I znów pełno zawirowań wokół mojego ukochanego Krymu. I nie tylko z winy Zachodu, który zgniłym jest nie z racji oklepanego stwierdzenia, a dlatego, że formowanie procesów gnilnych stało się tam znakiem firmowym. Swoje trzy grosze i udział w tworzeniu tych procesów ma także grupka entuzjastów tegoż Zachodu, która nigdy tym Zachodem nie była, ale chciałaby być. W sumie to też zgnilizna, tylko jakaś taka trochę inna, bo przecież czymś innym jest gnicie dla zasady, a czym innym jest gnicie, bo przecież nasi idole też gniją i w ogóle takie gnicie à la cywilizowany Zachód jest modne i trendy. Takie gnicie w dobrym tonie, bo nie można odstawać od czołówki, nawet jeśli czołówka wiedzie całą resztą w szambo.

W ubiegłym tygodniu kolektywny Zachód po raz kolejny przedłużył swą kompromitację na arenie międzynarodowej, bowiem tak zwana społeczność międzynarodowa postanowiła przedłużyć o kolejne pół roku sankcje wobec Rosji w związku z tak zwaną „aneksją Krymu”. Sankcje społeczności międzynarodowej wymierzone są – a jakże – przeciw Krymowi i przeciw Krymczanom również i tu zachodzi najciekawszy paradoks. Bo jeśli – jak chce tego społeczność międzynarodowa – była to aneksja, to za co karać Krymczan sankcjami? Nie dosyć tego, że zostali „zaanektowani przez reżim Putina”, to jeszcze są karani sankcjami za tę „aneksję”? Czyżby kopanie leżącego było standardem zachowań społeczności międzynarodowej, czyli Zachodu? Ależ oczywiście! To jest standard politycznego dekalogu wyznawanego na Zachodzie. Bić słabych, kopać leżących, znęcać się nad niemocnymi – przecież to normalka. Co innego w starciu z silnym i potężnym. Tu trzeba co najmniej błotem obrzucić i oczernić, skoro nie da się choćby w kostkę kopnąć. A co na takie sankcyjne dictum sami Krymczanie? W dupie mają Zachód, społeczność międzynarodową i sankcje. Żyją, pracują i mieszkają tam, gdzie chcieli, czyli w rosyjskim Krymie a dzieje sie tak, gdyż taka była ich wola, wyrażona w referendum. A przecież to właśnie referendum jest jedną z najbardziej demokratycznych form wyrażania woli narodu. Tylko że Zachód i społeczność międzynarodowa nie chce tego zrozumieć. Dlaczego?…

Innym wydarzeniem, które w ubiegłym tygodniu w pełnej krasie pokazało oblicze społeczności międzynarodowej były anomalia pogodowe w Krymie, których skutkami były powodzie, lawiny błotne i ogromne zniszczenia. W tym przypadku Mumia Europejska wolała zmilczeć, udając że nie cieszy się z kataklizmu, który nawiedził Krym. Celowo tak napisałem, że Mumia Europejska tylko udawała, gdyż cały cywilizowany Zachód, Mumii nie wyłączając, nigdy nawet nie zająknął się choćby jednym słowem, gdy banderowscy oficjele publicznie obnosili się z symboliką hitlerowskich Niemiec. Tym razem również nie usłyszeliśmy choćby jednego słowa oburzenia, gdy banderowskie elity publicznie radowały się z nieszczęścia Krymczan. Ze strony banderowców padały stwierdzenia, że Krymczanie „powinni się cieszyć, bo przecież w zeszłym roku narzekali na suszę, to teraz mają wody pod dostatkiem”. Jeden z deputatów banderowskiego parlamentu poszedł nawet dalej i zaproponował, by w trybie natychmiastowym „odblokować Kanał Północno-Krymski, żeby ich całkiem zalało i wtedy łatwiej będzie wkroczyć z wojskiem”. W tej sytuacji społeczność międzynarodowa nie zareagowała, chociaż powinna. Skoro tak zdecydowanie się kogoś popiera i wspomaga we wszelkich możliwych sytuacjach, skoro ktoś zapewnia o swojej przyjaźni, to praktycznie jest nie zapominać, że przyjaźń nie może być ślepa. A na taką wygląda, choć w rzeczy samej ślepą nie jest, bo Zachód nie chce banderowcom pomagać, tylko ich bezlitośnie wykorzystać, jako pionka w grze przeciw Rosji. Dlaczego?…

