Czasami dobrze jest troszkę odczekać i „ostygnąć”. Gdy tydzień temu dotarła do nie informacja o przetłumaczeniu i wydaniu „Mein kampf”autorstwa wiadomego, to zabrałem się za napisanie mojej walki z tym haniebnym wydarzeniem. Szybko jednak wykasowałem wszystko, co w gorączce chwili zdążyłem napisać. Zrobiłem to, ponieważ nie mniej niż 70-75% z tej pisaniny powinno być wykropkowane i z tego powodu całość byłaby niezrozumiała lub pozostawiałaby zbyt wielkie pole do improwizacji. Tak – ja też klnę i bluzgam, jeśli tylko chcę, to potrafię być w tym całkiem dobry, jednak oficjalna strona Braterstwa to nie miejsce na lingwistyczne popisy tego formatu.

Do rzeczy. Edycję tego świństwa, które stało się podstawą powstania faszyzmu, nazizmu i idei eksterminacji całych narodów nie da się usprawiedliwić absolutnie żadnymi argumentami. Zamieszczenie na okładce informacji, iż jest to „wydanie krytyczne” nie tylko nie załatwia sprawy, ale powoduje, że zainteresowanie będzie jeszcze większe. Wydanie tego plugastwa nie usprawiedliwia ani chęć zarobku, ani powoływanie się na jakiekolwiek swobody i wolności słowa, ani żadne inne pokrętne tłumaczenie się, że ma to na celu cokolwiek innego, niż popularyzacja idei hitleryzmu i faszyzmu.

Albo może ujmę to inaczej. Są w sprzedaży różne towary, które objęte są pewnymi restrykcjami – alkohol, wyroby tytoniowe, używki, sztuczne ognie, które sprzedaje się wyłącznie osobom pełnoletnim. Albo są lekartswa, które sprzedaje się wyłącznie na receptę. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której do wolnej sprzedaży i nieograniczonego obrotu wprowadza się na przykład kokainę. Z ulotką rzecz jasna, że jest to silny narkotyk, że jest bardzo niebezpieczny dla zdrowia i życia, mimo wszystko jednak wprowadza się go na rynek, bo przecież jest to wyraz liberalnego podejścia do handlu. Bo przecież nie każdy będzie zaraz kupował to świństwo, a jeśli nawet kupi, to jest załączona informacja co to takiego, a już na pewno nie można założyć, że ludzie kupujący kokainę staną się narkomanami. Ktoś może powiedzieć, że to są dwa różne przykłady, a ja temu ktosiowi odpowiem krótko – jesteś kretynem. Nie ma znaczenia czy niebezpieczny produkt nazywa się narkotyk, używka, materiał pirotechniczny, czy książka – jedyne co ma znaczenie, to pytanie: ile szkody może to przynieść.

A teraz – jak to mawiał Hannibal Lecter – get to the point, czyli do sedna. Mam kilka bardzo ważnych pytań i wiele zależy od tego, czy adresaci w ogóle odpowiedzą, a jeśli tak, to co odpowiedzą. Nie mam pojęcia, kto w hierarchii polskich władz uważa się za führera, zatem pytania kierowane są do wszystkich osób kompetentnych. Tak, jak najbardziej kompetentnych, gdyż wśród elit polskiej tzw. poltyki jest wielu piewców i wielbicieli sanacji, czyli okresu zachłyśnięcia sie faszyzmem i bratania się z Hitlerem. Jest też w dzisiejszych polskich władzach wielu miłośników współczesnych odmian faszyzmu (na przykład na Ukrainie), osób sponsorujących ten faszyzm, wielu mentorów i doradców, którzy robią wszystko, by udawać, że nic złego się nie dzieje. Pytania zostaną przesłane adresatom w formie, którą uznam za gwarantującą największą wiarygodność ich przekazania, jednak chcę, by wszyscy te pytania znali, gdyż nie mam tajemnic. Gdy otrzymam odpowiedzi, to opublikuję je na stronie naszej organizacji.

1. Dlaczego nie zareagowały organa prokuratury, wywiadu wewnętrznego, policji, gdy otrzymały one informację o planach wydania drukiem polskiej wersji „Mein kampf”?

2. Dlaczego nie było reakcji odpowiednich organów władz ustawodawczych, gdy tylko pojawiła sie informacja o kolejnym przypadku łamania Konstytucji RP? (Zakaz propagowania faszyzmu).

3. Jak na plany wydania i publikacji tej książki zareagowały: Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytut Pamięci Narodowej?

4. Czy była jakakolwiek reakcja środowisk akademickich, intelektualistów, historyków i naukowców?

Jak już zaznaczyłem pytania zostaną przekazane i wiele zależy od tego, jak ich adresaci się do nich odniosą. Uważam za bardzo właściwą reakcję Jerzego Tyca, Przewodniczącego Stowarzyszenia Kursk, który zwrócił się już w powyższej sprawie do prokuratury. Chcę jednak nawiązać do tytułu i powiem krótko: ja nie będę pisał niczego w stylu „Moja walka”. Ona zostanie zainicjowana na wszelkich możliwych frontach areny międzynarodowej. Jestem już po wstępnych rozmowach o możliwości skierowania sprawy do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze oraz do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Starsburgu. Jako człowiek mam prawo do życia w pokoju i żaden polski führer nie będzie wystawiał tego prawa na próbę. Publikacja „Mein kampf” w III Rzeszy Niemieckiej spowodowała powstanie najbardziej zbrodniczych idei w historii ludzkości i nie pozwolę na to, by zaistniał choćby najlżejszy cień wątpliwości, czy te idee nie odrodzą się ponownie.

Nie wolno dopuścić do tego, by garstka owładniętych nienawiścią szaleńców igrała z ogniem na beczce prochu. To znaczy mogą się w ten sposób bawić, ale tylko na środku pustyni, tylko w swoim towarzystwie i bez świadków, ryzykując tylko i wyłącznie swoim życiem. Wtedy proszę bardzo – życzę powodzenia i żegnam raz na zawsze!

 

Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 45

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 6
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    6
    Shares