Uznany za bohatera Radomia z czasów II wojny światowej i konspiracji powojennej. Dzisiaj 19 lutego 2021 r, rocznica jego śmierci nagłaśniana jest w rządowej tubie propagandowej. Przedstawię obiektywną analizę opierając się na jego kontrowersyjnej postaci jak jednostronnie jest w naszych czasach prezentowana historia a jej karty przepisywane są na nowo.

Na wstępie nawiąże do jednej sprawy a mianowicie: w liście do płk. Jana Mazurkiewicza -“Radosława” z 12 września 1945 pisał: „Żydów traktuje się jako obywateli pierwszej kategorii, co jest niedopuszczalne, a Polaków, nawet lojalnych wobec nowych władz, dopuszcza się jedynie do stanowisk podrzędnych i dość często traktuje się ich gorzej niż volksdeutschów”.( zazdrość czy ogólnie znana staropolska zawiść?) Oczywiście było to nie zgodne z prawdą ale jego antysemityzm, uprzedzenia na tle rasowym oraz sprzeciwianie się nowej lepszej władzy były oczywiste. Wynikało to z jego poglądów wczesnosanacyjnych, które dały swoje odzwierciedlenie w jego przestępczej działalności w powojennej Polsce.

W Radomsku dyskusji na jego temat nie ma i praktycznie poważniejszej nigdy nie było. Dominuje opcja Sojczyńskiego jako bohatera bez skazy. Na tym tle pojawiają się głośne i zdecydowane głosy, że jednak taki czysty nie jest i swoje za uszami ma. Co konkretnie? Morderstwa, bandyterka, grabieże, antysemityzm. Ofiary faktycznie były: oficjalnie – ok. 90 osób, nieoficjalnie znacznie więcej! Które zostały pozbawione życia przez zbrojne podziemie na ziemi radomszczańskiej. Przeciwnicy „Warszyca” mówią, że to nie były wyroki sądu podziemnego tylko morderstwa, bardzo często dokonywane pod wpływem alkoholu. I niestety mają rację, tylko to jest ta „niewygodna prawda”.

Kogo i dlaczego zabijano? Komunistów i ich współpracowników. Andrzej Wielowiejski, w czasie okupacji przez jakiś czas żołnierz w oddziale Sojczyńskiego, wspomina, że w przeciwieństwie do Narodowych Sił Zbrojnych nie strzelali do komunistów, a o dezerterach z jego oddziału, którzy przeszli do AL wypowiadał się pogardliwie i wulgarnie. „Tylko tyle, a mógł rozstrzelać” – nadmienia.

Rok później już tak na komunistów nie patrzył. Na nich przede wszystkim miano dokonywać egzekucji. Wśród nich byli też Żydzi. Stąd głosy o antysemityzmie. Wśród żołnierzy Sojczyńskiego byli członkowie Narodowych Sił Zbrojnych, którzy na sumieniu mieli m.in. mord na Żydach w Przedborzu w 1945 roku. Wielu było antysemitami z przekonania. Ale gdy wstępowali do KWP nikt ich o to nie pytał, nie sprawdzał. Przekonania takie czy inne nie były w tym momencie istotne.

W ocenie Stanisława Sojczyńskiego i KWP trzeba rozróżnić dwie sprawy. Jedna to osobiste cechy charakteru i przekonania dowódcy, druga jego ludzi. Dowódca odpowiada za wszystkich, tak było w czasach AK, powinno być podobnie z KWP. Jednak nie była to już taka sama konspiracja. AK była bardziej sformalizowana, miała lepszą strukturę, stał za nią autorytet Polskiego Państwa Podziemnego. Organizacja Sojczyńskiego już tych atutów nie miała.

W 1946 roku Józef Kasza-Kowalski „Alm”, były żołnierz „Warszyca”, raportował na Zachód, że w oddziałach „Warszyca” system rekwizycji upodabnia się do działania zorganizowanej bandy. Ludzie byli zdemoralizowani, nie przebierali w środkach. Szerzyło się pijaństwo, rabunki indywidualne, zabójstwa, dowódca nie miał nad tym kontroli. Dzisiaj niestety te wszystkie relacje i zeznania zostały zamiecione pod dywan przez tzw. „NOWĄ WŁADZĘ

Wojna zdemoralizowała ludzi, życie potaniało. Dla tych z lasu, co teraz okrzyknięci są „Bohaterami Polski” zabicie człowieka miało taką samą wartość jak zapalenie papierosa. W taki sposób po prostu rozwiązywało się problemy. Jeśli „Warszyc” dowiadywał się o bandyckich zachowaniach interweniował, ale wszystkich kontrolować nie mógł. Osobiście Sojczyńskiemu nie można nic takiego zarzucić. Nie ma dowodów, by zabił jakiegoś Żyda lub wydał na niego wyrok śmierci tylko z powodu pochodzenia, ponieważ nawet w obozie partyzanckim zdarzali się żołnierze pochodzenia żydowskiego. Jednak on jako dowódca odpowiadał za wszystko i rozprawianie nad tym, że nie o wszystkim mógł wiedzieć jest wybielaniem zbrodni dokonanych przez jego tzw. „LUDZI Z LASU

W konspiracyjnym życiorysie Stanisława Sojczyńskiego można wydzielić dwa etapy. Pierwszy w ramach AK gdzie jako sprawny oficer, dobry organizator, faktycznie walczył z Niemcami i to bardzo skutecznie za co, należy mu się chwała. Jednak w drugim etapie KWP zaprzepaścił wszystko! Wcześniej walczył z Niemcami i bronił Polaków a w powojennej Polsce wrogiem dla niego stali się właśnie Polacy, tych co wcześniej bronił własną piersią, którzy opowiedzieli się za nową władzą.

Czy miał prawo z nimi walczyć, rozniecać wojnę domową w umęczonym kraju? Sami sobie odpowiedzcie kim jest żołnierz, który z lasu z ukrycia zaczyna zabijać własnych rodaków, za to tylko, że mają inne poglądy polityczne. Dla mnie pomimo jego zasług splamił się bratnią krwią i w żadnym wypadku nie jest bohaterem.

W konsekwencji swoich czynów został skazany przez władzę ludową na śmierć, wyrok wykonano.

 

Piotr Bolo Radtke, BPR

Hits: 139

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 34
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    34
    Shares