W krótkim czasie nagromadziło się sporo różnych różności, które czasami wydają się niezwiązane ze sobą, jednak mają one wspólny mianownik. A tego mianownika nikomu nie trzeba chyba wyjaśniać – próby zdyskredytowania Rosji. Od sierpnia Zachód raz za razem dawał powody ku temu, by ucieszyć wielbicieli samobójczych bramek. Widowiskowe i efektowne strzały we własne kolana oglądaliśmy przy okazji wyborów prezydenckich w Białorusi, w sprawie Nawalnego, w sprawie Krymu, zaś ostatnio do tego spektaklu postanowiono włączyć z dawna ćmiący konflikt w Górnym Karabachu.

Zacznę od mojego ukochanego Krymu i nie chodzi mi o kolejne absurdalne sankcje. Mnożenie tych (jeśli tak to można nazwać) pustych gestów spowszedniało już na tyle, że w Rosji – a tym bardziej w Krymie – nikt już sie tym nie przejmuje. No bo powiedzmy szczerze i przykładowo: ja, Kamil Stupecki, nigdy nie wyrażałem ochoty lub zainteresowania, żeby pograć w golfa, aż tu nagle ktoś oficjalny oświadcza, że nigdy nie będę miał prawa w tego golfa grać, gdyż będąc sympatykiem sportu żużlowego naruszam powagę sportu golfowego. Moja reakcja będzie łatwa do przewidzenia – a co mnie to obchodzi i co mnie obchodzi wasz golf? Ale tyle o sankcjach, które jak do tej pory osiągają efekt odwrotny od zamierzonego, ponieważ Krym i w ogóle cała Rosja po 2014 roku notuje coraz więcej sukcesów gospodarczych, a rynek wewnętrzny Rosji zdominowany jest przez produkcję rodzimą. Wcześniej było z tym raczej kiepsko i Rosja po raz kolejny udowodniła prawdziwość przysłowia, że potrzeba jest matką wynalazków. Skoro nie możemy i nie będziemy mogli korzystać z wielu importowanych dóbr, to będziemy je wytwarzać u siebie.

Ale wrócę do sprawy krymskiej, gdyż w Krymie problemem numer jeden są nie jakieś durne sankcje tylko coś innego. To jest woda, a właściwie jej brak. Pisałem już niejednokrotnie, że po zjednoczeniu z Rosją, banderstan robi wszystko, by udowodnić to, co i tak jest oczywiste: nie ma znaczenia co i jak się robi, najważniejsze jest nienawidzić Rosji. To dlatego, póki u władzy na Ukrainie jest kijowski reżim, kraj ten jest dla mnie banderstanem. Otóż tenże banderstan tuż po krymskim referendum postanowił „ukarać” Rosję, stawiając tamę na Kanale Północno-Krymskim, który doprowadzał wodę z Dniepru dla Krymczan, łagodząc w ten sposób deficyt tego życiodajnego surowca. Sprawa jest o tyle poważniejsza, że po 2014 roku okazało się tajemnicą poliszynela, że największe starty wody pitnej w Krymie spowodowane są nie tyle za sprawą owej tamy, tylko wskutek… katastrofalnego stanu sieci wodociągowej. Przez 23 lata Ukraina z Krymu tylko czerpała, nie inwestując kompletnie nic. Nic więc dziwnego, że sieć wodociągowa nadawała się do totalnej wymiany, a to przecież nie takie proste. Sukcesywnie i metodycznie takie prace są prowadzone, jednak nie da się od razu zniwelować blisko ćwierć wiecznych zaniedbań.

