ukrywać.

Ledwie nieśmiało i głosem cichym oraz łamliwym niejaki Morawiecki wydukał z siebie niedawno, że „Łukaszenka mści się na Polsce, bo Polska wspomagała białoruską opozycję”. Prawda w tym stwierdzeniu kończy się po trzecim słowie. Tak – „Łukaszenka mści się”. A on to potrafi. Jednak nie na Polsce a na cynizmie i hipokryzji Zachodu. I nie za wspomaganie opozycji, tylko za aktywne próby zorganizowania zamachu stanu w Białorusi. Mateusz M. nie powołał się na żadne przepisy prawa międzynarodowego, które pozwalałyby Zachodowi mieszać się w wewnętrzne sprawy innych krajów. Dlaczego? Bo takich przepisów nie ma. A skoro nie ma, to Polska – pod rękę z Mumią Europejską – na polecenie Waszyngtonu, po raz kolejny chciała się wsławić udziałem w zorganizowanym zamachu stanu.

Polskie władze zrobią wszystko, żeby na naszej wschodniej granicy bajzel z migrantami trwał jak najdłużej. Posługiwanie się kłamstwami i straszenie społeczeństwa podnosi rządzącym słupki w sondażach. Poza tym polskie władze nie po to wydały już kolosalne kwoty na siłową eskalację problemu, żeby wszystko rozeszło się po kościach. Naszym celebrytom politycznym marzy się rozlew krwi i ofiary w konflikcie. Jeśli zatem kryzys uda się rozwiązać drogą dyplomatyczną, to druga taka okazja do wojenki może się długo nie zdarzyć. Nasi rządzący z uporem maniaka twierdzą, że rozmów z Łukaszenką nie będzie, bo oni go za prezydenta nie uważają. A prawda jest taka, że żaden z nich do rozmów z nim nie dorósł, bo z kimś takim, jak Łukaszenka, trzeba wiedzieć jak rozmawiać. Jedno niewłaściwe słowo i zaprzepaścić można wszystko. On już taki jest. Rozmowa z Łukaszenką, to nie kurtuazyjne pogawędki z Tichanowską przy schabowym w duchu towarzystwa wzajemnej adoracji. To polityka, a nasze elyty o polityce wiedzą tyle, ile można wyczytać z nowych podręczników historii, pisanych przez speców od polityki historycznej. Jednak nikomu z nich nie przyjdzie do głowy powiedzieć prawdy, że „poszli w politykę” tylko dlatego, że dobrze się umieli podlizać lokalnym kacykom partyjnym. No bo jeśli jest taka kwalifikacja, to żadnej wiedzy politycznej już nie trzeba.

Proszę zwrócić uwagę na jeden znamienny fakt. Mumia Europejska od samego początku wprowadzenia stanu wyjątkowego miała zastrzeżenia do polskich władz o zakaz pracy dla dziennikarzy w strefie przygranicznej. Mimo to nasi rządzący zabiegali o pełne poparcie ze strony Mumii dla swych poczynań i takowe otrzymali. Jak długo warszawce potrzebne było poparcie Mumii, tak długo broniliśmy nie tylko granic Polski, ale przede wszystkim granic Mumii Europejskiej. Problem jednak narastał, co spotkało się z podejrzliwością Brukseli, że w rzeczy samej Warszawie nie chodzi o szybkie i humanitarne rozwiązanie nabrzmiałej sytuacji. Z W. Putinem rozmawiali E. Macron i A. Merkel, z A. Łukaszenką rozmawiali J. Borrel i A. Merkel. I bynajmniej nie rozmawiali prywatnie o dupie maryni, tylko o kwestii migrantów, a co za tym idzie rozmawiali w imieniu Mumii o problemie dotykającym tejże Mumii. I co się stało? Warszawka strzeliła focha i ustami tak zwanego prezydenta gniewnie odpowiedziała: „nie będziemy respektować żadnych ustaleń w kwestii migrantów na polsko-białoruskiej granicy”. Czyli to już przestała być granica Mumii Europejskiej, a na powrót stała się granicą polsko-białoruską. Czyli co? Warszawka zawłaszczyła sobie konflikt i będzie go rozwiązywać po swojemu? (Do tej kwestii powrócę na zakończenie).

