Było to bodajże w ubiegły czwartek, wieczorem, 11 marca 2021. W eterze Telewizji Polskiej znalazła się pompatyczna informacja o wydaniu książki na temat jeńców wojennych w trakcie trwania i po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej 1919-21. Informacja, a jakże by inaczej, była kolejnym potokiem kłamstw i zaklinania rzeczywistości. Tej niechlubnej dla, zarówno ówczesnych, jak i dzisiejszych polskich władz. Niechlubnej, gdyż obnażającej całe okrucieństwo wojennych i powojennych realiów. A realia owe były takie, że dziesiątki tysięcy radzieckich jeńców wojennych zmarło z głodu, chorób, zimna i tortur zadawanych im w polskich obozach.

Informacja o samej książce była opatrzona komentarzem, z którego można się było dowiedzieć, że publikacja jest „odpowiedzią na rosyjską propagandę i kłamstwa o tamtym okresie”. Było też (bo przecież nie mogło nie być) o Katyniu i polskich oficerach oraz o barbarzyństwie Armii Czerwonej w latach 1939-45 i później. Do tego odniosę się w innym miejscu, jednak najpierw chciałbym poruszyć problem, który już kiedyś w miarę szczegółowo przedstawiałem. A problem istnieje nie dlatego, że brak jest materiałów źródłowych lub dokumentów historycznych. Problem istnieje, gdyż jest sztucznie utrzymywany przez polskich polityków historycznych (lub historyków politycznych – cholera wie jak ich zwać) . Owe problemy zaczęły się na długo przed 1989 rokiem (o czym pisałem kilka dni temu) i miały one służyć zdyskredytowaniu wizerunku ZSRR w oczach zwykłych Polaków. Po rozpoczęciu tak zwanej transformacji ustrojowej polityka wylewania pomyj na ZSRR i Rosję nie była już dodatkiem do codzienności a stała się pełnowymiarową propagandą władz. Obecnie jest to jeden z filarów państwowotwórczej doktryny istnienia Polski jako takiej, czyli państwa (aparatu sprawowania władzy) które bez doktryny rusofobii i nienawiści straciłoby rację bytu.

Powrócę jednak do problemu jeńców radzieckich, a właściwie do tego, jak do tematu odnoszą się polscy specjaliści od kreowania różnych wersji prawdy. Ci z Instytutu Pieprzenia Niedorzeczności, w skrócie zwanym IPN. Otóż 4 grudnia 2000 roku osiągnięte zostało porozumienie w sprawie powołania zespołu polsko-rosyjskiego, który miał się zająć drażliwą dla Polski kwestią. Mieszana komisja miała za zadanie zbadanie w szczególności polskich archiwów, gdyż zdecydowania część spornych wydarzeń miała miejsce na terytorium Polski. W głównej mierze chodziło o porównanie materiałów źródłowych znajdujących się w posiadaniu przedstawicieli obu krajów, gdyż różnią się one znacznie. Pomimo podjęcia wspólnej inicjatywy w celu rozwiązaniu problemu, do konsensusu nie doszło. Doszło jednak do kuriozalnej sytuacji, gdyż ustalenia jednej komisji ukazały się w dwóch wersjach, z dwoma przedmowami i obie ukazywały problem z różnej perspektywy.

Od tamtej pory było wiele prób wznowienia dialogu historycznego i podejmowano kolejne inicjatywy dojścia do ustalenia historycznej prawdy. Niestety, były to próby jednostronne – rosyjskie. I za każdym razem spotykały się one z poważnymi obstrukcjami ze strony IPN, którego głównym zadaniem jest przepisywanie historii od nowa i na polityczny obstalunek. Nie ma w tym stwierdzeniu ani cienia przesady, niestety. Wnioski tutaj nasuwają się same i nie trzeba do tego ani tęgiej głowy, ani specjalnych detektywistycznych zdolności. Gdyby bowiem w polskich archiwach znajdowały sie dokumenty potwierdzające tezy wysuwane przez IPN, to tym bardziej byłyby one upublicznione, pokazane na światło dzienne, by udowodnić, że tezy wysuwane przez historyków rosyjskich są nieścisłe lub przedstawiają dane, które nie mają potwierdzenia w źródłach historycznych. Tymczasem Instytut Pieprzenia Niedorzeczności popiarduje coś niecoś w stylu „dane rosyjskie są zawyżone i nieprawdziwe”. No to proszę bardzo – udowodnijcie to.

