Tak już jest, że życie ma to siebie, iż jest realne, rzeczywiste, często szare, bure i wali prawdą po łbach. Żeby sobie to życie pokolorować, żeby je zmienić trzeba albo wziąć się solidnie do roboty, albo podmienić realność na wirtualność i pieprzyć bzdury. Jak już wspomniałem kilka dni temu, od niedawna jestem znów w Polsce i zauważyłem, że Quentin Tarantino, który wyreżyserował swój wspaniały film pt. „Pulp Fiction”, w naszym kraju zakopałby się ze wstydu pod ziemię. A to dlatego, że takiego nagromadzenia bzdur, wydumanych pierdół. bardzo często pospolitych kłamstw i konfabulacji nie da się znaleźć w żadnym innym cywilizowanym kraju na świecie. W porównaniu z propagandą lejącą się z radioodbiorników i telewizorów, takie kreskówki jak „Bolek i Lolek”, „Krecik” lub „Wilk i zając” jawią się poważną kinematografią faktu.

Oto pierwszy z brzegu przykład. W poniedziałek ministrowie spraw zagranicznych państw Mumii Europejskiej deliberowali nad wprowadzeniem sankcji wobec Rosji w związku ze sprawą Analnego. Polskie Radio szeroko informowało o tym, że owe sankcje poważnie denerwują władze na Kremlu oraz paraliżują możliwości ruchów dyplomatycznych oraz gospodarczych Rosji. Jednocześnie jednak, choć niejako mimochodem i półgębkiem, padło stwierdzenie, że tak naprawdę, to owe sankcje nie robią na rosyjskich władzach najmniejszego wrażenia i wszyscy na Kremlu zdążyli się już do nich przyzwyczaić. Czyżby symptom rozdwojenia jaźni? Czy może celowa dezinformacja? Chyba jednak jedno i drugie.

Tym bardziej, że owe sankcje, to jakieś rachityczne podrygi, pozorowane ruchy dyplomatycznego trupa, który smrodem rozkładającej się tuszy chce obwieścić światu o swoim istnieniu. Już o tym pisałem w kontekście polskiej polityki zagranicznej i doktryny nienawiści do Rosji, jednak powtórzę raz jeszcze, choć tym razem w odniesieniu do działań Mumii Europejskiej. Od wielu już lat Mumia nakłada kolejne sankcje na Rosję i traci amunicję waląc w płot, podczas gdy Rosja czeka do czasu, gdy ta amunicja się skończy. A skończy się wtedy, gdy za jakieś wyimaginowane bzdety przyjdzie obłożyć sankcjami na przykład ekspedientkę w sklepie spożywczym, bo przecież wszyscy inni już swoje sankcje będą mieli. Wtedy rosyjska strona straci cierpliwość i zacznie nakładać swoje sankcje. Tylko, że te za bolą bardzo dotkliwie, gdyż strzelą nie w płot, a po kieszeniach.

I bardzo dobrze.

Chodząc po ulicach rodzinnego Gniezna znalazłem troszkę czasu i odwiedziłem trzy księgarnie. Z ciekawości. I z jednej strony żałuję, a z drugiej nie. Wyrobiłem sobie bowiem pogląd na to, jak skanalizowana jest propaganda, którą na siłę karmi się polskie społeczeństwo. Działy „klasyka zagraniczna” są znacznie większe, niż „klasyka polska”. W tych pierwszych rzecz jasna są przede wszystkim książki autorów amerykańskich i to wcale nie klasyków. Znalezienie jakichkolwiek pozycji takich autorów, jak Dante, Platon, Goethe, Szekspir, Czechow lub Hemingway i wielu innych jest niemożliwe (jest możliwe ale wyłącznie na zamówienie). W klasyce polskiej również próżno szukać Sienkiewicza, Prusa, Reymonta, Kochanowskiego, Norwida lub innych wieszczów (też tylko na zamówienie). Pełno jest zatem jakiegoś chłamu, który z klasyką nie ma nic wspólnego oraz typowa literatura propagandowego ścieku o tym, jak walczono z komuną. To jest nie tylko standardowa wojna propagandowa, ale przede wszystkim odmóżdżanie społeczeństwa, które powinno się karmić lekturą bzdetnych romansideł o pierdzeniu w parkową ławkę przy wtórze jak najbardziej banalnego szelestu listowia. A jeśli już coś o cięższym ciężarze gatunkowym, to wyłącznie walka z wrednymi ruskimi i heroizm niepodległościowo-nacjonalistyczny.

