Zanim przejdę do czasu Apokalipsy, chciałbym jeszcze raz pozdrowić wszystkich moich rosyjskich i nie tylko rosyjskich przyjaciół, dla których 12 czerwca jest dniem świątecznym. Wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia i pomyślności z okazji Dnia Rosji.

A teraz szara rzeczywistość. I realia przede wszystkim. A te są dla Polski takie, że nasze władze szykują nam – Polakom – taką przyszłość, jakiej nawet wrogowi trudno życzyć. Dawno temu oglądałem genialny film Francisa Forda Coppoli pod tytułem „Czas Apokalipsy”. Pamiętam jednak bardzo dobrze sceny, w których brali udział Marlon Brando (płk. W. Kurtz) i Martin Sheen (kpt. B. Willard). Pamiętam też jeden z ich dialogów, w których płk. Kurtz i kpt. Willard spotkali się oko w oko po raz pierwszy. I wówczas pułkownik wypowiedział słowa, które pasują do obecnej sytuacji, jak ulał. Jest to póki co sytuacja polskich władz, jednak już niedługo może to być sytuacja całego naszego kraju.

Oto ów dialog:

– płk. Kurtz – Jesteś zabójcą?

– kpt. Willard – Jestem żołnierzem.

– płk. Kurtz – Nie jesteś ani jednym, ani drugim. Jesteś chłopcem na posyłki, wysłanym przez sklepowych cieciów po odbiór należności.

Szereg wydarzeń na międzynarodowej scenie politycznej spowodowało szereg reakcji polskich elit i te reakcje dobitnie pokazują, że polska polityka nie znajduje się w kryzysie, tylko w rozkładzie gnilnym. Weźmy pierwszy z brzegu przykład: władze białoruskie postanowiły ustanowić Dzień Jedności Narodowej i wyznaczyły datę na 17 września. Data pełna skojarzeń, to prawda, jednak powstają inne pytania o inne skojarzenia. A gdzie pamięć ofiar Rzezi Wołyńskiej i gdzie protest do władz banderstanu o gloryfikację banderowskich zbrodniarzy, banderowskich kolaborantów z faszystami, banderowskich funkcjonariuszy z SS Galizien? A gdzie dialog w drażliwej dla Białorusinów kwestii gloryfikacji polskich zbrodniarzy spod znaku wyklętych, którzy mordowali na Podlasiu ludność białoruską? I za co? Za to, że byli Białorusinami i byli prawosławni. O dialogu ze stroną rosyjską o mordowaniu radzieckich jeńców w polskich obozach po wojnie polsko-bolszewickiej już nie wspomnę. Tych tematów możni polskiego politykierstwa wolą nie tykać, gdyż od zakłamywania historii w tych sprawach mózgi już im dawno zgniły.

Jest jednak na horyzoncie wydarzenie o wiele ważniejsze w wymiarze międzynarodowym, które ewidnetnie pokazuje, jak krótką smycz pozwoliła sobie nałożyć polska klasa politycznych bezkręgowców. Spotkanie W. Putin – J. Biden zostało nazwane przez jednego z polskich tzw. polityków obozu rządzącego „spotkaniem ponad polskimi głowami”. Jeśli miał to być dowcip, to był żałosny. Nie wiem, być może ten dziwny człowieczek chciał dać do zrozumienia, że liderzy obu mocarstw przed spotkaniem w Genewie powinni najpierw przybyć na konsultacje do Warszawy i uzgodnić wszystko z prezesem. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, jednak przebija z tej wypowiedzi ściskający dupę żal. Z tej i z wielu innych wypowiedzi, które słyszymy z przegniłych kłamstwami ust tzw. dziennikarzy, którzy snują ponure wizje tego, jak to Biden idzie na ustępstwa wobec Moskwy i jak kłania się Kremlowi. A Joseph robi to, bo nie ma innego wyjścia. Bo wie, że pieniądz jest ważniejszy niż sojusznicy. Wie też, że i tak tych pieniędzy ma w swej szkatułce za mało i nawet wydymanie trzymanych na smyczy sojuszników nic nie da, bo sojusznikami są tacy sami gołodupcy, jak wielka i można Ameryka.

