Tak to już jest, że polityków, zwłaszcza tych najwyższego formatu, postrzega się wyłącznie (lub niemal wyłącznie) poprzez pryzmat ich politycznej działalności. Dzieje się tak, że ich zaangażowanie na arenie politycznej przyćmiewa niemalże wszystko inne. Oczywiście nie zawsze tak się dzieje, gdyż niektórzy politycy trafiają na pierwsze strony gazet lub otwierają główne nurty przekazów medialnych z innych, na przykład skandalicznych, przyczyn. Poszukiwacze sensacji nigdy nie śpią, a ci dziennikarscy chyba nawet żyją na dwa etaty, byle tylko znaleźć jakieś detale z życia osobistego „ludzi ze świecznika”.

Film odkrywający kłamstwa nawalnego i szeroko zakrojona propagandę, która wspierana jest przez polskie media narodowe!

Jednym z tych, którego zawsze i wszędzie chcą przyłapać na nieczystych i niejasnych sprawkach, jest Władimir Putin. Najlepszym przykładem takich sensacji jest chociażby niedawna publikacja, polecana przez gasnącego blogera Aloszę Analnego, dotycząca pałacu w nadbrzeżnym kurorcie Gelendżyk nad Morzem Czarnym. Dęty bzdet, sprodukowany przez zachodnch propagandystów i wyemitowany w Rosji za sprawą samego Analnego pokazuje bajeczkę z repertuaru „ach-jak-by-się-chciało”. Pałac, całkiem imponujący zresztą, według bajkopisarzy i samego Analnego należy do Prezydenta Putina. A to nieprawda. Po pierwsze – odsyłam wszystkich do materiału dementującego te konfabulacje. Po drugie – gdzieś pod koniec tego co czytacie, będzie precyzyjna informacja, do kogo pałac należy. No, może nie idealnie precyzyjna, ale podpowiedź będzie niczym strzał w dziesiątkę.

Materiał dokumentalny, rozmowa z właścicielem rzekomego pałacu Władimira Putina. Wystarczy obejrzeć i nie trzeba komentować! Dementuje to prowokacje Nawalnego. Proszę udostępniać. To bardzo ważne informacje!

Jednak nie o pałacu będzie tu mowa, gdyż tym tematem zajmę się w osobnym materiale. Będzie o… nie, nie będzie o Prezydencie Rosyjskiej Federacji – będzie w człowieku, znanym pod nazwiskiem Władimir Władimirowicz Putin. Jeszcze raz powtórzę – o człowieku. Tak, może się to komuś wydać trochę niezwykłym, jednak prezydent to też człowiek, taki sam, jak każdy inny. Nawet jeśli jest to prezydent tak wielkiego formatu. Każdy człowiek piastujący najważniejszy urząd w państwie musi mieć choćby troszkę czasu dla siebie, trochę prywatności, odskocznię od stresu i zadań stawianych przed nim.

Podczas gdy zdecydowana większość prezydentów i liderów swych państw stara się podczas takich urlopów równać do stereotypów i schematów bycia (jak to się po angielsku mówi) cool, czyli bycia na luzie, Władimir Putin przede wszystkim jest sobą. On wyjeżdża w swoją ulubioną syberyjską tajgę, by chociaż przez krótki czas nie być prezydentem. Niemal wszystkie zachodnie media trąbią później o tym, że W. Putin po raz kolejny podtrzymywał swój wizerunek super faceta. A bo to jeździł konno, a to pokonywał wpław rzekę, a to chodził po górach i inne tego typu zjadliwe komentarze. Tak – zjadliwe, gdyż np. grający w golfa prezydent USA jest cool, ale prezydent Rosji grający w hokeja, to zgrywa i populizm. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze jest to typowa propaganda nakierowana na dyskredytację wszystkiego, co z Rosją związane, Władimira Putina nie wyłączając. Po drugie natomiast, zachodnie media nie były nigdy w stanie przyłapać rosyjskiego przywódcę w kłopotliwej sytuacji. Mieliśmy do czynienia z wieloma skandalami, niewygodnymi sytuacjami lub wpadkami licznych zachodnich przywódców, zaś W. Putina nie dało się umiejscowić w żadnym z propagandowych medialnych hitów.

