Jak nam wszystkim wiadomo na polsko-białoruskim odcinku granicy państwowej nie tylko głupota nie zna granic. Tam króluje bezgraniczny cynizm, który dzięki orłom naszej polytyki hula po pasie granicznym, przy gorącym dopingu neogebelsowskiej szczujni spod znaku powszechnie znanej telewizorni. Dzieje się tak dlatego, że (jak już wcześniej pisałem) nasi mierni-bierni-ale-wierni nasrali w swoje własne kieszenie i teraz nie wiedzą jak wytrząchnąć cuchnącą zawartość.

Zadanie tym trudniejsze, że substancja nie tylko śmierdzi, ale w dodatku jest bardzo plastyczna i klejąca. Ani to-to schwycić, ani się tego pozbyć. Choć nie lubię się powtarzać, to po raz kolejny przypomnę, że kto wiatr sieje ten burze zbiera. I nie chodzi tu bynajmniej o wiatry, które wraz z cuchnącym ładunkiem często idą w parze. A ponieważ nikt nie lubi zabawiać się publicznie takimi cacuszkami, to postanowiono, że długopis parafuje odpowiednie dokumenty i będziemy mieli stan wyjątkowy. Ale po kolei.

Otóż nie ma sensu wdawać się w dywagacje, czy wprowadzenie stanu wyjątkowego było zgodne z prawem, czy nie. Czego PiS chce, to PiS dostaje i nie ważne, czy są ku temu przesłanki konstytucyjne. W przypadku obecnego stanu wyjątkowego akurat ich nie było, ale to tylko gorzej dla Konstytucji. Rządząca partia traktuje ustawę zasadniczą tak, jak traktuje obywateli, czyli w zależności od sytuacji albo się uśmiecha i mizdrzy, albo depcze bezlitośnie. A co do przesłanek zezwalających na wprowadzenie stanu wyjątkowego, to wystarczy, że miała te przesłanki partia rządząca. Koniec, kropka. A te przesłanki, a właściwie jedna przesłanka jest następująca: kryzys na granicy polsko-białoruskiej jest kryzysem w dużej części wywołanym przez same władze RP.

Wieloletnie wpieprzanie się w wewnętrzne sprawy Białorusi, głównie za sprawą części aktywistów ze Związku Polaków na Białorusi, finansowanie antypaństwowej opozycji, czy prowadzenie medialnej propagandy antypaństwowej było tylko preludium do tego, co wydarzyło się w roku ubiegłym.W sposób jawny i bezkompromisowy polskie władze stały się awangardą sił zewnętrznych, zmierzających do dokonania zamachu stanu w sąsiednim kraju. Precedens był, bo przecież to właśnie Polska (wraz z Niemcami) gwarantowała honorem i powagą Mumii Europejskiej pokojowe przekazanie władzy na Ukrainie. Było porozumienie, były uroczyste podpisy, były kamery i dziennikarze oraz była obustronna deklaracja o przedterminowych wyborach. Jednak już następnego dnia doszło w Kijowie do zamachu stanu, w przestrzeni publicznej Ukraina przeistoczyła się w banderstan i prawda wyszła na jaw – Zachód dokończył to, co od dawna już planował. A ponieważ na kijowskim Majdanie jakieś polskie kurdupelki różnej maści wykrzykiwały na sławę Ukrainie i szemranym hierojam, to oczami marzeń widzieli się już w roli wiwatujących w Mińsku.

Wróćmy jednak na polsko-białoruską granicę, gdzie polskie władze wprowadziły stan wyjątkowy. Jeśli jest ku temu zasadność, to chyba tylko z uwagi na poziom cynizmu i hipokryzji z zachodniej strony Bugu.

