Czasami jest to śmiech ironiczno-sarkastyczny, czasami przez łzy, a czasami śmiech politowania. Nie zmienia to jednak faktu, że wesoło jest i jak tak dalej pójdzie, to będzie jeszcze weselej. Sporo się dzieje na „froncie wschodnim” i to nie tylko w kontekście skowytu na zgliszczach białoruskiej opozycji. Ale i w Polsce dzieje się coraz ciekawiej, bo polska propaganda sukcesu grzęźnie coraz głębiej w zachodnim odbycie. A może być i tak, że pociągnie za sobą resztę i cały Zachód zniknie w wyniku implozji obłudy i zakłamania. To znaczy z mapy Europy i świata nie zniknie, ale ze sceny zejść może w oparach wstydliwej zgnilizny.

* * *

Po przymknięciu R. Protasiewicza stało się rzeczą oczywistą, że polska racja stanu, która hipokryzją stoi, wyje w propagandowych mękach i nadal prześciga się w coraz to bardziej dramatycznych scenariuszach. Otóż pragnę uspokoić naszych rodzimych oraz zachodnich polityków i ujadających na ich paskach tzw. dziennikarzy różnych mendiów, że Protasiowi w Białorusi nie grozi kara śmierci. Za działalność antypaństwową, ekstremistyczną i wywrotową może liczyć w Białorusi na co najwyżej 15 lat wakacji od mieszania się w politykę. Chociaż wcale tak być nie musi, gdyż Romek zeznaje, „sypie” współpracowników i sponsorów, ujawnia fakty i okoliczności, zatem w jego przypadku mogą też wystąpić okoliczności. Tym razem łagodzące. Ciekawie na tle tych wydarzeń – to znaczy zeznań R. Protasiewicza – obsrywa się zachodni establishment polityczny twierdząc, że skoro Protasiewicz zeznaje, to jest to efektem „obróbki psychologicznej i fizycznej” aresztanta. No cóż, pieprzenie bzdur w takim tonie też jest efektem tego, że zachodnia polityka przeszła już odpowiednią „obróbkę psychologiczną i fizyczną”. Pranie mózgów i ciągłe przebywanie w dupie poprawności politycznej o zabarwieniu fałszywej moralności robi swoje – oni są zwyczajnie odmóżdżeni i przetrawieni.

* * *

Mimo wszystko jednak Romcio P. nie może spać spokojnie, gdyż kara śmierci zagląda mu w oczy, choć nie pod białoruskim niebem. Bohater polskich i zachodnich mendiów, niestrudzony bojownik o demokrację w Białorusi, może już niedługo zostać oficjalnie poszukiwany listem gończym za zbrodnie wojenne przeciwko ludności cywilnej w Donbasie. A tam kara śmierci nadal widnieje, jako jeden z rodzajów wyroku. I tu jest właśnie pies pogrzebany, gdyż właśnie to, a nie status aresztanta, spędza sen z powiek obrońców i wyznawców Romana P. Pan Romek, znany szerzej jako Protasiewicz, sypie w białoruskiej prokuraturze, aż się gwizd w powietrzu unosi. Zapewne wcześniej lub później w eterze pojawią się mało znane materiały filmowe z Donbasu z prośbą o wytłumaczenie się, dlaczego zachodni miłośnicy demokracji sponsorowali i nosili na rękach pospolitego bandziora, który ma krew niewinnych ludzi na rękach. Jeśli tak grzeczne pytanie zostanie dodatkowo zaopatrzone konkretnymi nazwiskami oraz szczegółami prodemokratycznej działalności Protasia w roli banderowskiego najemnika, to trzęsienia ziemi nie będzie. Ta ziemia się co niektórym spod nóg usunie. Tym bardziej, że wytłumaczenia – przynajmniej logicznego – nie będzie i w ogóle jakiekolwiek tłumaczenie się będzie dodatkowym gwoździem do politycznej i publicznej trumny. Co na to nasi przedstawiciele politycznych elit? Wszak to właśnie polscy politycy z każdej niemalże opcji za szczyt honoru poczytywali sobie przynależność do fanklubu Romcia.

* * *

W ogóle ciekawym się wydaje fakt, że Zachód nagle zmienił styl i umiejętnie rozłożył akcenty w swym odniesieniu do spraw białoruskich. Jednakże w tym samym czasie ktoś musi drzeć pysk i skowytać w obronie Romka P. A jakże – padło na naszych, starych i sprawdzonych, pełnych nienawiści na każdym kroku oraz z gębami pełnymi obłudnych frazesów. Jako że postacie świecznikowe w Mumii Europejskiej oraz za oceanem chwilowo raczej nie widzą możliwości obnoszenia się ze Swietką Tichanowską, do tablicy wywołano dyżurnego, czyli Andrzeja D., ksywka „Długopis”. Najwidoczniej w Brukseli uznano, że politykierzy i polityczne bagno nad Wisłą śmierdzą już tak, że gorzej być nie może. I nawet jeśli szambo ze służbą Romana P. w batalionie „Azow”, paradowanie ze swastyką na ramieniu, koordynowanie antypaństwowych manifestacji w Białorusi oraz szereg innych heroicznych aktów w obronie demokracji zostanie skonfigurowane z finansami płynącymi z Brukseli, Waszyngtonu i innych ośrodków, to najlepiej będzie wmanewrować w ten bajzel Polskę. Bo przecież polscy politykierzy uwielbiają być rusofobami, kochają nienawidzić wszystko, co wschodnie, rozmiłowani są w swojej miłości bycia bardziej prozachodnimi niż cały Zachód razem wzięty, No cóż – miłość wymaga wyrzeczeń, tylko za nienawiść trzeba będzie zapłacić.

* * *

Przekonały się o tym nasze polskie elity całkiem niedawno. I to w jakich niespodziewanych okolicznościach. Największy sojusznik RP, wzór cnót demokratycznych zza oceanu zwyczajnie najdemokratyczniej i w pełni sojuszniczo wsadził polskich politykierów i polskie interesy w końcowy odcinek przewodu pokarmowego, czyli w odbyt. Lub pospolicie mówiąc w dupę. Podszyta nienawiścią polska racja stanu przegrała w starciu z podszytą pieniędzmi amerykańską racją pragmatyzmu. To znaczy amerykańskich sankcji przeciw Nord Stream 2 nie będzie. Mało tego!!! Jak się okazuje najprawdopodobniej nie będzie też polsko-duńskiego gazociągu do gazoportu w Świnoujściu. I będzie po staremu, czyli nadal Polska będzie zasilana gazem z Rosji. Z tą różnicą, że teraz tankowce gazowe nie będą już musiały płynąć po rosyjski gaz do portów w Rosji – zatankują go w terminalu na terenie Niemiec i po przepłynięciu „kilku rzutów beretem” zacumują w Świnoujściu. Ważne jednak będzie to, że będzie to gaz kupiony od Ameryki. To nic, że drożej, to nic, że w dalszym ciągu to jest gaz rosyjskiego pochodzenia i to nic, że Polska znów będzie synonimem zaprzaństwa, warcholstwa i pospolitej głupoty politycznej. Liczyć się będzie to, że polski gazoport będzie otrzymywał gaz od USA. A czy fanfary do odtrąbienia sukcesu już są gotowe?

* * *

A na zakończenie trochę wieści o tym, że rozum jeszcze nie trafił na listę gatunków wymarłych. Międzynarodowe Forum Ekonomiczne w Sankt Petersburgu od lat jest już miejscem, gdzie zawierane są transakcje i umowy gospodarcze na sumy, których ja sobie nawet w banku nie wyobrażam. Wszyscy, którzy mnie dobrze znają, wiedza doskonale, że moje serce bije w Krymie, dlatego nie będę ukrywał, iż to właśnie osiągnięcia Krymu na tym forum interesowały mnie najbardziej. Każda jednostka administracyjna w Rosji otrzymuje z budżetu federalnego olbrzymie kwoty pieniędzy na rozwój inwestycji w swoim regionie i trzeba je wykorzystać, inaczej pieniądze przepadają bezpowrotnie, zaś subwencja na rok następny będzie mniejsza. W bieżącym roku Gubernator Krymu, Siergiej Aksjonow, wraz z delegacją krymską podpisał umowy inwestycyjne na sumy kilkuset miliardów rubli. Są to inwestycje krótko i długoterminowe, przede wszystkim w sferze infrastruktury i poprawy jakości usług turystycznych, w tym usług całorocznych. Nie będę wymieniał tu listy osiągnięć, bo to nie sprawozdanie, jednak efekt jest imponujący. Zaniedbany przez 23 lata ukraińskich rządów Krym z roku na rok pięknieje coraz bardziej.

Może ktoś spytać, dlaczego o tym piszę. A no dlatego, że jak się myśli decyzyjnie, to się ma. A jak się decydowanie zostawia innemu, zaś samemu zadowala się rolą psiutka na krótkiej smyczy, to nawet poszczekać trzeba na zawołanie. To znaczy nie trzeba być od razu rekinem polityki, ale to nie znaczy, że trzeba się pokornie godzić na pieskie życie.

 

O autorze:


Kamil Stupecki

Koordynator Braterstwa Polsko – Rosyjskiego okręg Anglia.                                                                              Publicysta, dziennikarz, podróżnik, miłośnik Rosji w tym Krymu.

 

 

 

Hits: 103

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 3
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    3
    Shares