Zgroza!

TVP sięgnęło dna już dawno, dawno temu. I z szacunkiem muszę stwierdzić, że mozolny trud w padaniu coraz niżej jest jak najbardziej zauważalny. Starają się i ich starania nie idą na marne. To będzie wiekopomne dzieło, gdy Polacy – dzięki staraniom telewizyjnych decydentów – odwrócą się od tej telewizji na dobre i wyślą TVP na śmietnik, lub choćby do lamusa. Właśnie leci w eterze publicznej telewizorni jakiś żałosny tasiemiec pod nazwą Festiwal Tożsamości Narodowej. I jakże on wygląda, ten pasożyt dobrego gustu i dywersant prawdy? Wygląda zupełnie identycznie, jak władza, która tego pasożyta stworzyła: kadłubowy, płaski z maleńką główką na początku i później tylko segmenty siejące spustoszenie w ciele narodu. Sprodukowane na potrzeby tej hucpy programy i filmy nie mają żadnej wartości edukacyjnej, żadnego przekazu intelektualnego, za to przepełnione są kiepsko skrywaną nienawiścią i historycznym fałszem oraz gloryfikacją moralnie wątpliwych autorytetów.

Szkoda gadać.

Jak już wspomniałem na wstępie polskie władze roztaczają w społeczeństwie krajobraz mityczny, a jednymi z głównych mitów są zagrożenie ze strony Rosji oraz martyrologiczny mesjanizm Polski w walce o zatrzymanie rosyjskiego imperializmu, zagrażającego całemu światu. W mendiach (bo to przecież nie są media) – i to niemalże wszystkich – dominuje antyrosyjska propaganda. Nie ma znaczenia, czy to lub owo jest związane z obozem rządzącym, czy z opozycją, prawie wszyscy są zgodni w anty-rosyjskości i nikt z nich nie potrafi wskazać ani jednego merytorycznego argumentu, który by taką postawę uzasadniał. Przed przyjazdem do Polski byłem przygotowany na scenariusz jawnie antyrosyjski, jednak nie byłem gotowy na takie bagno. To już nie jest propaganda – to jest choroba psychiczna, to jest jakaś katastrofalna psychoza, schizofrenia i cholera wie co jeszcze. I ewidentnie widać, że rządzący Polską psychopaci tylko przebierają nogami, by (wzorem Piłsudskiego) wywołać wojenkę z Rosją. To już nie są żarty – oni tego naprawdę chcą.

Na zakończenie – żeby nie było aż tak grobowo i pesymistycznie – muszę się podzielić innymi spostrzeżeniami. Gniezno, to moje rodzinne miasto i spotkałem już niektórych znajomych sprzed lat. Wśród zwykłych ludzi rodzi się przekonanie, że obecna sytuacja polityczna w Polsce zmierza ku katastrofie. Nie tylko gospodarczej (o tym napiszę w osobnym materiale), ale przede wszystkim katastrofie politycznej. Do ludzi powoli dociera, że obóz rządzący nie ma do zaoferowania społeczeństwu już nic innego, jak tylko stare, oklepane i nieskuteczne numery. Najważniejsze jednak jest to, że ludzie zdają sobie sprawę z tego, że dali się na nabrać na te głodne kawałki.


Na bezrybiu i rak ryba, jak mawia stare wędkarskie powiedzenie. Jest więc nadzieja, że coś się zmieni. Oby na lepsze…


Kamil Stupecki, Anglia

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 67

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 28
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 2
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    30
    Shares