Słyszeliśmy i nadal słyszymy grzmot lejących się wodospadem pomyj, a każda następna zdaje się być głupsza od poprzedniej. I tak, jednego wieczoru, serwis informacyjny podał wieść, że na ekranach telewizorów widać, jak białoruskie służby dowożą na granicę żywność i lekarstwa koczującym tam uchodźcom. Przecież, do jasnej polędwicy, w tym samym regionie dokarmia się również żubry i inne swobodnie żyjące zwierzątka, a tu oburzenie wzbudza fakt, że jedzenie dostarcza się ludziom. Sens tego informacyjnego gniota jest jednak taki, że wcześniej władze białoruskie odmówiły przyjęcia konwoju humanitarnego, wysłanego przez stronę polską. I miały ku temu w pełni zrozumiałe powody. A z jakiej racji zwracano się do władz białoruskich – tych legalnych – skoro dla polskich mądrali władzę w Białorusi sprawuję pani Tichanowskaja. Poza tym rzec można, iż te legalne białoruskie władze uratowały polskim polytykom twarz i honor. Jak się bowiem okazuje, w polskich ciężarówkach z pomocą dla uchodźców (muzułmańskich przypomnieć należy) znalazły się m.in. produkty żywnościowe z wieprzowiny. Ja wiem, że od władz politycznych, które za autorytet uznają szamana z toruńskiego radyjka, nie można oczekiwać sympatii lub szacunku do muzułmanów, bo oni nawet do Polaków tego szacunku nie mają. Ale chociażby odrobina instynktu samozachowawczego byłaby tu na miejscu, bo po kiego grzyba pakować się w koszmarne tarapaty z religijnymi waśniami w tle. Tym bardziej, że według polskich polytyków, nasza wschodnia granica naszpikowana jest islamskimi fundamentalistami.

Kolejny przykład cynizmu i hipokryzji najwyższych lotów, to postawa naszych mądrych inaczej wobec talibów. A właściwie paniczna rejterada zachodniej demokracji z Afganistanu. Rządząca obecnie w Kabulu organizacja Taliban uznawana jest za terrorystów nawet przez posłuszną USA Organizację Narodów Zjednoczonych. Jest to grupa towarzyska, która jest zabroniona w wielu krajach świata, w tym w Rosji. A mimo to, żeby ratować własne cztery literki, zachodnia hipokryzja pokornie i bez szemrania szła na wszelkie ustępstwa. Byle tylko wydostać się z zastawionej przez siebie pułapki. Ale żeby rozwiązać rosnący problem na własnej granicy – to nie ma mowy. A dlaczego? A dlatego, że w tym przypadku należałoby prowadzić rozmowy z Aleksandrem Łukaszenką, którego nasi „geniusze” utożsamiają z najgorszym reżimem świata. „Z tyranem rozmawiać nie będziemy”, „z reżimem negocjacji nie będzie” – taki przekaz płynie codziennie z polskich serwisów informacyjnych. A taki wał, jak słonia trąba!!! Nie chodzi ani o reżim, ani o tyrana! Chodzi o to, że takie negocjacje byłyby publicznym przyznaniem się do własnych błędów w postaci noszenia na rękach S. Tichanowskiej. Poza tym byłoby to oficjalne wysłanie w świat komunikatu – „USA, Mumia Europejska i my, Rzeczpospolita Polska, wpompowaliśmy gigantyczne pieniądze w zorganizowanie zamachu stanu w Mińsku, ale znowu nam nie wyszło. I tak w ogóle, to jesteśmy beznadziejni, tym bardziej, że jakieś uzbrojone pastuchy w Afganistanie skopali nam ostatnio to miejsce, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.”

Cynizm i hipokryzja z tym stanem wyjątkowym ma jeszcze to podłoże, że idzie chłodna w tej części świata jesień i jeszcze chłodniejsza zima. Jeśli impas graniczny nie znajdzie pozytywnego rozwiązania, to wcześniej lub później owi uchodźcy zaczną umierać. Z zimna i chorób. Pragnę przypomnieć, że Europejski Trybunał Praw Człowieka zwrócił się do Polski z apelem o udzielenie tym ludziom wszelkiej pomocy, w tym żywnościowej i medycznej. A kiedy ci ludzie zaczną w rzeczy samej umierać i kiedy mendialny monopol na przekaz informacji będzie miała rządowa szczujnia, to bez względu na okoliczności i fakty, zawsze będzie można wszystko zwalić na Białoruś i A. Łukaszenkę. Polskie władze tylko na to czekają, gdyż jest to jedyna już chyba szansa na to, by pokazać palcem na kogoś innego, zamiast uderzyć się w pierś i przyznać do błędów.

 

O autorze:


Kamil Stupecki

Koordynator Braterstwa Polsko – Rosyjskiego okręg Anglia.                                                                              Publicysta, dziennikarz, podróżnik, miłośnik Rosji w tym Krymu.

 

 

 

Hits: 50

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 49
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 1
  •  
  •  
  • 2
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    52
    Shares