Jakiś czas temu napisałem cykl o terrorystach nad Wisłą. To znaczy opisałem, jak to jest, że polskie władze są sponsorami międzynarodowego terroryzmu. Nie było w tym ani słowa przesady, gdyż wydarzenia na arenie międzynarodowej potwierdziły moje wywody. W sierpniu 2020 roku nasze elity rozpoczęły proces obfitego sponsoringu działań i wydarzeń zmierzających do zamachu stanu w Białorusi.

Mleko się jednak nieoczekiwanie wylało, gdyż jeden z pupilków zachodnich kręgów wielbicieli terroryzmu państwowego, czyli R. Protasiewicz, obszernie i z detalami przedstawił prawdziwe dno białoruskiej opozycji. Od moich felietonów o sponsorowaniu międzynarodowego terroryzmu przez polskich hipokrytów (czerwiec 2020) szczególnie aktywni byli inni ulubieńcy polskich elit, czyli banderowcy. Dowody na polskie źródła finansowania terrorystycznych ugrupowań leżą przed wszystkimi, jak na stole, gdyż wśród beneficjentów są ukraińskie delegatury takich grup, jak Hizb-ut-Tahrir, czy Medżlis Krymskotatarskiego Narodu. Obie organizacje są uznane za terrorystyczne, ekstremistyczne a w Rosji (i nie tylko) ich działalność jest zakazana pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Nie tak dawno, bo 23 sierpnia, w malowniczej krymskiej miejscowości Pierewalnoje doszło do akcji terrorystycznej, podczas której poważnemu uszkodzeniu uległ gazociąg łączący Simferopol z Ałusztą. Bezpośrednimi wykonawcami zamachu byli bracia Asan i Aziz Ahmetow, i 4 września obaj zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji. Obaj są obywatelami Rosji i w trakcie przesłuchania jeden z braci zeznał, iż działali oni przy pełnej współpracy z Medżlisem oraz Główną Agencją Wywiadowczą Ministerstwa Obrony Ukrainy. Razem z wykonawcami tego aktu dywersji, zatrzymany został jeden z organizatorów, przedstawiciel Medżlisa, Nariman Dżeljałow. Wyjątkowym smaczkiem w przygotowaniu tej akcji jest fakt, że w trakcie zeznań jeden z zatrzymanych ujawnił metody „perswazji” zleceniodawców. Czyli banderowskich służb i Medżlisa. Oto słowa zatrzymanego: „ludzie z Ukrainy wykorzystywali mnie do swoich celów a ponadto szantażowali i grozili zabójstwem moich nieletnich dzieci”. W dalszej części przesłuchania Asan Ahmetow zwrócił się do swych rodaków słowami: „Zwracam się do przedstawicieli krymsko-tatarskiego narodu i chcę powiedzieć, że ci ludzie (Medżlis – K.S.) są bardzo źli. Nie ma dla nich żadnych świętości, ani dzieci, ani rodzina… Tak więc zastanówcie się głęboko nad tym, gdzie się obecnie znajdujecie. Macie wszystko, macie domy, rodziny, pracę – macie dobrze. Zamienilibyście to wszystko na sytuację, w której znalazłem się teraz ja?” Z zeznań wynika ponadto, że oprócz samego aktu sabotażu terrorystycznego, Medżlis i banderowskie służby próbowały wywołać szeroko zakrojone zamieszki oraz niepokoje społeczne w Krymie zmierzające do obalenia konstytucyjnych władz Republiki Krymu i Miasta Sewastopola.

