Będzie o tej wojnie, o której już pisałem, że jest nieunikniona. Będzie o tym, że Polski też nie będzie, bo tak prawdę mówiąc, to już jej nie ma – była ale się zmyła lub może została zmyta. A właściwie to została ona nam, Polakom, ukradziona sprzed nosa. I to na własne życzenie potężnej rzeszy lunatyków, którym się zachciało bratania z najbardziej totalitarnym ustrojem na świecie – z demokracją zachodnią. Będzie też o tym, żeby nie zadawać zbędnych i głupich pytań, na które odpowiedź jest bardziej niż oczywista.

Nord Stream 2 był niemal od samego początku projektem bardzo kontrowersyjnym, ponieważ podważał w pewnym sensie tak zwaną światową hegemonię USA. O tym, że Stany Zjednoczone są hegemonem nie ma co wątpić, ale tylko i wyłącznie wówczas, gdy pod uwagę weźmie się ilość wojen rozpętanych przez owo imperium zła. Poza tym jest to kolos na glinianych nogach. Pandemia koronawirusa spowodowała spore ograniczenia i utrudnienia na całym świecie, w tym także w USA, co przekłada się na zdolności Wuja Sama do golenia biedaków tego świata z resztek kasy i wmawiania tym biedakom, że robią interes życia. Tak jest na przykład z gazem ziemnym, który USA na potęgę kupuje od… Rosji. Czasami ten gaz nie mijał nawet południka zerowego, czyli nie opuszczał Europy, po czym wracał do takiej np. Polski jako gaz amerykański. Oczywiście za cenę też amerykańską, ale za to z polskim błogosławieństwem, że oto hegemon wyzwala Polskę z rosyjskiego uścisku i ratuje energetyczne bezpieczeństwo kraju. Żeby – nie daj Boże – nie obudzić się z pięknego snu za to z ręką w nocniku, polskie władze gotowe będą schować się w odbycie hegemona, byle tylko zapewnić o swej wiernopoddańczości.

Nie zważając na poszczekiwania i popiardywania hegemona oraz jego wiernych kundelków, Rosja i Niemcy (po grudzie i po wielkich bólach) postanowiły zakończyć budowę gazociągu. Do bojkotu oraz sankcji wezwał oczywiście hegemon, a właściwie to nie wezwał tylko zażądał, wygrażając przy tym, że jeśli ktoś się nie podporządkuje, to sam będzie obiektem sankcji. Zdecydowana większość Mumii Europejskiej pokazała miłośnikom demokracji polski gest Kozakiewicza i tyle. Polskie elity natomiast nie po raz pierwszy udowodniły, że u Pana Boga za piecem, to jeszcze nie jest szczyt marzeń, bo jeszcze lepiej jest siedzieć po uszy w łajnie nawalonym przez hegemona. Do spółki z banderowcami rzecz jasna, bo przecież wart Pac Pałaca i co dwa łby w łajnie, to nie jeden. Polskie elity nie obawiając się sankcji postanowiły działać i na zlecenie (za które i tak przecież same zapłacą) postanowiły wziąć sprawy pod kontrolę. W tym celu polski statek rybacki nie potrafił zauważyć na otwartym morzu innych statków i zdecydował się te statki staranować. Polska jednostka pływająca, która pokazała szarżę w stylu huzarskim była rzecz jasna cywilna, jednak takich zadań nie powierza się cywilom. Było to jasno sprecyzowane zadanie bojowe w celu sprowokowania działań ze strony rosyjskiej, lub dokonania szkód w statkach układających gazociąg. Kapitan lub właściciel jednostki (cywilny) zapewne był na pokładzie, jednak staranowanie statku układającego gazociąg odbyło się zgodnie ze wszystkimi prawidłami sztuki wojennej, dlatego śmiem twierdzić, że ten cywilny kapitan był na swoim stateczku tylko pasażerem robiącym za balast.

Na dany moment sprawa zamyka się w złożeniu oficjalnego protestu morskiego oraz złożeniu not w ambasadzie RP w Berlinie. Ciekawie w tym kontekście brzmi oficjalny komunikat Polskiej Marynarki Wojennej: „Marynarka Wojenna RP nie prowadzi żadnej działalności prowokacyjnej i realizuje swoje statutowe zadania zgodnie z prawem międzynarodowym. Samoloty M-28B Bryza regularnie realizują loty patrolowe – rozpoznawcze w rejonie Morza Bałtyckiego.

Oficjalnie polska armia – czyli de facto armia NATO – nie prowadzi żadnych działań prowokacyjnych, a jedynie realizuje statutowe zadania. Biorąc pod uwagę fakt, że Pakt Północnoatlantycki jest paktem wojskowym, to sprawa jest jasna. Nie jest to formacja militarna do przeprowadzania parad wojskowych, tylko do działań wojennych, co potwierdzają przykłady z przeszłości, jak choćby ten w byłej Jugosławii. Zatem zgodnie ze statutem można staranować inną jednostkę pływającą i próbować wykręcać się sianem, że nic się nie stało. A co do „lotów patrolowo – rozpoznawczych”, to ciekawym jest, ile razy samoloty polskie (czyli samoloty NATO) wykonywały takie loty w tym rejonie przed amerykańskim ultimatum związanym z dokończeniem budowy gazociągu.

Czytałem kilka informacji na temat incydentu na Morzy Bałtyckim i czytałem też mnóstwo komentarzy na ten temat. Proszę nie zadawać pytań: „czy nikt nie widzi do czego to prowadzi?” lub podobnych pytań w tym tonie. Wszyscy widzą i wszyscy rozumieją do czego to prowadzi – do wojny. Bo w założeniu inicjatorów i organizatorów tych działań ma to doprowadzić do wojny. Wojny, która jest niektórym potrzebna do zresetowania gigantycznych długów, do zmniejszenia populacji planety Ziemia, do przeorientowania stref wpływów i do ustawienia świata pod własne potrzeby. Wojny, która ma w zamierzeniu wprowadzenie czystego konta tam, gdzie konta już dawno się pokończyły i wyczerpały. Ale tak to już niestety jest, że skoro komuś brakuje inteligencji w rozwiązywaniu problemów, to jako jedyny argument używa siły zamiast dyplomacji.

Smutne i katastrofalne jest to, że dyplomacja, która nie tak dawno jeszcze potrafiła zdziałać sporo, postrzegana jest przez wielu, jako objaw słabości lub narzędzie zbędne w kontaktach z drugą stroną. Jeszcze niewiele ponad trzydzieści lat temu Polska była postrzegana, jako gwarant światowego pokoju i stabilny partner w rozmowach. Dzisiaj Polska stała się synonimem warcholstwa, zacietrzewienia i zaprzaństwa oraz gwarantem przyjęcia roli kija, który można wkładać w dowolne mrowisko. Wystarczyło pomachać wiązką siana na patyku, aby bydło podążyło za tym sianem na zatracenie swoje i narodu. Dobrze opłacani sutannowi wspólnie i w porozumieniu z dobrze opłacanymi styropianowcami omamili naród, że lepiej być wycieraczką pod progiem zachodnich drzwi niż partnerem, z którym można toczyć rozmowy za dowolnymi drzwiami.

Optymistyczne jest jednak to, że po wojnie totalnej nikt już nigdy nie będzie wspominał o Polsce – jej już nie będzie. Będą zgliszcza i spopielony ugór ziemny, na którym jeszcze tysiące lat nie urośnie nic innego, jak tylko popromienne mutanty. Do tego bowiem doprowadzi warcholstwo polskich władz, które stały się takimi mutantami jeszcze przed wybuchem choćby jednej bomby atomowej. I nie pytajcie dlaczego tak się stało – odpowiedź na to pytanie też jest oczywista.


Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 209

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 92
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 3
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    95
    Shares