Sprawa wodnej blokady Krymu niejednokrotnie była przedmiotem sporów, jednak tzw. cywilizowany Zachód nie reaguje na jawne pogwałcenie prawa międzynarodowego przez banderstan. W odpowiedzi na merytoryczne argumenty Rosji, Zachód ma do powiedzenia tylko jedno – sankcje. Problemem zajęła się krymska deputowana do Dumy Państwowej, Natalia Pokłonskaja, która wystąpiła z apelem do ONZ o rozpatrzenie jawnego łamania prawa przez kijowską juntę. Początkowo w Biurze Wysokiego Komisarza d/s Praw Człowieka przy ONZ obiecano rozpatrzyć przedstawiony przez rosyjską deputowaną problem. Jednak szybko do akcji wkroczyła jedna z naczelnych wartości Zachodu, czyli hipokryzja i zaczęło się sztuczne piętrzenie kłopotów. A to jest problem z dostaniem się w Krym z terytorium banderstanu, a to wizyta na półwyspie poprzez terytorium Rosji nie wchodzi w grę, a to to, a to tamto i jeszcze coś innego. Sprawa jasna – pani M. Bachelet (Wysoki Komisarz Praw Człowieka przy ONZ) została obsztorcowana przez swych zwierzchników za wychodzenie przed szereg, czyli za nawet inicjatywną sympatię wobec Krymczan. Kwestia deficytu wody w Krymie była przez te wszystkie lata wielkim wyzwaniem dla władz zarówno Republiki Krym, jak i Miasta Sewastopola. Od około miesiąca ten problem otrzymał nowy status. Obecny na otwarciu Trasy Tawrida – głównej arterii drogowej w Krymie – Prezydent Rosyjskiej Federacji, W. Putin, oświadczył oficjalnie, że problem wody w Krymie zostaje włączony w program federalny i jego rozwiązanie staje się jednym z priorytetowych zadań władz centralnych. A do przemiłej N. Pokłonskiej jeszcze wrócę.

Wiemy doskonale i nie trzeba nikomu przypominać, że Zachód permanentnie popuszcza w gacie na samą myśl o wciągnięciu Rosji w konflikt zbrojny. Nie chodzi tu rzecz jasna o globalny konflikt atomowy, jednak te półgłówki (zwłaszcza ci z NATO) marzą o jakiejś niewielkiej lokalnej wojence, na której można byłoby coś niecoś dla siebie ugrać. Takim bowiem jest tlący się od wielu lat lokalny konflikt w Górnym Karabachu. Azerbejdżan popierany jest głównie przez Turcję, a co za tym idzie przez NATO. Armenia od wielu już lat cierpi na syndrom politycznego rozdwojenia jaźni, z którego szybko i skutecznie wyleczona została Białoruś oraz jej stary-nowy Prezydent Łukaszenka. Jednoczesne mizdrzenie się do Zachodu, przy jednoczesnym utrzymywaniu niejednoznacznych więzi z Rosją skutkuje bałaganem na domowym podwórku. Już o tym pisałem, że z Zachodem nie ma rozmów – albo się tańczy tak, jak gra zachodnia kapela, albo ma się rozpierduchę. Nie ma czegoś takiego, że my może na tak, chociaż niby jednak będziemy stać na dwóch brzegach jednocześnie, bo kto wie, to znaczy generalnie chyba jednak tak, ale jednak nie do końca, bo sami jeszcze chcemy się zastanowić. I podczas gdy z Zachodem toczy się takie pogaduszki, to Zachód w zanadrzu ma już gotowe rozwiązanie: już my wam damy niezdecydowanie i dostaniecie zdecydowane kłopoty wewnętrzne. Gdy tylko zaczęły się drobne strzelaniny na azersko-ormiańskiej granicy stało sie jasne, że Zachód chce ponownie otworzyć puszkę Pandory i rozpalić ogień pod kaukazkim kotłem. Dla Rosji jest to szczególnie twardy orzech do zgryzienia. Tym bardziej, że I. Alijew (Prezydent Azebejdżanu) ma pełne poparcie Trucji, czyli NATO. Pozostający w stanie chłodnych sympatii z Rosją A. Sarkisjan (Prezydent Armenii) ma poparcie Rosji, jednak dla Kremla opowiedzenie się po stronie Armenii oznaczałoby wejście w konflikt z NATO. Odmowa tej pomocy oznaczać będzie pozostawienie politycznego sojusznika na lodzie. Powiem szczerze – wierzę w dyplomatyczny geniusz Siergieja Ławrowa, który od początku jest niezwykle aktywnie zaangażowany w rozwiązanie tego konfliktu.

