Nigdy nie myślałem, że przyjdzie mi kiedykolwiek napisać cośkolwiek, co będzie wyglądało na stawanie po stronie Prezydenta USA. A właściwie byłego już Donalda Trumpa, którego demokratycznie wy demokratyzowano z siodła pod zarzutami, które delikatnie mówiąc były bardziej niż lipne. Zarzucono mu bowiem podżeganie do niepokojów społecznych w Waszyngtonie i do szturmu na oazę demokracji. Dokładnie i wnikliwie przeczytałem wpisy byłego Donka w sieciach społecznościowych i nie doszukałem się niczego, o czym było w demokratycznych zarzutach. Działania demokratów i szefów portali społecznościowych w adres Trumpa były z jednej strony zapowiedzią tego, jak sprawowanie władzy pojmuje nowa ekipa, z drugiej zaś strony działania te były potwierdzeniem tego, o czym wiadomo od dawna: amerykańska demokracja stoi na hipokryzji.

Zostawmy jednak Trumpa sam na sam z jego goryczą. Ma to na co pracował ostatnie cztery lata, czyli ma sposobność poczuć się jak demokratyczny obywatel demokratycznego kraju pod wodzą obłudy i dwulicowości. No bo przecież popatrzmy wstecz i to nawet w niezbyt odległą przeszłość. Był na politycznych salonach Stanów Zjednoczonych facet o nazwisku Colin Powell. Można stwierdzić nawet, że salony, które ten zasraniec przemierzał były usytuowane całkiem wysoko. To właśnie ten buc okłamał cały świat, gdy 5 lutego 2003 roku podczas debaty w ONZ pokazał probówkę, twierdząc, że jest to namacalny dowód na posiadane przez Irak broni chemicznej, czyli broni masowej zagłady. Miało to na celu uzyskanie zgody ONZ na przeprowadzenie inwazji na ten kraj. Jak później stwierdził sam Powell, ta probówka to była totalna lipa – przyciśnięty do muru polityk wyznał szczerze: „niestety, kłamaliśmy”. Można zatem śmiało stwierdzić, że Colin Powell na forum ONZ nawoływał do wszczęcia wojny, w której zginęło kilkaset tysięcy cywilnych Irakijczyków. Czy jednak spotkały go jakieś konsekwencje tego kłamstwa i tego podżegania do zbrodni? Czy zablokowano go na jakichkolwiek stronach, forach lub chociażby dano mu za to po łapach? Czy zbanowano faceta w polityce lub życiu publicznym? Jeśli odpowiecie sobie na to pytanie, to poczujecie dobrodziejstwa i błogosławieństwa amerykańskiej demokracji.
Powróćmy jednak do Europy i rozpatrzmy inny przykład. W minionym tygodniu Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał komunikat w sprawie pozwu Ukrainy przeciwko Rosji o naruszanie praw człowieka na terytorium Krymu. Nie kończąca się saga banderstanu i banderowskich kanalii w odniesieniu Krymu i Krymczan dotyczyła obwinień oficjalnego Kijowa w adres Moskwy, że po zjednoczeniu Krymu z Rosją na terenie półwyspu dochodzi do masowych zatrzymań politycznych przeciwników, morderstw opozycjonistów, ograniczanie swobód obywatelskich, religijnych i inne tere-fere-kuku. Oficjalne oświadczenie Trybunału jest następujące: żadnych z powyższych naruszeń nie stwierdzono i postanowiono się nimi dalej nie zajmować. Nie wydano jednak oświadczenia w sprawie najważniejszej, czyli w sprawie najbardziej oczywistej, to znaczy w kwestii zgodności z prawem międzynarodowym samego procesu zjednoczenia Krymu i Sewastopola z Rosją. Wychodzi zatem na to, że trybunał, który zajmuje się prawami człowieka nie ma pojęcia o tym, że prawo międzynarodowe wśród praw człowieka za jedno z najdonioślejszych uznaje prawo każdego człowieka i każdego narodu do samostanowienia w drodze pokojowych i demokratycznych działań oraz procedur. Czym jest referendum, chyba nikomu nie trzeba wyjaśniać.
I tu sprawę można byłoby zamknąć stwierdzeniem, że dobrze chociaż, iż Trybunał wysłał banderowców na szczaw z ich urojonymi oskarżeniami. Jednak nie do końca wszystko jest tu w porządku, gdyż Kijów swoje żale wylał jeszcze w 2015 roku. A czy wiecie ilu przedstawicieli owego Trybunału pojawiło się w Krymie lub Sewastopolu, by osobiście przeprowadzić jakiekolwiek działania w celu sprawdzenia stanu faktycznego? ZERO ! Nikt się nie pofatygował przez te wszystkie lata, ani przez Moskwę, ani przez Kijów, by zawitać na tym przeuroczym kawałeczku ziemi i przekonać się osobiście jak się rzeczy mają. A to oznacza, że Europejski Trybunał Praw Człowieka jest obłudnym, fasadowym tworem z mnóstwem urzędasów, którzy pierdzą w stołki, nie mają zielonego pojęcia o czym wyrokują – niemniej jednak wyrokują i hak im w smak. Całe szczęście, że weszła już w życie poprawka do Konstytucji Rosyjskiej Federacji o tym, że prawodawstwo rosyjskie stoi w pierwszeństwie do prawodawstwa innych podmiotów politycznych. Rosja nie potrzebuje się teraz krygować, tłumaczyć lub oglądać na to, co w odniesieniu do samej Rosji postanowi jakaś grupka politycznych lub innych oszołomów. Niech się sami karmią swoim fałszem i obłudą. Smacznego. Tym bardziej smacznego, że niezależnie od wyroku tegoż niby-trybunału w kwestii zjednoczenia Krymu i Sewastopola z Rosją, krymskie władze w porozumieniu z Kremlem przygotowały już swój wniosek przeciw banderowcom o naruszanie praw Krymczan. Na tapecie będzie wodna blokada Krymu, pozbawienie całego regionu prądu w 2015 roku poprzez zniszczenie linii energetycznych oraz szereg innych zarzutów.
 