A na zakończenie zostawiam zdarzenie, które o mały włos nie stało się początkiem wojny, lub chociażby poważnego konfliktu. Brytyjski krążownik HMS Defender płynął z Odessy do Gruzji, gdy w pewnym momencie świadomie i celowo naruszył granice morskie Rosji, wpływając na 3 kilometry w wody terytorialne Rosyjskiej Federacji. Incydent miał miejsce między Sewastopolem i Bałakławą na wysokości Przylądka Fiolent. Piszę, że incydent został wywołany celowo i świadomie, gdyż Brytyjczycy nie mieli najmniejszego zamiaru zmieniać kursu po wezwaniach Floty Czarnomorskiej do opuszczenia wód terytorialnych Rosji. Zrobili to dopiero wówczas, gdy jednostki Floty Czarnomorskiej, Obrony Granicznej oraz lotnictwo rosyjskie otworzyli ogień wzdłuż kursu, którym płynął brytyjski krążownik. Początkowo strona brytyjska bagatelizowała całe zdarzenie, twierdząc że nie naruszali niczyjej granicy, że nikt do nich nie strzelał bo ogień ze strony rosyjskiej był wynikiem planowanych ćwiczeń, o których wiedzieli wcześniej i tak w ogóle to nic się nie stało. Przedstawienie brytyjskiego kabaretu zepsuł jednak jeden z dziennikarzy BBC, który znajdował się na pokładzie krążownika i dokładnie zrelacjonował całe zajście. Teatr hipokryzji w wykonaniu społeczności międzynarodowej najfajniej wyglądał w polskich mendiach, które przez dwa dni milczały o całym zajściu. Zezwolenie na otwarcie pysków dostali dopiero wówczas, gdy cywilizowany Zachód uzgodnił między sobą, jak zaprezentować zdarzenie, żeby wyjść jakoś z twarzą z naruszenia prawa międzynarodowego. Dyżurny pajac brytyjskiego rządu, Boris Johnson, zadął w fanfary, a polskie szczekaczki powtórzyły, że chociaż świat otarł się o krawędź wojny, to brytyjski krążownik HMS Defender nie płynął przez wody terytorialne Rosji, tylko przez wody, które przez społeczność międzynarodową uznawane są za ukraińskie. Dlaczego akurat tak, a nie inaczej?…

Zgnilizna tej hipokryzji cuchnie tak, że przyprawia o zawrót głowy, jednak otrzeźwienie przyszło z Ministerstwa Obrony Rosyjskiej Federacji i w ogólnym zarysie brzmiało krótko i na temat: nie grajcie, bo się doigracie. Przedstawiciel rosyjskiego ministerstwa przestrzegł bowiem, żeby nie powtarzać więcej żadnych bezczelnych prowokacji, bo następnym razem odpowiedź będzie już zupełnie inna i winnymi konsekwencji takiej odpowiedzi będą Brytyjczycy lub ktokolwiek inny, kto naruszy granice terytorialne Rosji. Prowokacja ze strony społeczności międzynarodowej, która na kozła ofiarnego wystawiła tym razem Wielką Brytanię, była nie tylko bezczelna, ale również w najwyższym stopniu nieodpowiedzialna. Rosja otworzyła ogień wzdłuż kursu oraz obok i przed okrętem intruzem. Rosja mogła jednak zaaresztować lub nawet zatopić HMS Defender i miała do tego pełne prawo, gdyż zanim rosyjskie okręty Obrony Wybrzeża otworzyły ogień prewencyjny, to kilkakrotnie informowały brytyjski okręt o naruszeniu granicy, wzywały do opuszczenia wód terytorialnych i ostrzegły o nieuchronnym otwarciu ognia. Już o tym pisałem, że Zachód pod przewodnictwem USA będzie robił wszystko, by permanentnie prowokować Rosję. Najpierw poprzez prowokowanie napiętych sytuacji wokół Rosji, a jeśli to nie przyniesie efektu, to zacznie prowokować bezpośrednio samą Rosję. Eskalacja prowokacji stała się faktem i to dopiero początek. Będą kolejne, bardziej wysublimowane i lepiej przygotowane, bo najwidoczniej społeczność międzynarodowa nie potrafi żyć bez wojny. Czyli nie potrafi żyć bez śmierci, bo następna wojna może oznaczać totalną zagładę. Chcą wojny, ale dlaczego?…

Kto uważnie śledzi wydarzenia międzynarodowe i potrafi samodzielnie myśleć, ten zna odpowiedź na każde „dlaczego” postawione powyżej.

 

O autorze:


Kamil Stupecki

Koordynator Braterstwa Polsko – Rosyjskiego okręg Anglia.                                                                              Publicysta, dziennikarz, podróżnik, miłośnik Rosji w tym Krymu.

 

 

 

Hits: 115

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 126
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 3
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    129
    Shares