Gdzieś głęboko, w osadach dennych Łaby, leżą prochy J. Goebbelsa. Leżą i rechoczą na głos tak donośny, że głos ten odbija się echem po wszech zakątkach cywilizowanego Zachodu. To nic, że zwłoki Josepha wraz z żoną Magdą zostały dwukrotnie spalone i ostatecznie wrzucone do Łaby. Nawet spod wodnych odmętów śmiech Goebbelsa przewala się lawinowo, zagłuszając zdrowy rozsądek całych społeczeństw, niczym jego propaganda z czasów III Rzeszy. Mistrzami w nagłaśnianiu „dokonań” Josepha są potomkowie tych, których sam Goebbels bardzo chętnie by zutylizował i wrzucił do, na przykład, Wisły. Wielbiciele talentów Goebbelsa znaleźli w Polsce raj dla siebie i nie ma się czemu dziwić.

Wszak obecnie rządzący nie kryją swego podziwu dla polskiej odmiany faszyzmu państwowego, którego ucieleśnieniem był osobisty kumpel A. Hitlera, Józef Piłsudski (ps. Lojalka). Na nic zda się propagandowy bełkot IPN i polskich polityków historycznych – Polska była w czasach dwudziestolecia międzywojennego państwem faszystowskim, antysemickim i wielu aspektach naśladującym wzorce III rzeszy. Nie raz i nie dwa naświetlałem tę problematykę i nie mam zamiaru się powtarzać. Co do J. Goebbelsa, to może być on dumny z postępów, jakie czynią polskie władze na niwie totalnej propagandy, zmierzającej do usprawiedliwienia każdej podłości i każdej zbrodni w imię narodowych celów.

Intencyjnie nie piszę, polskich, tylko narodowych, gdyż pod rządami obecnej kamaryli nie ma mowy o Polsce i polskości. Mowa jest o sprawach wagi narodowej i ponoć patriotycznej. Problem w tym, że z patriotyzmem nie ma to absolutnie nic wspólnego, gdyż patriotyzm nie ma nic wspólnego z nienawiścią. Patriota kocha swoją ojczyznę i tyle. Polskie władze zieją nienawiścią do wszystkiego co obce i nie swoje, do każdego inaczej myślącego i (coraz częściej) do ludzi samodzielnie myślących w ogóle. I to nie jest patriotyzm. To jest faszyzm i nazizm podobny do tego, który tak żarliwie opiewał Goebbels.

Ten sam zakompleksiony i fanatyczny J. Goebbels, który osobiście przybył z wizytą do Warszawy w 1934 roku i wspólnie z J. Piłsudskim ogłosił konstruktywność rozmów. Pewnie, że były one konstruktywne, gdyż w tym samym 1934 roku w Berezie Kartuskiej otwarto coś na kształt obozu koncentracyjnego w Dachau. Czyli ośrodek odosobnienia dla przeciwników politycznych, którzy albo już coś przeskrobali, albo istniało podejrzenie, że mogą przeskrobać. Innymi słowy sanacyjne władze powieliły pomysł III Rzeszy i otwarły obóz dla osób objętych aresztem prewencyjnym. W programie czerwcowej wizyty Goebbelsa w Warszawie było wygłoszenie referatu pt. „Narodowo-Socjalistyczne Niemcy jako czynnik pokoju europejskiego” oraz spotkanie z J. Piłsudskim. Obaj panowie na życzenie samego Piłsudskiego zostali sfotografowani wraz z ministrami spraw zagranicznych. Jest się czym chwalić w obecnych kręgach rządowych, gdyż w 1934 roku III Rzesza szukała sojusznika do ewentualnej wojny przeciwko ZSRR i wybór padł na sojuszników w nienawiści wspólnej, czyli na Polskę. Planowano też wspólne spotkanie obu faszystów naczelnych, czyli Piłsudskiego i Hitlera. Rok później tak zwany marszałek zmarł i III Rzesza pogrążyła się w smutku. Na mszy ku czci Piłsudskiego w Berlinie osobiście obecny był tak zwany Führer, by wyrazić swój żal po stracie kumpla i sojusznika.

Piszę o tym w kontekście rozpierduchy, która trwa na polsko-białoruskiej granicy i żeby było wiadomo, jakiemu rodzajowi propagandy Polacy są poddawani.. Szum meNdialny z tym związany jest genialnym przykładem nadprzyrodzonych zdolności naszych geniuszy propagandy. Poważnie, osobiście uważam, że nasze spece od public relations są fenomenalnymi kontynuatorami dokonań propagandy III Rzeszy. Właściwe użycie słów i środków propagandy, właściwe przemilczanie tego, o czym niekoniecznie społeczeństwo powinno wiedzieć i żarliwe zaprzeczanie temu, co mogłoby łożyć się cieniem na „nieskazitelnym” obrazie władz. Dobrzy są i tyle. I mówię to nie tylko o meNdiach rządowych, ale o niemal wszystkich, które wiodą propagandowy bój na polskiej scenie. I podam tu tylko dwa przykłady. Nie chce mi się rozpisywać zbyt długo, bo i nie każdemu chce się tyle czytać. Po pierwsze nikt w polskich meNdiach nie powołuje się na powszechną w polityce międzynarodowej zasadę wzajemności. Takie „jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Czyli mamy tu dwie możliwości. Skoro obecne działania „reżimu Łukaszenki” są próbą destabilizacji, to ubiegłoroczne wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Białorusi były dokładnie tym samym. A jeśli podjęte przez cywilizowany Zachód kroki w zeszłym roku były legalnym wspieraniem demokracji, to w chwili obecnej Białoruś legalnie i humanitarnie wspiera reintegrację rozdzielonych przez NATO-wskie wojny rodzin. Przykład drugi to zarzuty, że „reżim Łukaszenki” instrumentalnie wykorzystuje dzieci i wypycha je tuż przed druty kolczaste na granicy, by podnieść dramaturgię wydarzeń. A teraz proszę popatrzeć na jedną z fotografii i niech mi odpowiedzą meNdialni propagandyści na skromne pytanie. Gdzie wy byliście, gdy biedna syryjska dziewczynka była instrumentalnie wykorzystywana w celu uwiarygodnienia dobrze wyreżyserowanych prowokacji z „użyciem sarinu przez reżim Assada”? Otóż chcę wszystkich powiadomić, że dziewczynka ma się dobrze, gdyż jej rodzice kasowali niezłe sumy za udostępnienie swej pociechy na potrzeby fałszowania rzeczywistości. A tak nawiasem mówiąc, to czy propagandystom nie przyszła do głowy taka myśl: biedne dziecko, zawsze ucieka z jednego miasta do drugiego i za każdym razem krwawy Assad ją znajdzie i potraktuje okolicę jakimś trującym gazem. Nie tylko tę biedną dziewczynkę, ale całą okolicę.

I na zakończenie chciałbym zwrócić uwagę wszystkich na jeszcze jedną fotografię, która bardzo szybko była kasowana i niedostępna na terytorium tak zwanego cywilizowanego Zachodu. Gdzie były polskie i zachodnie meNdia, gdy mały chłopczyk bezskutecznie szukał szczątków swych rodziców w zbombardowanym przez banderowców domu w 2014 roku? A, no tak… to zupełnie coś innego, jak to się mawia na Zachodzie.

Otóż to nie co innego – to hipokryzja i kłamstwo. MeNdialna propaganda w imię zachodnich wartości na Zachodzie, oraz w imię narodowo-patriotycznych wartości w Polsce podszyta jest kłamstwem. A ono, to kłamstwo ma się rozumieć, ma krótkie nogi.

P.S. A tak w ogóle, to interesującym jest następujący fakt. Na polsko-białoruskiej granicy stacjonują wojska obrony terytorialnej, pogranicznicy, pododdziały regularnej armii, policja, straż pożarna, polskie służby specjalne… Kilka formacji z minimum dwóch resortów. A czy jest ktoś, kto tą operacją dowodzi, ktoś, kto bierze odpowiedzialność za podejmowane decyzje?…

Hits: 99

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 39
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    39
    Shares