A teraz krajowe podwórko, na którym uaktywnili się (nawet bardzo szybko) polscy wielbiciele amerykańskiej demokracji. Tak to już jednak bywa, że gdy zapala się Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek, to w dużym niebezpieczeństwie są paluchy, które można w roztargnieniu poparzyć. I tak też się stało w polskim cyrku politycznym, gdzie postanowiono jednocześnie zatroszczyć się o od demokratyzowanego impiczmentem Trumpa oraz jednym tchem pokazać uwielbienie demokracji, która jest niezwykle cenna dla nowych panów Białego Domu, a co za tym idzie nowych szefów polskiej politycznej szajki. Ja nawet nie będę wspominał o tym, dlaczego w takich sytuacjach najlepiej jest zachować daleko idącą wstrzemięźliwość w jakichkolwiek ocenach, bo to jest oczywiste. Tak samo jak dystansowanie się od zajmowania pozycji po jakiejkolwiek określonej stronie. A tu tymczasem polscy polityczni akrobaci postanowili nie tylko wtrącić swoje trzy grosze, ale jeszcze tak się wypowiedzieć, żeby po dwóch stronach jednocześnie się opowiedzieć. Wiem, być może chcieli dobrze lub nawet jeszcze lepiej, ale wyszło tak, jak wszystko w działaniach tej pseudo-władzy, czyli katastrofalnie. Płynie z tego wiele nauk, w tym również i taka, że wysysanie bąków z czterech liter, to też spora umiejętność i samo wzorcowe klękanie nie wystarcza.
Moją uwagę na polskiej arenie przykuł jeszcze jeden polityczny michałek, nomen omen, Michał Tomasz Kamiński. Znany i patologiczny rusofob, który przeszedł niemal przez wszystkie partie, ugrupowania i kanapy polityczne mające w swoim credo nienawiść nie tylko do Rosji, ale i do PRL. Otóż tenże fagas w jednym z wystąpień podzielił się spostrzeżeniem (chyba swoim, a to tym gorzej dla niego) na temat polityki Rosji od 2000 roku. Teoretycznie miało to być wystąpienie o polskiej polityce zagranicznej, jednak na ten temat lepiej milczeć. Powtarzam raz jeszcze, milczeć – nie zjeżdżać na śliskie i niebezpieczne szlaki prawdziwej polityki. Ten jedna wybrał ryzyko i postanowił przejechać się na polityce W. Putina. Cała jego tyrada sprowadzała się do tego, jak to rosyjski przywódca nie może pogodzić się z rozpadem ZSRR, jak za wszelką cenę próbuje odrodzić Kraj Rad, jakim jest to zagrożeniem dla cywilizowanego świata i inne tego typu brednie.
 
