Niemalże cały ubiegły rok upłynął pod znakiem epidemii i właściwie tak można byłoby go podsumować. I nie ma tu żadnego znaczenia, czy ktoś jest zwolennikiem teorii spiskowych czy nie, czy uważa epidemię za wielką ściemę czy nie, lub czy uważa, że epidemia spłynęła na wielu możnych tego świata niczym błogosławieństwo, bo pozwoliła w bałaganie tejże epidemii upchać swoje niegodziwości. Rok, który się zakończył zdeterminował rzeczywistość w jakiej przyszło nam żyć. I był to także rok, który jednak w całym majestacie ukazał drogi, którymi będzie podążał świat w najbliższych latach.

 

A te drogi wiodą w kierunku Rosji i nie są to bynajmniej drogi, po których zmierzać będą kolumny pokojowo nastawionych ludzi. To są szlaki wiodące ku konfrontacji i zaostrzania międzynarodowych relacji. To są drogi, które już teraz pełne są politycznych intryg, prowokacji oraz budowania szerokiego, antyrosyjskiego frontu. Metody działania, choć sprawdzone i powtarzające się, będą ewoluować. Choć można śmiało stwierdzić, że niektóre z nich zaczęły być wprowadzane w praktyce już w roku ubiegłym. I są to metody obliczone na sprowokowanie Rosji do wykonania pierwszego kroku w kierunku eskalacji napięcia międzynarodowego. Do głównych prowokatorów należą oczywiście byłe republiki radzieckie: Ukraina, Litwa, Łotwa, Estonia, a ostatnio Kirgizja, Mołdawia i Kazachstan. I – a jakżeby inaczej – Polska, której władze, nie ważne jakiego koloru politycznego, już dawno taplają się w szambie antyrosyjskiej retoryki. Poza tym stałym elementem antyrosyjskiego frontu jest Mumia Europejska, Stany Zjednoczone, a także organizacje międzynarodowe.

I w tych organizacjach właśnie widzę ten nowy front, skoncentrowany na wywołaniu antyrosyjskich nastrojów wewnątrz Rosji i wśród rosyjskiego społeczeństwa. Główną rolę gra tutaj na wskroś upolityczniona Światowa Organizacja Antydopingowa (WADA), która w odniesieniu do rosyjskiego sportu przyjmuje taktykę, której mechanizmy działania są chyba wszystkim doskonale znane. „Jeśli jest jakiekolwiek podejrzenie wobec rosyjskich sportowców, to znaczy, że jest to prawda, a jeśli publikuje się dane o machlojkach WADA, to jest to sprawka rosyjskich hakerów.” Za jedyne miarodajne i wiarygodne źródła przyjmuje się zeznania G. Rodczenkowa, byłego szefa laboratorium antydopingowego w Rosji oraz byłej lekkoatletki J. Stiepanowoj. Oboje postanowili stać się informatorami WADA, podając szereg rewelacji na temat domniemanego systemu dopingowego stosowanego przez cały rosyjski sport, będącego częścią państwowego programu dopingowego.

Dlaczego akurat postanowiono uderzyć tak bezpardonowo w cel, który z pozoru wydaje się mało powiązany ze światową polityką? Trzeba tu cofnąć się do ubiegłego wieku i do podobnych represywnych środków przyjętych w odniesieniu do Republiki Południowej Afryki. Sportem narodowym w tym kraju było i jest nadal rugby, a reprezentacja tego kraju osiągała niemałe sukcesy na arenie światowej. Problemem nie do zaakceptowania była jednak polityka segregacji rasowej w RPA i postanowiono zbojkotować rugbistów tego kraju na arenie światowej. Później zbojkotowano cały południowoafrykański sport, zmuszając tym samym do zmiany polityki apartheidu i całkowitego jej zniesienia w latach 1991-95. To, że obecnie w RPA istnieje system segregacji rasowej o wiele gorszy od poprzedniego, już nikogo nie obchodzi. Obecnie biali w tym kraju są rasą niższą, publicznie pogardzaną i pozbawianą na co dzień wielu praw (w tym wielu elementarnych praw człowieka), ale to nie ma znaczenia dla twórców polityki sportowej (na wzór polityki historycznej). Najważniejsze, że wtedy pomysł wypalił i teraz postanowiono do niego po cichu powrócić.

Nie ma sensu nikomu uświadamiać jak wielkim źródłem dumy narodowej dla obywatela każdego kraju są sukcesy sportowe „swoich” bohaterów. Jakim wzruszeniem jest wysłuchanie „swojego” hymnu narodowego, lub choćby ujrzenie „swoich” sportowców na niższych stopniach podium. Sport był, jest i zawsze będzie czynnikiem potwierdzającym tożsamość narodową obywatela. Postanowiono zatem, że Rosjan należy tego pozbawić, gdyż spowoduje to podniesienie poczucia wstydu za władze państwowe i rządowe, poczucie niezadowolenia społeczeństwa, że nie mogą w pełni cieszyć się z sukcesów rosyjskich sportowców i „winne” temu są władze. Stary trick w nowym wydaniu. Zauważono, że Rosjan nie da się „kupić” na błyskotki i świecidełka, zatem postanowiono uderzyć w ich dumę narodową.

Niedawno podjęto decyzje, że reprezentacja Rosji nie może uczestniczyć w imprezach rangi mistrzostw świata, nie może uczestniczyć w olimpiadach i innych imprezach rangi światowej. To znaczy, że sportowcy mogą brać udział w tym imprezach, ale nie wolno im występować pod flagą narodową, nie wolno im występować w narodowych barwach, nie wolno posiadać jakichkolwiek atrybutów przynależności narodowej, a w razie zwycięstwa nie wolno im wysłuchać hymnu narodowego. Niedawno posunięto się jeszcze dalej i wydano zakaz przebywania W. Putina na trybunach w czasie jakichkolwiek imprez rangi światowej. Nie tak dawno – bodajże w maju lub czerwcu ubiegłego roku – pisałem o tym, że restrykcje dotyczące rosyjskiego sportu będą przybierać na sile i bezczelności. Staną sie coraz bardziej oderwane od rzeczywistości i idei rywalizacji sportowej. Pisałem o tym, gdy tylko dowiedziałem się, że na szefa WADA został wybrany były minister sportu w rządzie PiS, Witold Bańka.

A teraz na zakończenie podam dwie informacje. Obie dotyczą losów, jakimi potoczyły się kariery rosyjskich informatorów WADA. Julia Stiepanowa (nazwisko panieńskie Rusanova), była wybitna rosyjska lekkoatletka (800 metrów) wraz z mężem Witalijem obecnie przebywa w USA i oboje zajmują się dorywczą pracą, rozwożąc pizzę lub w ogóle pozostają na zasiłkach dla bezrobotnych. Grigorij Rodczenkow bezskutecznie próbuje zaznaczyć swą obecność w mediach i podnieść z błota reputację kapusia, gdyż w WADA raczej nikt się z nim zadaje – raz sprzedał swoich, drugi raz może sprzedać nieswoich.

Natomiast tytułem dodatku do powyższej publikacji jest nieśmiała propozycja. Jeśli jakakolwiek impreza wysokiej rangi odbywać się będzie w Rosji, to proponuję taki scenariusz. Otwarcie imprezy należy powierzyć Prezydentowi W. Putinowi. Ponieważ nie może on – z racji nałożonego na niego absurdalnego zakazu – przebywać na trybunach lub w ogóle na terenie zmagań, to o otwarcie poprosić np. Witolda Bańkę (szefa WADA).

To, że jego również nie będzie na trybunach ma znaczenie o tyle, że z głośników popłynie informacja następująca:

Chcieliśmy dokonać uroczystego otwarcia, jednak nasz prezydent jest zbanowany, a człowiek, który maczał palce w tym zbanowaniu jest nieobecny na trybunach. W związku z powyższym impreza nie zostanie otwarta z powodu kretyńskich decyzji administracyjnych. A ponieważ nie będzie otwarta, to nie może się odbyć. Kibicom zgromadzonym na trybunach zwrócimy koszty biletów i jednocześnie prosimy o wybaczenie i zrozumienie. Wszystkim zgromadzonym sportowcom, federacjom oraz zagranicznym gościom radzimy o zwrot kosztów poprosić WADA, MKOl i innych oszołomów.”

Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 58

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 1
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    1
    Share