Rzecz jasna uwolnienia zatrzymanych natychmiast zażądały USA, Mumia Europejska oraz – a jakże by inaczej – Warszawka, twierdząc, że są to kolejne dowody na represje stosowane przez rosyjskie władze na Półwyspie Krymskim. Jeden z naszych „obrońców uciśnionych” pokusił się nawet o stwierdzenie, że zatrzymani na pewno będą torturowani w celu wymuszenia zeznań. Otóż temu kretynowi chciałbym powiedzieć tak: gdyby zatrzymani przyznali się do spowodowania wybuchu sieci gazowej, to odpowiadaliby z kodeksu karnego wyłącznie za akt dywersji. Zatrzymani z własnej i nieprzymuszonej woli wyśpiewali jednak wszystko, co oznacza, że otrzymają za zasługi według pełnego programu. Czyli nie tylko akt terrorystyczny, ale także kontakty z organizacją terrorystyczną, za kontakty ze służbami obcego wywiadu oraz za szpiegostwo. I jedyne na co mogą liczyć, to wspaniałomyślność sądu, który może zastosować złagodzenie kary za ujawnienie wszystkich szczegółów operacji terrorystycznej.

Jak by jednak na to nie patrzeć, to tak się właśnie wychodzi na „dobrych kontaktach i relacjach” z faszystami z banderstanu. I wcześniej lub później tak wykorzystane zostaną nasze elity. I nie tylko przez banderowców, ale także przez wielkiego demokratycznego brata zza oceanu. A dla nikogo nie jest tajemnicą, bo przecież są fotografie, że podczas żałosnej hucpy pod tytułem Krymska Platforma w Kijowie, udział brali nie tylko nasi oficjele z długopisem na czele, ale także przedstawiciele Medżlisa. Nie wiem, może teraz taka moda nastała w świecie wielkich elit, że gęba wygląda bardziej poważnie i fotogenicznie, jeśli jest sfotografowana w towarzystwie terrorystów. I nie chodzi tu tylko o pionków-wykonawców, którym obiecano po 2000 dolarów, ale i o grubsze ryby. Organizatorami sierpniowej akcji terrorystycznej byli agenci Głównej Agencji Wywiadowczej Ministerstwa Obrony Ukrainy Riza Jagiajew-Wieljułajew, jeden z głównych agentów wywiadu wojskowego, Maksym Martyniuk oraz szef grupy wywiadowczej „Tawrija” Ministerstwa Obrony Ukrainy. Calą akcję zaaprobował i polecił do wykonania dowódca Głównej Agencji Wywiadowczej Ministerstwa Obrony Ukrainy, gen. Kirił Budanow. A to oznacza, że o wszystkim musiał wiedzieć i wszystko musiało być zaakceptowane przez prezydenta banderstanu, W Zeleńskiego.

Żeby nie było wątpliwości i żeby była pełna jasność z kim mamy do czynienia w przypadku Medżlisu Krymskotatarskiego Narodu, przypomnę kilka „dokonań” tej grupy spod ciemnej gwiazdy. Krótko po tym, jak Krym z woli samych Krymczan wrócił na łono ojczyzny, czyli do Rosji, ówczesny przewodniczący Medżlisu, Mustafa Dżemilew, został uhonorowany specjalną nagrodą. Nietrudno się domyślić, że w nagradzaniu nie mogły się powstrzymać nasze typki spod ciemnej gwiazdy i odznaczyły tego bandziora Nagrodą Solidarności im. Lecha Wałęsy. Nagroda oprócz statuetki ma też wymiar finansowy w wysokości 1 miliona euro. 250 tysiaków z tego inkasuje laureat, 50 tysięcy przeznacza się na wizytę studyjną w Polsce, zaś pozostałe 700 tysięcy było przekazane na realizację programów wskazanych przez laureata. Nagroda była przyznawana za wybitne osiągnięcia na rzecz promocji oraz ochrony demokracji i wolności obywatelskich. Dżemilew przeznaczył swoją nagrodę na zrealizowanie (od wiosny 2014 roku) wodnej blokady Krymu, czyli postawienie tamy na Kanale Północno-Krymskim, zaopatrującym Krym w wodę. Tym samym zarówno Dżemilew, jak i Medżlis, za polskie pieniądze sfinalizowali działania na rzecz sprowadzenia katastrofy humanitarnej i ekologicznej na krymskim terytorium oraz narażenie zdrowia i życia około 2,5 miliona Krymczan. Poza tym we wrześniu 2015 roku Medżlis zainicjował tzw. blokadę ekonomiczną Krymu, która zakładała kompletne odcięcie wszelkich możliwych dostaw na półwysep poprzez terytorium banderstanu. Pod koniec listopada tego samego roku Medżlis dokonał kolejnego aktu „wolności obywatelskich i demokratycznych”, wysadzając w powietrze linie wysokiego napięcia (na terytorium Obwodu Chersońskiego), zaopatrujące Krym w energię elektryczną. Bez prądu zostały nie tylko domy Krymczan. Przede wszystkim bez prądu zostały szpitale, pogotowie ratunkowe, straż pożarna, policja, oraz służby ratunkowe, powodując bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia ludzi. Poza tym Medżlis – albo samodzielnie, albo do spółki z banderowską bezpieką lub terrorystami z Hizb-ut-Tahrir – przeprowadzał lub koordynował kilka akcji wysadzania w powietrze linii gazowych lub elektrycznych na terytorium Krymu. Wielokrotnie Federalna Służba Bezpieczeństwa udaremniała próby podjęcia działalności wywrotowej i zmierzającej do siłowego przejęcia władzy w Krymie. Zawsze na pierwszej linii tych działań, samodzielnie lub w kooperacji, stał Medżlis. Ten sam Medżlis, który jest oczkiem w głowie banderowskich władz i wszelkiej maści szemranego towarzystwa w kręgach kijowskiego reżimu.