Chodzi bowiem o to, że strona rosyjska przedstawia dokumenty, które kładą się raczej makabrycznym cieniem na działalności polskich sił zbrojnych w trakcie tej wojny oraz polskich władz w stosunku do radzieckich jeńców. A to już ewidentnie kłóci się z sielankowym obrazem polskich władz okresu międzywojennego, a w szczególności z wizerunkiem Piłsudskiego, który był zajadłym rusofobem i otaczał się kadrą oficerską o podobnych do swoich zapatrywaniach. Jednym z nich był gen. Władysław Sikorski, który w 1920 roku wydał rozkaz by nie brać jeńców radzieckich, zaś wszystkich poddających się rozstrzeliwać na miejscu. A to obraz ewidentnie nie licujący z honorem oficera. Ponadto jest to jawne pogwałcenie prawa międzynarodowego w odniesieniu do jeńców wojennych. Synonimem żołnierza poddającego się, jest żołnierz, który „składa broń”. W takim przypadku żołnierz nie posiadający broni, nie ma czym walczyć, atakować lub bronić się – jest bezbronny, niczym cywil. Oczywiście podlega prawu wojennemu, jako jeniec, czyli najeźdźca, jednak podlega również wszystkim prawom humanitarnym, wynikającym z konwencji międzynarodowych. A ówczesne polskie władze tych praw jeńcom radzieckim odmawiały.

Strona rosyjska posiada w tej materii dokumenty, których zweryfikowanie jest możliwe, ale tylko w oparciu o źródła historyczne znajdujące się w archiwach polskich. Jest zatem jasne, że zaklinacze historii z naszego IPN nigdy nie pozwolą na dojście do prawdy i jej wyjawienie. To byłoby bardzo niekomfortowe z punktu widzenia polityki jako takiej, ale także z punktu widzenia polityki historycznej, która ma za zadanie ukazywanie historii pokolorowanej w barwy politycznego obstalunku. Nie dochodzenie do prawdy, tylko takie jej przedstawianie i przepisywanie, żeby było pięknie, patriotycznie a przede wszystkim narodowo i antyrosyjsko. Nie pamiętam dokładnie kiedy przedstawiałem ten temat bardziej szczegółowo, z konkretnymi liczbami, z resztą nie ma to wielkiego znaczenia. Pamiętam za to, że w konkluzji tamtego materiału zawarłem tezę, która się idealnie potwierdza w działaniach polityków historycznych. Oni się nie wyrzekną kłamstwa, oni będą brnąć w kłamstwie i pójdą w zaparte do samego końca. W obronie historycznego kłamstwa zrobią wszystko, choćby świat cały miał przy tym legnąć w gruzach. Ważne jest tylko jedno: Rosja (i ZSRR) to jest zło nieskończne – Polska i Zachód to raj ziemski i wzór cnót niebiańskich.

Otrzeźwienie przyjdzie. Może nawet szybciej, niż się można spodziewać. I nie będzie to challenge rodem z sieci społecznościowych, gdzie wystarczyło oblać się kubłem zimnej wody. Im dłużej ktoś prawdzie zaprzecza, tym bardziej bolesne będzie jej przyjęcie.


Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

P.S. Baraki na dwóch fotografiach zamieszczonych wraz z bieżącym materiałem, to nie są hitlerowskie obozy śmierci – to polskie obozy koncentracyjne dla radzieckich jeńców wojny polsko-bolszewickiej w Tucholi i Strzałkowie.

Hits: 392

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 238
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 1
  •  
  •  
  • 7
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    246
    Shares