13 maja 1939 r. Statek „Saint Louis” wyruszył z Hamburga na Kubę. Na pokładzie znajdowało się 938 żydowskich uchodźców, którzy ratując życie uciekali przed swoimi oprawcami z Niemiec. Do tego czasu w III Rzeszy było już źle – doszło do pogromów „Nocy Kryształowej”, Żydów stopniowo aresztowano i wysyłano do obozów koncentracyjnych, ale nadal mogli wyjechać – bo już było jasne – droga do obozu śmierci była drogą „bez powrotu”.

Tysiące ludzi sprzedało wszystko co mieli, pozbywali się swoich majątków lub przekazywali je bliskim, którzy zdecydowali się zostać, aby kupić ten ostatni bilet na statek, który miał ich ocalić od zagłady. Nie każdego było stać na drogie bilety – 800 marek w pierwszej klasie i 500 marek w klasie turystycznej oraz obowiązkowa opłata 230 marek za powrót, chociaż z założenia był to rejs w jedną stronę. Zamiary Niemców były już oczywiste, nikt nie miał złudzeń, machina ludobójstwa ruszyła.

Pasażerowie “St. Louis” wyposażeni w kubańskie wizy tranzytowe wydane przez Manuela Beniteza (dyrektora generalnego kubańskiego biura imigracyjnego) i prawo opuszczenia statku w tym kraju docelowo chcieli dotrzeć do Ameryki. Jednak ilość imigrantów jaką USA przyjmowały w ciągu roku była ograniczona do 27 370 osób (dla Niemiec i Austrii), a lista rezerwowa była wypełniona oczekującymi na kilkanaście lat. Uchodźcy musieli więc poczekać na swoją kolej na Kubie.

Niestety kiedy statek był już na pełnym morzu wyszło na jaw, że Manuel Benitez z biura imigracyjnego wykorzystał lukę prawną i sprzedawał wizy na Kubę pół legalnie, zarabiając na tym około 1 mln dolarów. Prezydent Kuby Federico Laredo Bru, chcąc ukrócić samowolę Beniteza, wydał dekret anulujący dotychczas wydane dokumenty imigracyjne – tym samym wizy pasażerów “St. Louis” stały się nieważne, chociaż ich posiadacze jeszcze nie mieli o tym pojęcia. Z kolei prawicowa prasa relacjonująca rejs statku przestrzegała przed napływem imigrantów, którzy – w czasie poważnego kryzysu gospodarczego w kraju – odbiorą pracę Kubańczykom. Przyczyniło się to do wzrostu ksenofobii, a zaowocowało antysemicką demonstracją, która odbyła się w Hawanie 8 maja 1939 roku.

27 maja statek znalazł się na wodach terytorialnych Kuby. Władze odmówiły komukolwiek pozwolenia zejścia na ląd. Nerwy i strach przed niemiecką eksterminacją u ludzi zaczęły sięgać granic wytrzymałości. Na samą myśl powrotu, dokonywali samookaleczeń, jeden mężczyzna z podciętymi żyłami rzucił się za burtę. Niedoszły zabójca to Max Loewe z Wrocławia, który po targnięciu się na swoje życie został w Hawanie.

Władze kubańskie zażądały pół miliona dolarów (na owe czasy była to suma nieosiągalna, wręcz astronomiczna) za prawo do zejścia na ląd pasażerów na Kubie. Uchodźcy nie mieli takich pieniędzy, a prezydent Kuby zerwał negocjacje. Nie liczyło się życie ludzkie nikt z nim się wtedy nie liczył, chodziło tylko o pieniądze , Bogactwo decydowało o życiu lub śmierci

1 czerwca „Saint-Louis” otrzymał rozkaz opuszczenia portu, w przeciwnym razie miał zostać zaatakowany przez okręt kubańskiej marynarki wojennej. Przez kolejne pięć dni transport z uchodźcami krążył po neutralnych wodach w nadziei na cud, jednak cud się nie wydarzył!