Rosyjski lider podczas swoich urlopów zamienia mury Kremla na mury stworzone naturą. Tajga, Kamczatka, Syberia. Tam spędza swoje urlopy, „na głucho” odgradzając się od świata zewnętrznego. Jak każdy mężczyzna lubi powędkować, popływać, poszwendać się po górach. Oczywiście nawet tam z przyczyn absolutnie oczywistych musi mu towarzyszyć grupa prezydenckich ochroniarzy, jednak to nie przeszkadza panu Władimirowi odetchnąć od stresów i napięć związanych z pełnionym urzędem. Czasami na takie urlopowe wypady zapraszana jest grupa dziennikarzy, którzy następnie dzielą się swoimi wiekopomnymi zdjęciami, materiałami filmowymi, pokazującymi odpoczynek zwykłego-niezwykłego człowieka.

Czasami W. Putin nie zaprasza do siebie żadnych przedstawicieli mediów. Podczas gdy w samej Rosji nie robi to na nikim żadnego wrażenia, na Zachodzie natychmiast grzmi i dudni od plotek. Szczerze powiedziawszy przez jakiś czas czytałem te brednie w angielskich gazetach, jednak dość szybko przestałem. Czytanie bzdetów o tym, że W. Putin przechodzi jakieś tajne zabiegi lekarskie lub znajduje się pod opieką syberyjskich szamanów, lub jeszcze inne (oczywiście i bez dwóch zdań) tajne procedury z pogranicza magii, pasuje do poziomu mentalnego i intelektualnego ludzi Zachodu. Dla mnie sprawa jest jasna i oczywista – pan Władimir pojechał na urlop, chce odpocząć, zrelaksować się na łonie natury i najzwyczajniej w świecie chociaż na krótko oderwać się od politycznego magla, który musi osobiście pilnować. Ludziom Zachodu wydaje się tymczasem, że mają prawo ingerować we wszystkie aspekty życia „ludzi ze świecznika”. Każdego świecznika, nie tylko politycznego. Tymczasem Prezydent Władimir Putin też ma prawo do tego, żeby chociaż na krótko być panem Wołodią, który chce odpocząć.

Najczęściej jest jednak tak, że kalendarz prezydenckich obowiązków nie daje takich możliwości. Nie przeszkadza to jednak rosyjskiemu przywódcy chociaż na kilka godzin oderwać się od politycznej codzienności. W. Putin od najmłodszych lat był rozmiłowany w sporcie, gra zatem w Nocnej Lidze Hokejowej lub regularnie chodzi na siłownię. To też relaks. Krótkotrwały, ale jednak relaks, tak potrzebny każdemu człowiekowi, który prowadzi intensywny i stresujący tryb życia.

Jak już zaznaczyłem wyżej, mimo usilnych starań propagandowych profesjonalistów, nie udało się nikomu wplątać W. Putina w żadne skandale, tak obyczajowe, jak i polityczne. Z tego zatem bierze się się permanentna praktyka oczerniania i przypisywania mu wielu niegodnych poczynań. Ostatnio byliśmy świadkami – i nadal jesteśmy – pseudo skandalu z pałacem w czarnomorskim kurorcie Gelendżik. Materiał pokazujący faktyczny stan tej inwestycji i na jakim obecnie znajduje się ona etapie, rozwiewa chyba wszystkie wątpliwości. No, może nie wszystkie. Jest jedna niewiadoma – kto jest właścicielem tej posiadłości i jakie jest jej przeznaczenie. Tak przynajmniej stwierdzili autorzy tego materiału. Nawiązując do obietnicy danej gdzieś na początku tego, co czytacie, chcę spytać autorów materiału demaskującego insynuacje analne. A czy nie przyszło Wam na myśl spytać mnie, do kogo ta posiadłość należy? Zaś Analnemu i jego fanom radzę po dobroci: trzymajcie się z daleka od tego, co moje, bo wam ręce i nogi poprzetrącam.

Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 157

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 74
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 9
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    83
    Shares