Rusofobska histeria znajduje się na fali wznoszącej, a co a tym idzie, zaczyna się robić coraz goręcej i, niewątpliwie, coraz bardziej interesująco. Wojna dyplomatyczna rozpętana przez zbója Sama i Mumię Europejską nabrała już takich obrotów, że rusofobskie matołki zaczynają sadzać stolce we własne ogródki. Walenie dyplomatycznych i medialnych kupsztali może przybrać takie rozmiary, że trudno będzie niedługo stopę postawić na niezapaskudzonym kawałku gruntu. Zupełnie niespodziewanie w wojnie tej na fotelu lidera usadowiły się kretyńskie hordy naszych południowych sąsiadów, na co nie były przygotowane nasze „elyty”, którym utrata czołowej pozycji bardzo się nie podoba. Istniejąca, bardzo głupkowata sytuacja zaczyna się robić coraz bardziej głupkowata, by nie rzec wprost, że nabiera cech systemowej schizofrenii.

Aleksander Pietrow i Rusłan Baszirow. To duet, który zdetronizował już największe gwiazdy amerykańskiego kina akcji. W czasie, gdy do tej pory cały świat próżniaków i fotelowych pierdzieli wstrzymywał oddech w oczekiwaniu na werdykty w sprawie filmowych Oskarów, czołówki doniesień medialnych zostały wzięte szturmem przez rosyjskie duo, które nawet nie występuje w filmowych bzdetach z gatunku „zabili go i uciekł”. Oni w ogóle nie występują na małym lub wielkim ekranie, a jednak są w pozycji, której im troszeczkę zazdroszczę. Też bym chciał znaleźć się w sytuacji, w której mógłbym powiedzieć komukolwiek, żeby pocałował mnie w dupę. Chciałbym, a nie mogę, bo nie jestem „szpiegiem” wykreowanym przez schizofreniczne zwidy zachodnich psycholi. Zdecydowanie bardziej wolę się sztachnąć papieroskiem, niż wsysać bąki zbója Sama. Po fajce chce się chociaż kilka łyków mineralki, a to zdrowo, rozpuszcza soki żołądkowe i łagodzi podrażnienia. Po zaoceanicznych bąkach natomiast występują halucynacje, które nieuchronnie wiodą do samozagłady. Intelektualnej i psychicznej w najłagodniejszym przypadku.

Ale przejdźmy do groteskowych poczynań żywych trupków rodem z Mumii Europejskiej. Zbój Sam zadecydował iść na dyplomatyczną wojnę z Kremlem. Ale tenże Sam nie chciał iść sam, tylko na towarzyszy swej wojenki wyznaczył kilka kulawych marionetek. Pierwotnie Józek z waszyngtońskiego tronu nakazał to całej Mumii Europejskiej i nie tylko, jednak co mądrzejsi z tej towarzyskiej grupy pokazali Bidenowi wała i kazali mu się gonić. Wierne psiutki jednak w ślepej uległości zamerdały ogonkami i lawina poszła na całego. Teraz przynajmniej linie lotnicze zarobią trochę nadprogramowego szmalu za przewożenie person, które okazały się non grata. Ponieważ niezaplanowane, choć oczekiwane podróże przybierają na intensywności, warto przyjrzeć się niuansom. A są to niuanse, nadające rzadki posmak absurdu zaprawionego oparami prochu z wystrzałów we własne stopy.

Nie dalej jak w piątkowy wieczór polskie mendia z kurską szczujnią na czele zawyły, w spazmach orgazmu i samozachwytu, że wspomniani wyżej Pietrow i Baszirow wysadzili czeskie składy broni i amunicji, żeby udaremnić dostawy tej broni do Ukrainy. I tu mamy przypadek – nomen omen – rosyjskiej ruletki w najbardziej nieszczęśliwym wydaniu. Autorzy tej „genialnej” informacji zasłużyli na mój wielki szacunek, gdyż trzeba mieć nie lada jaja, żeby zamiast jednego naboju, załadować do nagana cały arsenał, następnie poprosić byle kretyna o zdetonowanie tegoż arsenału. Już wyjaśniam o co w całej tej detonacji chodzi. W czeskiej miejscowości Vrbětice wybuchły składy, w których przechowywane były miny przeciwpiechotne z demobilu. Było to uzbrojenie wycofane z użytku na mocy Traktatu Ottawskiego. Jest to umowa międzynarodowa, która została uchwalona 18 września 1997 roku na konferencji dyplomatycznej w Oslo. Umowa została następnie zredagowana w kilku językach i wyłożona do podpisu w Ottawie w dniach 3 i 4 grudnia 1997 roku.