Wróćmy jednak nad Wisłę, gdzie smród gnijących mózgów już zatyka dech w piersiach. Przez lata całe po 1989 roku słyszeliśmy peany i ody na cześć naszych nowych partnerów. Problem w tym się jednak umiejscawia, że owi partnerzy wcale i ani przez moment nie chcieli mieć za partnerów Polski i Polaków – im chodziło od rozwalenie ZSRR. I z pomocą przygłupawych psiutków im się to udało. Ale nie o tym rzecz się ma, tylko o głupocie polskich dilerów politycznych (nie liderów, tylko dilerów). Wiem, że zabrzmi to strasznie, szyderczo i cynicznie, jednak spójrzmy prawdzie w oczy – jedynym zachodnim przywódcą, który był wobec Polski i Polaków w pełni szczery i niczego nie owijał w bawełnę, był… A. Hitler. Uważał Słowian za podludzi i miał w planach nas wszystkich wymordować, i wcale się z tym nie krył. W przeciwieństwie do niego wszyscy zachodni przywódcy, którzy deklarowali (nawet otwarcie) przyjaźń do Polski, mieli Polskę i Polaków głęboko w dupie. Cała historia XX wieku pokazuje otwarcie, że dla Zachodu Polska zawsze była, jest obecnie i zawsze będzie miała tylko dwie ewentualne misje do spełnienia: być celem lub być środkiem do celu.

Najpodlejsze jest jednak w całej tej historii to, że od wielu już lat Polską i Polakami rządzi się nie z Warszawy, tylko z rozproszonych po świecie ośrodków międzynarodowego kapitału i korporacji, które uzurpują sobie prawo do rządzenia całym światem. Zaś smycz tego kapitału zakładana jest na szyje wygodnym marionetkom, które (o zgrozo) święcie wierzą w to, że zostali nobilitowani. Że przyjęto ich na zachodnie salony i uhonorowano w jakiś specjalny sposób. Oni naprawdę w to wierzą. I nie tylko w to wierzą, oni także chcą zmienić cały polski naród w takich samych psiutków lub chłopców na posyłki. Za radość lizania zachodnich dup, oglądania blichtru tandety i zachwycania się miernotą wyrzekli się własnych godności, gorąco wierzą, że każdy Polak powinien postąpić tak samo i gotowi są nas do tego zmusić. To dlatego publiczna niegdyś TVP stała się kiepską kopią „Der Stürmer” – antyżydowskiej gazety, którą redagował i nadzorował J. Streicher, skazany w Norymberdze na karę śmierci. To dlatego niemal wszystkie mendia w Polsce stały się klonami postgoebbelsowskiej filozofii propagandy nienawiści. Z tą tylko różnicą, że w III Rzeszy nienawiść nakierowana była na Słowian i Żydów. W dzisiejszej Polsce propaganda nakierowana jest na naszych braci Słowian w Rosji i Białorusi.

I tak trafiamy – podobnie jak tydzień temu – do naszych białoruskich sąsiadów. Przed tygodniem wyrażałem opinię, że nowo kreowany polski bohater narodowy, może się stać nad Wisłą kimś w rodzaju persona jak najbardziej non grata. Zgodnie z moimi prognozami Romek Protasiewicz sypie, tylko się gwizd w powietrzu unosi. Sypie i ujawnia szczegóły na temat tego, jak to jego telegram kanał Nexta i jego działalność opozycyjna była wcale nie jego działalnością. Podaje detale, które wiodą na Zachód, ale wyraźnie przez Polskę. Protasiewicz ujawnia fakty, że jego działalność ograniczała się do bycia chłopcem na posyłki w dyspozycji Zachodu. Wyjaśnia też, że tak zwana białoruska opozycja, to w rzeczy samej zachodnie ambicje i zachodni plan, który rękami polskich chłopców na posyłki był wcielany w życie już na długo przed zeszłorocznymi wyborami prezydenckimi w Białorusi. To nie jest żadna opozycja, tak jak opozycją nie były persony, które rozwalały od połowy lat 70-tych Polską Rzeczpospolitą Ludową. To są najzwyklejsi chłopcy na posyłki, którzy w zamain za zachodnią jałmużnę gotowi są wcielać w życie plany Zachodu na terenie Białorusi. To takie same sprzedawczyki, jak ich polscy poprzednicy.

Ciekawy będzie finał medialnego szumu pod tytułem „terroryzm państwowy reżimu Łukaszenki”, gdyż informacje Romana P. to prawdziwe archiwum X i zapewne niejedna rewelacja jeszcze wypłynie na światło dzienne. Bez względu jednak na to, kto i kiedy decydował jaką podłość odpalić, to zapalnik odpalany był w Polsce. A działo się tak dlatego, że polscy chłopcy na posyłki chcieli występować w roli mentorów dla swych białoruskich kumpli po fachu. To jak w burdelu – tam też młode „panienki” w specyficzną działalność wprowadzane są przez stare lampucery, które już uważają się za matrony. Jednakowoż uważam, że jest jednak mała różnica w tym porównaniu. Bo być prostytutką, to uprawiać taki a nie inny zawód, ale być dziwką, to jednak kwestia powołania.

 

O autorze:


Kamil Stupecki

Koordynator Braterstwa Polsko – Rosyjskiego okręg Anglia.                                                                              Publicysta, dziennikarz, podróżnik, miłośnik Rosji w tym Krymu.

 

 

 

Hits: 64

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 3
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    3
    Shares