Mało precyzyjnie i bardzo oględnie można te słowne popłuczyny podsumować tym, że W. Putin robi mniej więcej to, czym zajmowała się polska opozycja i europejsko-amerykańska polityka po II Wojnie Światowej. Nie potrafili się pogodzić z tym, że wojnę na dobrą sprawę wygrał Związek Radziecki z niepodważalną, choć nie aż tak wielką pomocą zachodnich koalicjantów. Nie potrafili się pogodzić z powojennym porządkiem politycznym, podpisanym przez nich samych w końcowych protokołach konferencji w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. Nie potrafili się pogodzić z tym, że Związek Radziecki oraz cały obóz państw socjalistycznych daje sobie radę bez zachodnich wartości, zachodnich pryncypiów i zachodniego porządku ekonomiczno-gospodarczego. Przykłady podobieństw można mnożyć, jednak ja chcę się skoncentrować na kilku innych faktach. Już dawno temu sam Władimir Putin wyraźnie i jednoznacznie podkreślił, że nie ma możliwości ku temu, by doprowadzać do odradzania ZSRR w takim kształcie, w jakim on funkcjonował. Jest jednak możliwość i on, jako Prezydent Rosji, będzie robił wszystko, by jego ojczyzna ponownie stała się krajem silnym gospodarczo. By Rosja ponownie stała się krajem bezpiecznym dla jej obywateli, by podnosić poziom życia społeczeństwa, by rozwijała się gospodarka, by siły zbrojne Rosji były gwarantem pokoju nie tylko dla Rosjan, ale również dla społeczności międzynarodowej.
 
Generalna i zasadnicza różnica między działalnością polityczną W. Putina i polskich elit, do których michałek Kamiński nawiązywał, uwydatnia się w tym, że Prezydent Rosji podejmuje działania dla dobra swojego kraju i Rosjan. Polskie elity skoncentrowane są przede wszystkim na pielęgnowaniu nienawiści, na robieniu dobrze wszystkim wokół, byle nie Polakom. Takim więc sposobem po raz kolejny jeszcze jeden tak zwany polityk polskich elit dokonał czynu wiekopomnego. On nawet nie strzelił sobie w stopę lub kolano. To byłoby jeszcze nie tak brzemienne w skutkach, bo z przestrzelonymi kulasami można jeszcze jakoś dawać sobie radę w życiu. On wymierzył sobie w polityczną głowę i strzelił prosto między odstające uszy. Będzie teraz w Senacie włóczył się kolejny polityczny zombie, zadowolony z tego, że zaistniał. To że zaistniał w charakterze kretyna, w dodatku dobrze karmionego nienawiścią, to nie ma już dla niego znaczenia. Ważne, że na polu rusofobii posadził kolejne drzewko.
 
Kamil Stupecki,
Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 61

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 34
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    34
    Shares