Po nitce do kłębka. Traktat Ottawski był ukoronowaniem pięcioletniej kampanii dyplomatycznej na rzecz zakazu produkcji, rozprzestrzeniania i używania min przeciwpiechotnych, jako środka walki zbrojnej. Na mocy tegoż porozumienia zakazano nie tylko produkcji, używania lub sprzedaży tego paskudztwa, ale także zobowiązano sygnatariuszy Traktatu do wycofania min ze stanu uzbrojenia i zniszczenia posiadanych zapasów. Czechy podpisały o Traktat w 1998 roku. Wychodzi zatem na to, że przez szesnaście lat czeskie władze nie zastosowały się do prawa międzynarodowego i nie zutylizowały swoich zapasów. Jest zatem pewien problem, gdyż miny przeciwpiechotne, to nie knedliczki. Nie można ich ot tak sobie przetrzymywać a już tym bardziej sprzedawać, tym bardziej na Ukrainę, która też jest sygnatariuszem Traktatu Ottawskiego.

Z polityczno-medialnego piekarnika wyjechał zatem niezłych rozmiarów klops, który śmierdzi na odległość i razi nerwowym pośpiechem w usprawiedliwianiu walenia stolców byle gdzie i byle jak. Ważne, żeby napaskudzić, a resztą nie ma się co przejmować, bo tłum wszystko rozdepcze. Za wszelką cenę chciano uprawdopodobnić motyw działania rosyjskich gwiazd świata szpiegowskiego i wygląda na to, że cena będzie stosowna. Nawet bez VAT-u i akcyzy. Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu i tym razem znalazło to swoje potwierdzenie, gdyż chciejstwo obróciło się przeciw chcącym. Beczka z gównem była tak śliska, że zamiast oblać Pietrowa z Baszirowem i Kremlem, wymknęła się spod kontroli i spadnie na głowy inicjatorom zamieszania. Pytania jednak nasuwają się same – kto i kiedy dostarczył banderowcom miny przeciwpiechotne, którymi zaminowali tereny przygraniczne z Donbassem? Latem 2018 roku brytyjskie media podały informację, że zakazane międzynarodową konwencją uzbrojenie kijowski reżim zakupił nad Wisłą. I otrzymał.

Schizofrenia jednak nie przejawiła się wyłącznie w zamiłowaniu zbója Sama i Mumii Europejskiej do zabawy w rosyjską ruletkę. Okazuje się, że nawet tak z pozoru niewinna gra jak warcaby też może spowodować totalne zniszczenie mózgu i zdolności logicznego myślenia. Incydent z celowym zabraniem rosyjskiej flagi oraz plakietki z nazwiskiem i flagą Rosji ze stołu w trakcie rozgrywania partii warcabów podczas Mistrzostw Świata w Warszawie odbił się szerokim echem. Schizofrenia jednak rozszalała się na dobre nie podczas samej rozgrywki, a dopiero później. Nadgorliwy schizofrenik tłumaczył się ze swojego postępku, że jego postępowanie było podyktowane reakcją WADA (Światowej Agencji Antydopingowej) i groźbą organizacji ukarania Polski za wyeksponowanie barw narodowych Rosyjskiej Federacji. Intelektualny trupek przeprosił za swoje postępowanie, chociaż powinien wystąpić z publiczną samokrytyką, gdyż jego tłumaczenia były niczym więcej, niż przyznaniem się do halucynacji. Jak się bowiem okazało nikt i nigdy nie dzwonił do Warszawy i nie prosił o zabranie czegokolwiek ze stołu, na którym odbywała się partia warcabów. Okazało się ponadto, że trupek ma nie tylko martwy mózg – ma także wszelkie symptomy debilizmu i kretynizmu. Skoro od rusofobii się odrzeka i zaprzecza, że jego działanie było podyktowane rusofobią, to jaka jeszcze ewentualność może być brana pod uwagę. Ale teraz najważniejsze.

Z tej niesławnej dla polskich rusofobów sytuacji płynie jednak jedna niezwykle cenna lekcja. Przeprosiny po haniebnym incydencie zostały przez stronę rosyjską przyjęte i bez względu na całą otoczkę (kretyńską lub rusofobiczną) sprawa jest uważana za zamkniętą. Podobnie powinno być w kwestii zbrodni katyńskiej. Prezydent (ówczesny) Rosyjskiej Federacji, Borys Jelcyn, podczas oficjalnej wizyty państwowej w Polsce w 1995 roku przeprosił Polaków za tę zbrodnię i poprosił o wybaczenie. A mimo to, dla psycholi w polskich władzach to wydarzenie jest niezmiennie źródłem jątrzenia, wzbudzania nienawiści i wrogości wobec Rosji i Rosjan. Jest to dobitnym dowodem niedojrzałości. Nie tylko politycznej, ale także intelektualnej. Różnica jest zasadnicza: Rosja i Rosjanie oddychają powietrzem czystym i wolnym od uprzedzeń; polskie władze raczą się bąkami puszczanymi przez zbója Sama. I efekty dla polskich władz też są widoczne gołym okiem: to schizofreniczne, głupkowate halucynacje i zwidy o rusofobskim podłożu.


 

O autorze:


Kamil Stupecki

Koordynator Braterstwa Polsko – Rosyjskiego okręg Anglia.                                                                              Publicysta, dziennikarz, podróżnik, miłośnik Rosji w tym Krymu.

 

 

 

Hits: 111

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •