Marcus Ederer, unijny ambasador w Rosji, zaapelował o wypracowanie nowych linii i nowej płaszczyzny stosunków Mumii Europejskiej z Rosją. Wydaje się, że jest to głos rozsądku i pragmatyzmu, tak bardzo potrzebnych we wzajemnych relacjach. Chciałoby się, żeby nareszcie ten głos przestał być jedynie głosem, a stał się początkiem realnych działań w sferze dwustronnych stosunków na linii UE – Rosja. Inicjatywa poważna i potrzebna zarówno Rosji, jak i unijnemu organizmowi, który miota się w sidłach własnej niekonsekwencji i zakłamania polityki zagranicznej. I właśnie dlatego, że jest to przedsięwzięcie, które może zagwarantować ocieplenie na linii Moskwa – Bruksela, ono się nie uda. Zostanie storpedowane, a właściwie już jest powoli torpedowane, chociaż bomby jeszcze nie doszły do głosu.

O konieczności ocieplenia tych relacji w Brukseli mówi się już od dawna. Z wielką szkodą stwierdzić jednak trzeba, że jest to typowe bicie piany i to z winy samej Mumii Europejskiej, której działania przypominają kliniczne objawy schizofrenii paranoidalnej. Z jednej strony Bruksela chce poprawy tych stosunków, a z drugiej robi absolutnie wszystko, by je pogorszyć. Teraz mamy kolejne zagrożenie. Realną groźbę, o której pisałem krótko przed wyborami prezydenckimi w USA – groźbę wojny. Pisałem wówczas, że jeśli dojdzie do władzy Joe Biden, to wywołanie kolejnej wojny jest tylko kwestią czasu. Z niepokojem obserwuję, że ta kwestia miała bardzo krótki wymiar i ta wojna wybuchnie lada dzień.

Chodzi o koncentrację banderowskich wojsk wzdłuż linii rozgraniczenia z Donbasem. W krótkim czasie banderstan zgromadził w tym regionie bardzo pokaźne siły. Ogłoszona przez Zeleńskiego powszechna mobilizacja tylko potwierdza zamiary Kijowa, chociaż tak na prawdę, to nie są to wcale zamiary Kijowa, tylko Waszyngtonu. Sterowany z Białego Domu banderstan powoli zmierza do wywołania wojny i tu wcale nie chodzi o Donbas. Tu nie chodzi o przywrócenie kontroli Kijowa nad Donieckiem i Ługańskiem – tu chodzi o wplątanie w tę wojnę Rosji. Prawdę powiedziawszy, to banderowscy politycy dobrzy są tylko w spektakularnym prężeniu muskułów i wojny z Rosją boją się bardziej niż czegokolwiek w świecie, tylko że sprawy zaszły już za daleko i odwrotu nie ma. Pan każe – sługa musi, więc banderowskie marionetki wyboru nie mają.

Powodem, dla którego Waszyngton tak bardzo chce wplątać w działania wojenne Rosję, nie jest chęć wojny z samą Rosją. Powodem jest stworzenie sytuacji, w której będzie szansa wymuszenia na społeczności międzynarodowej kolejnych sankcji wobec Rosji. I prawdę powiedziawszy Biden ma głęboko gdzieś społeczność międzynarodową – jemu chodzi przede wszystkim o zmuszenie Mumii Europejskiej do chodzenia na pasku amerykańskiej smyczy. I w rzeczy samej nie chodzi mu też o zniewolenie Brukseli – jemu chodzi o Nord Stream 2. A właściwie o zmuszenie Brukseli do zamknięcia lub zamrożenia tej inwestycji. Wszelkie dotychczasowe działania wielbicieli demokracji w tym zakresie okazały się na tyle „demokratyczne”, że inni spece od obrony demokracji poradzili gospodarzowi Białego Domu, by wsadził swoje pogróżki głęboko w demokrację.

Zaszła więc konieczność wymuszenia sytuacji, w której Mumia Europejska będzie musiała się bardzo konkretnie określić, kogo popiera. Czy banderowców, których do tej pory tak pieczołowicie ochrania, czy Rosję, która (ewentualnie) interweniuje w Donbasie. Nie ma znaczenia czy dla Waszyngtonu ten diabelski plan jest ostatnią deską ratunku, czy brzytwą chwytaną przez tonącego. Jest to bez wątpienia nóż w plecy. Nie tylko w plecy Mumii Europejskiej, ale przede wszystkim w plecy światowego pokoju.

Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 33

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 21
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 3
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    24
    Shares