O wszystkim wiedzą nie tylko władze najdemokratyczniejszej demokracji świata, elity przenajczystszych i krystalicznych wartości zachodnich w Mumii Europejskiej, ale przede wszystkim wiedzą nasze nadwiślańskie elity, które w towarzystwie banderowskich terrorystów czują się jak ryby w wodzie. Albo – co bardziej prawdopodobne – czują się jak końskie bąki w stajni Augiasza, gdyż w totalnym bałaganie nawet nie wiadomo, czy ktoś jest politykiem, czy szumowiną.

Są jednak pewne prawidłowości współpracy z terrorystami. Podam dwa przykłady, ale za to dość jaskrawe, żeby nie było wątpliwości, jak się kończy taka współpraca. Afganistan, 1979 rok, u władzy jest rząd Mudżahedinów Ludowych, których wspiera Armia Radziecka. Nie podoba się to siewcom demokracji i zaczynają wspierać, szkolić i zbroić afgańskich Talibów. Jednym z „najwybitniejszych uczniów” amerykańskich wielbicieli spalonej ziemi był koleś, którego świat później poznał pod nazwiskiem Osama bin Laden. Uczył się tak pilnie, że bezbłędnie zrozumiał, na czym polega sens krzewienia demokracji. A odstrzelono go nie dlatego, że jego Al-Kaida wymknęła się spod kontroli Waszyngtonu, tylko dlatego, że Osama zdecydowanie za dużo wiedział. Koniec spektaklu pt. Niewzruszona Demokracja widzieli wszyscy – absolutna kompromitacja. Przykładem drugim jest sytuacja w Syrii i Iraku, gdzie wspólnie i w porozumieniu zadziałali amerykańscy chłopcy i głosiciele zachodnich wartości spod szyldu Mumii Europejskiej. Stworzyli tam grupy towarzyskie, które po pewnym czasie również zapragnęły szerzyć śmierć i zniszczenie, ale już na własny rachunek i nierzadko przeciwko swoim fundatorom i rodzicom chrzestnym. Tak powstało Państwo Islamskie, które teraz sieje postrach na lewo i prawo. Doigrają się i nasi elitarni, którym wcześniej lub później przyjdzie osobiście „odczuć wdzięczność” terrorystów.

 

O autorze:


Kamil Stupecki

Koordynator Braterstwa Polsko – Rosyjskiego okręg Anglia.                                                                              Publicysta, dziennikarz, podróżnik, miłośnik Rosji w tym Krymu.

 

 

 

Hits: 61

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 37
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    37
    Shares