Będzie krótko, bo i czas nie do tego, żeby się rozczytywać i zagłębiać w długie teksty. Przypatrzcie się uważnie tej szkaradnej fotografii. Przypatrzcie się jej uważnie, bo to jest znak naszych czasów. W pewnym sensie nawet nie naszych, bo natrętnie nam narzuconych. Nie gwałtownie narzuconych, tylko natrętnie, poprzez rugowanie ze świadomości społeczeństwa tego, co było radością tych świąt przez lata. Boże Narodzenie to chyba najbardziej rodzinne święta w kalendarzu i takimi były przez długi czas. Pełne tradycji, naturalnego ciepła i atmosfery bliskości.

Powoli i niemalże niezauważenie odchodzi czas Bożego Narodzenia i nadchodzi Christmas time. Bo przecież nie wypada już robić przedświątecznych zakupów, tylko trzeba nowocześnie zrobić shopping. I nie w jakimś obskurnym sklepie lub na targowisku, żeby zrobić shopping koniecznie trzeba jechać do shopping centre lub – jeszcze lepiej – powinien to być the mall. Czyli miejsca gdzie od zatrzęsienia jest przeróżnych towarów, typu christmas pudding, christmas cake i innych pierdół. Dwa lata temu, gdy byłem w Polsce na święta Bożego Narodzenia na półkach było coraz więcej indyków i innych towarów kojarzonych z Christmas a coraz mniej kojarzonych z Bożym Narodzeniem.

Nie mam absolutnie nic przeciwko językom obcym. Sam (póki co) mieszkam w Wielkiej Brytanii i znacznie częściej mówię po angielsku niż po polsku. Jest jednak jedna spora różnica między polskimi emigrantami z wyboru – w różnych krajach świata – a Polakami mieszkającymi w Polsce. Trudno normalnie żyć i funkcjonować w obcym kraju i nie posługiwać się językiem tegoż kraju. Nigdy jednak nie widziałem i nadal nie widzę powodu, dla którego nasz piękny język polski powinien być zapaskudzony angielszczyzną. Tym bardziej, że to zapaskudzenie ma nie tylko podłoże snobistyczne.

Przypomnijcie sobie czasy sprzed 1989 roku, te czasy, o których teraz leśne ludki polskiej polityki kłamią w żywe oczy. Kłamią, że byliśmy na siłę rusyfikowani, że nam narzucano wszystko co rosyjskie. Ale wskażcie mi przykłady ze swojego otoczenia, ile placówek handlowych miało obco brzmiące nazwy. Obojętnie – niemieckie, angielskie, francuskie lub tym bardziej rosyjskie. Nie było takich. Teraz natomiast mamy zatrzęsienie minishopów, supershopów i przenajróżniejszego chłamu a właściciele coraz bardziej prześcigają się w wymyślych nazwach. Jeszcze raz powtórzę, że nie mam nic przeciwko językom obcym. Problem w tym, że ta anglizacja polskiej przestrzeni publicznej sięga o wiele głębiej, niż tylko nazwy sklepów, towarów lub czego tylko jeszcze. Problem w tym, że po roku 1989 rozpoczął się proces, o którym pisałem już wielokrotnie. Jest to proces odbierania nam naszej świadomości narodowej i kulturowej.

Choćby nie wiadomo jak bardzo chcieli nasi politykierzy, Polacy nigdy nie byli częścią zachodniego świata i zachodnich wartości kulturowych a przynależność do rzymskiej kurii (czyli zachodniego obrządku chrześcijańskiego) o niczym nie świadczy. Byliśmy, jesteśmy i zawsze będziemy Słowianami, a to znaczy, że mamy zupełnie inny system wartości i genetycznie dziedziczymy kompletnie inną mentalność. Nie oznacza to, że nigdy nie zgodzimy się z zachodnimi wartościami lub mentalnością – oznacza to, że nigdy nie będziemy tacy sami. Dla społeczeństw Zachodu, choćbyśmy się nie wiadomo jak bardzo z nimi zintegrowali, zawsze będziemy obcy kulturowo. I oni dla nas też. O wiele bliżej nam pod tym względem do Słowian, gdyż jesteśmy jednym narodem. Mamy różne obywatelstwa, narodowości i mówimy trochę różnymi językami, ale byliśmy i na zawsze będziemy jednym narodem.

To, co zawarłem w tytule, nie odnosi się tylko do świąt Bożego Narodzenia. W ogóle nie odnosi się wyłącznie do świąt jako takich. Odnosi się do tego, że próbując odebrać nam naszą świadomość kulturową, po politykiersku próbuje się nam odebrać to, co w nas samych święte i nietykalne – naszą tożsamość. Z tego co widać w dużej mierze to już się udało i duża część Polaków chce się poczuć jak stary zachodni bywalec. Wielu z nich poczuło w swych tępych umysłach, że nie chcą być Polakami, nie chcą być Słowianami, bo przecież na Zachodzie jest tak cool. Większość z nich na tym Zachodzie była tylko na kilkudniowych wycieczkach, ale to nie ma dla nich znaczenia. Tam jest super, tam jest fajnie i co najważniejsze – w Polsce jest do dupy.

Z przykrością stwierdzić muszę, że jest to jeden z bardzo niewielu sukcesów transformacji ustrojowej, która rozpoczęła się w 1989 roku. Założono wówczas, że Polacy powinni zakochać się w Zachodzie i tak się stało. To, że zakochali się w blichtrze reklamy i pustym balonie, to nie ważne – ważne jest to, że się zakochali. Jest to co prawda „miłość” jednostronna, podobna do zakochania się w fotografii idola lub idolki z jakiegoś filmu, ale to już naszych politykierów nie interesuje. Swego dopięli i nadal dopinają – jak kradli nam naszą tożsamość, tak kradną nadal.

Wszystkim życzę – po słowiańsku – dobroci i życzliwości, zdrowia i spokoju ducha.

Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 44

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 2
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    2
    Shares