Powtórzę raz jeszcze – nasze władze potrzebują przemocy i rozlewu krwi na granicy jak ryba wody. Jak bowiem wytłumaczyć inaczej inicjatywę naszych oszołomów o próby eskalacji problemu poprzez wciąganie w ten problem NATO? Brakuje przykładów, że gdziekolwiek pojawia się NATO, tam od razu pojawiają się też stosy trupów? Że po interwencjach NATO i USA to tylko spalona ziemia i zniszczenie? I znowu Polska ma w tym uczestniczyć? Jednocześnie rozpętywana jest fałszywa histeria o tym, że Rosja zamierza napadać na banderstan i w związku z tym gromadzi swe wojska wzdłuż ukraińskiej granicy. Tylko nikt nie mówi, że przecież to kijowski reżim ogłosił, iż jest gotowy do wojny z Rosją. To kijowska junta ogłosiła, że jednostronnie wycofuje się z porozumień mińskich w sprawie pokojowego uregulowania wojny domowej w Donbassie. W jakim celu USA i NATO gotowe są do rozlokowania na polskim terytorium głowic nuklearnych, które mają być transportowane z Niemiec? Zresztą amerykańska broń atomowa już jest w Polsce obecna, tylko nikt o tym oficjalnie nie mówi.

Konflikt na granicy ma się tlić lub wybuchać pożarem tak długo, jak tylko władzom uda się go podtrzymywać, gdyż dzięki temu można przykryć i wyciszyć inne palące kwestie. Na pożarcie tłumów robi się też pożyteczne wrzutki, jak na przykład ta, że D. Tusk stracił prawo jazdy. Proponuję, żeby gwiazdy TVP pojechały z tym osobiście do Turowa i zrobiły z tej okazji festyn, bo po co informować górników, energetyków i całe społeczeństwo o procesie rozwiązania tego problemu. Też niezwykle ważnego, bo przecież licznik kar finansowych bije nie tylko cyferki, ale również straty finansowe Polski. Wschodnia granica i tamtejsza zadyma przyćmiewa też afery korupcyjne w łonie samego rządu, wycisza spór o łamanie praworządności, spycha na plan dalszy inne, nie mniej palące sprawy. Kogo z umierających obchodzi odebrane prawo jazdy, kiedy jego długo wyczekiwana operacja, na przykład nowotworu, musi być przełożona? Bo z uwagi na pandemię łóżek szpitalnych brakuje dla wszystkich.

Konflikt na granicy nie będzie trwał wiecznie, choć warszawka chciałby inaczej. Warszawka boi się przede wszystkim ludzi samodzielnie myślących, bo ci nie dają się uwięzić za kratkami PiSowskiego światopoglądu, ideologii nienawiści i filozofii władzy opartej na schematach przepisanych z III Rzeszy. Czasami odnoszę wrażenie, że część liderów państw członkowskich Mumii Europejskiej zdążyło się już zorientować, że Polska pod obecnymi rządami stała się Judaszem Europy. Że ponownie zaczęła prezentować swe najobrzydliwsze wady i przywary – zacietrzewienie, warcholstwo i rozwalanie wszystkiego, co nie po myśli politykierskiej kamaryli znad Wisły. Zastanawiam się nad czymś jeszcze. Rozmowy A. Merkel. E. Macrona i J. Borrela z W. Putinem i A. Łukaszenką nie były wcale próbą uznania tego ostatniego w opinii politycznej Zachodu. Oni nie dzwonili do Moskwy i Mińska, by bronić Europy i Polski przed migrantami. Im bardziej na to wszystko patrzę, tym bardziej jestem przekonany, że oni tam dzwonili, żeby bronić Polski i Polaków. Ale nie przed falą migracyjną czy „reżimem Łukaszenki” – oni tam dzwonili, żeby bronić nas przed polskimi władzami.

 

O autorze:


Kamil Stupecki

Koordynator Braterstwa Polsko – Rosyjskiego okręg Anglia.                                                                              Publicysta, dziennikarz, podróżnik, miłośnik Rosji w tym Krymu.

 

 

 

Pobierz listę poparcia

Wysyłać: Piotr Radtke, Łubowo 78-445, Liszkowo 52/1 

Tel. (48) 509-771-024

POBIERZ

Hits: 63

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 3
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 2
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    5
    Shares