Stany Zjednoczone, z którymi również kontaktowano się od samego początku (Floryda, znajduje się 90 km od Kuby), spokojnie stwierdziły, że nie zamierzają ratować skazanych na śmierć żydów i nie przekroczą limitu imigracyjnego. Pomimo otrzymanej potwierdzonej informacji: „Żydzi zostaną zabici w Niemczech” – wyjaśniał Kapitan statku Gustav Schroeder (foto nr 2 – za swoją postawę podczas rejsu otrzymał w 1993 roku od Yad Vashem medal Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata), który wiedział o nadchodzących kłopotach, „Proszę pana, to nie są nasze problemy” – wytłumaczyli mu grzecznie urzędnicy amerykańscy. Amerykanie wiedzieli, że podpisują wyrok śmierci na prawie tysiąc osób. Ale nie kiwnęli palcem, żeby ich uratować. Później usprawiedliwiali się, że działali zgodnie z prawem, a Kuba była niepodległym państwem. To prawda, wszyscy dookoła wiedzieli doskonale, że tym „niepodległym” państwem rządzili magnaci finansowi z Waszyngtonu, wystarczyło tylko zagwizdać a Kuba wykonała by wszystkie polecenia posłusznie.

Delano Roosevelt okazał się nieugięty, mimo że żydowscy uchodźcy napisali do niego wstrząsającą prośbę o łaskę. Roosevelt uznał ich za “element niepożądany”. Wielu z nich trafiło później do komór gazowych.

Statek odpłynął w pogrzebowym nastroju, wielkiej histerii ze łzami w oczach wszystkich pasażerów. W ostatniej chwili żydowskiej organizacji „Joint” udało się uzgodnić, że uchodźcy zejdą na ląd w Europie, 287 osób zgodziła się przyjąć Wielka Brytania, 224 – Francja, 214 – Belgia i 181 – Holandia. Wkrótce wybuchła wojna – Francja, Belgia i Holandia znalazły się pod okupacją niemiecką, a uchodźcy z „przeklętego statku” – w obozach śmierci.

Chociaż, można powiedzieć, nadal mieli szczęście – w latach 1939-1945. życie straciło 250 uchodźców z „St. Louis”. Przeżyli by, gdyby pozwolono im wjechać na Kubę lub do Stanów Zjednoczonych.

W międzyczasie z przyjemnością obejrzymy „wspaniałe hollywoodzkie” filmy, w których „odważni amerykańscy” żołnierze ratują Żydów podczas II wojny światowej: to oni odzwierciedlają ówczesną rzeczywistość. Inne rzeczy, te niewygodne odzwierciedlające prawdziwą naturę USA są skrupulatnie utajniane i zamiatane pod dywan.

Niech ta tragiczna HISTORIA PRAWDZIWA uzmysłowi nam Polakom z kim się bratamy i jaki los może nas spotkać, jeżeli nad Polską zawisną czarne chmury. Tak długo jesteśmy im potrzebni, jak długo czują ich korporacje możność zarobienia na naszym kraju pieniędzy. Jeżeli nie będziemy spełniać oczekiwanego kryterium jakie nam stawiają wielmożni panowie zza oceanu, natychmiast zasady gry się zmienią. Oni są bogaci i mogą sobie pozwolić na niuanse, jednak my nie mamy takich możliwości. Nasza polityka powinna być wielce zrównoważona, biorąc pod uwagę najbliższych sąsiadów. Należy wszelkimi możliwymi sposobami dążyć do pokoju i przyjaźni a nie zaogniać atmosferę i przysparzać sobie bezustannie nowych wrogów aby przypodobać się w wasalnym ukłonie naszym fałszywym sojusznikom.

Nawet sięgając bliżej wzrokiem, popatrzmy się na samych siebie, popatrzmy na ludzi którzy nas otaczają ile zawiści, zazdrości i nienawiści jest wśród nas, pieniądze i sława przyćmiewa społeczeństwu podstawowe wartości jakie czynią nas ludźmi. Pęd ku władzy zostawia tylko zgliszcza. To bardzo zła droga, należy wyzbyć się tych zwierzęcych instynktów i dążyć do pojednania aby historia się nie powtórzyła.

Zewsząd dochodzą do nas sygnały o odradzającej się banderowskiej ideologii na Ukrainie, skrajnym ultranacjonaliźmie w Polsce i Europie. Propagowanie faszyzmu sprytnie kamuflowane i tłumaczone w wielu odsłonach zalewa nasz kraj, hamulce ludziom o skłonnościach neofaszystowskich zaczynają puszczać. Środowiska skrajnie nacjonalistyczne zaczynają aktywować swoją działalność, sprytnie przyodziewając się w pseudo patriotyczną osłonkę. To wszystko prowadzi do nieprzewidywalnych konsekwencji. Reakcja nasza musi być natychmiastowa, bierność jest równoznaczna z przyzwoleniem!

Piotr Bolo Radtke, BPR

Hits: 208

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 54
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 1
  •  
  •  
  • 5
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    60
    Shares