Sprawa kolejna – saga analna, czyli sprawa Nawalnego. Podobnie jak z banderstanem, Alosza Nawalny od teraz jest dla mnie analnym owsikiem. Ten buc dokonał czegoś, co jest raczej trudne, to znaczy kompletnie wyprowadził mnie z równowagi. Gdy przeczytałem wynurzenia tego zasrańca na temat lekarzy szpitala w Omsku, którzy jako pierwsi udzielali mu pomocy, to aż się we mnie zagotowało. Już pominę bełkot o tym, że za otruciem stoi osobiście W. Putin. Tak, pominę, ponieważ ten podły kretyn jest zaprogramowany jak wibrator i jedyne co wie, to jest zestaw podręczny: „winny Putin, ręka Kremla” i inne brednie. Tym razem jednak ten owsik przesadził totalnie i stwierdzenie, że lekarze w Omsku „mają zabijanie we krwi” powinno stać się przedmiotem sprawy karnej przeciwko tej analnej gnidzie. Jakim trzeba być podłym i wyrodnym typkiem, żeby tak się wyrażać o ludziach, którzy jako pierwsi podjęli wszelkie starania, by ratować jego zdrowie… Dla mnie ta kreatura jest jak owsik w d…, który żywi się kosztem swego gospodarza i przy tym szkodzi mu niemiłosiernie. Nie mam wątpliwości, że sprawa analnego jeszcze przybierze kilka nieoczekiwanych zwrotów akcji, tym bardziej, że ten podlec zapowiedział, że chce wrócić do Rosji. Osobiście skłonny jestem twierdzić, że analnemu przestawiono ultimatum – albo wracasz do Rosji i dalej „robisz” za uciśnionego opozycjonistę, albo my oficjalnie zajawimy, że twoja sprawa, to była pomyłka, że wprowadziłeś nas w błąd z tym otruciem i tak dalej, więc wybieraj i zastanów się, komu w Rosji uwierzą: nam, oficjalnym politykom, czy tobie, klaunowi, który nawet nie potrafi dobrze odegrać swojego otrucia. Jest tylko z tym powrotem mały proceduralny kłopot. W paszporcie analnego nie ma żadnego poświadczenia, że on w ogóle opuścił terytorium Rosji. Nie ma zatem żadnych administracyjnych, prawnych i proceduralnych powodów, żeby go w ogóle wpuszczać do Rosji.

Na zakończenie postaram się udowodnić lub chociażby pokazać, na jak ciężką schizofrenię cierpi system zachodnich wartości, polskich politycznych klaunów nie wyłączając. Jak wiemy, cały Zachód twierdzi, że wybory prezydenckie w Białorusi były sfałszowane, zatem są one nieważne. Jednocześnie wielu przedstawicieli zachodnich elit podejmuje S. Tichanowską z honorami i etykietą przynależną głowie państwa. I wielu z nich uparcie twierdzi, że dla nich nowym prezydentem Białorusi jest właśnie Tichanowskaja. Skoro wybory z 9 sierpnia były sfałszowane, to przecież w tych samych wyborach brała udział pupilka Zachodu. Jeśli zatem ktoś uważa ją za nowego prezydenta, to znaczy, że swoje decyzje opiera na wynikach sfałszowanych wyborów. Z definicji zatem przyznać trzeba, że Tichanowskaja jest „prezydentem” ze sfałszowanych wyborów i jako taka, nie może być traktowana z okazywanymi jej honorami. A może Zachód w międzyczasie zorganizował nowe „wybory” w Białorusi, o których wie tylko tenże Zachód i Tichanowskaja? Coraz bardziej zaczyna mi to wszystko przypominać cyrk w kiepskim wydaniu. Już lepiej obejrzeć „Latający Cyrk Monty Pythona” – tam głupota jest nie tylko wybaczalna, ale wręcz pożądana.

Przepraszam, to jeszcze nie było zakończenie. Ono będzie teraz. Już wyjaśniam, dlaczego do tego tekstu załączyłem tylko jedno zdjęcie. Natalia Pokłonskaja jest nie tylko niezwykle rzetelnym politykiem, ale również śliczną kobietą. I chociaż raz postanowiłem opatrzyć tekst fotografią z jednoznacznie pozytywnym akcentem. Poza tym jej działalność zarówno w rosyjskiej Dumie Państwowej, jak i w rodzimym Krymie pokazuje, że jest to polityk, który nie jest skażony politykierstwem. Szczera do bólu, bezpośrednia i działająca na rzecz ludzi. Wielu zarzuca jej zbytnią łatwowierność i tu wskazuje chociażby jej petycję w sprawie wodnej blokady Krymu, pytając retorycznie: „na co ona liczyła? na to że ktoś na Zachodzie będzie wobec niej szczery?”. A ja mimo wszystko nadal jestem przekonany, że szczerość, to jest jedyny właściwy model działalności publicznej na rzecz społeczeństwa.

Brawo Natalia !!!

Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

 

Hits: 71

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 68
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 2
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    70
    Shares