I to wdepnął nie jeden raz. Zadziwiająca jest skłonność zachodnich demokracji do walenia stolców pod nogi „rosyjskiego reżimu” tylko po to, żeby później samemu wdepnąć w swoje dzieło sztuki. Do tej pory cywilizowany Zachód tapla się w dobrodziejstwach sankcji wprowadzonych wiosną 2014 roku – niedawno opublikowany raport wskazuje jednoznacznie, że Rosja znajduje się na piątym miejscu w świecie w rankingu krajów o najwyższym wskaźniku produkcji przemysłowej. I co ciekawe, ten marsz w górę rozpoczął się w roku 2015, kiedy to Rosja została zmuszona sankcjami do skoncentrowania się na własnej produkcji i nie oglądania się na towary z importu. Później były jeszcze sankcje za „mieszanie się w wybory prezydenckie w USA”, sankcje za Skripalów, sankcje za byle co, itd., itp. Wychodzi jednak na to, że są to sankcje za to, że poprzednie sankcje okazały się porażką. Teraz będą sankcje za to, że Zachód posmakował figę w Białorusi i za to, że postanowiono odgrzać kotleta w schemacie „Nowiczok 2”.

Wszystko byłoby nawet śmieszne, gdyby nie fakt, że Zachód traktuje swoje porażki jak sukcesy i tym samym zupełnie świadomie dąży do nieobliczalnego konfliktu. Póki co, jest to konflikt w wymiarze dyplomatycznym i ekonomiczno-gospodarczym, jednak historia udowadnia, że takie konflikty prowadzą do wojny, w której do głosu dochodzą już argumenty militarne. Przykład tego mamy w Donbassie, gdzie Zachód za pośrednictwem NATO testuje swoje zdolności bojowe, mordując przy tym ludność cywilną (szefowi NATO, J. Stoltenbergowi odpowiem na zakończenie i w ogóle najciekawsze będzie na zakończenie). Od samego początku na arenie tego żenującego spektaklu zgrywa się Polska. Tak, Polska i polskie władze nie grają żadnej poważnej roli, a jedynie zgrywają się, udając, że mają coś do powiedzenia. Tymczasem do powiedzenia mają tu inni a polskim władzom przyswojono tu tylko rolę głośnika, który ma za zadanie być ostatnim ogniwem w przekazywaniu informacji. Ryzyko w odgrywaniu takiej roli polega na tym, że jeśli ktoś się wkurzy, to pieprznie kamieniem w głośnik, a nie w tego kto mówi.

Nie ma potrzeby wyjaśniać dlaczego tak właśnie jest, że Polskę wykorzystuje się w tak haniebnej roli. W skrócie można to podsumować tak: zaoceaniczny Wielki Brat znudził się rolą Polski dyplomatycznej i postanowił poprzestawiać figurki na polskiej szachownicy. Nie wskutek wolnych wyborów, tylko dzięki zaoceanicznym intrygom Prezydentem RP został mianowany Duda, Kaczyńskiemu wyznaczono rolę szarej eminencji, kontrolującej wszystkie poczynania władz. Za jednym zamachem wbito klin w struktury Unii Europejskiej, gdzie Polska ma być warchołem psującym wszystko od wewnątrz, oraz wyhodowano genetycznie zmodyfikowane twory, którym w miejsce mózgów wszczepiono rusofobię. A polskie polityczne popierdółki cieszą się jak głupi z bateryjki, gdy Wielki Brat narzuca im wszystko co popadnie i jeszcze popiardują przy tym o polskich sukcesach. A my je mamy – te sukcesy, znaczy się. Skłóceni niemalże z całą Europą, za to do bólu zaprzyjaźnieni z neofaszystowską Ukrainą, Polska stała się w skali świata synonimem wsteczności, zaprzaństwa, warcholstwa i psujactwa w każdej dowolnej formie.

W haniebnym kabarecie pod tytułem „Gnębienie opozycji” Zachód po raz kolejny postawił na Polskę. I trzeba tu powiedzieć szczerze – jest to wybór z kategorii na dwoje babka wróżyła, bo możliwe są dwa możliwe rozwoje sytuacji i… spełnią się oba z nich (taka chojna babka). To znaczy jeden z nich przewiduje, że Polska sie skompromituje. Drugi jest taki, że skompromituje się kompletnie, kompromitując przy tym cały Zachód. Póki co, Polskę postanowiono aktywnie wplątać w podgrzewanie białoruskiego kotła. Dowiedziałem się, że tak zwana „polska dyplomacja” zaproponowała stworzenie międzynarodowej grupy-platformy do spraw konfliktu w Białorusi. Gdy dziś robiłem zakupy w jednym z londyńskich sklepów, usłyszałem w radiu rozmowę na ten temat i.. nogi się pode mną ugięły. Na pytanie prowadzącego rozmowę o inicjatywie stworzenia takiej grupy, jeden z angielskich polityków wypalił z najcięższego kalibru: „inicjatywa może byłaby ciekawa, ale jeśli firmuje ją Polska, to lepiej trzymać się od tego z daleka”. Bez komentarza.

I muszę tu przyznać, choć ze smutkiem, że ma facet rację. Z mojej perspektywy wygląda to tak, że po raz kolejny rusofobia w mózgoczaszkach polskich elit wybudziła się z drzemki. Tichanowskaja, oprócz obywatelstwa białoruskiego, posiada też obywatelstwo litewskie. Uroczyste przekazanie willi na Saskiej Kępie białoruskiej marionetce w ciele Tichanowskiej rodzi poważne pytania o stan polskiej paranoi politycznej. Czy to Litwa nie chciała swojej rodaczki, czy to Polska została wybrana do roli błazna? Oczywiście, Tichanowskaja może przebywać w dowolnym kraju Unii skoro posiada unijne obywatelstwo, jednak wysłanie jej do Polski po raz kolejny odkrywa karty, którymi gra Zachód. Otóż ten Zachód zajmie się przygotowywaniem i logistyką antyrosyjskich intryg, zaś do roli pierwszego, który ma wdepnąć w nawalone fekalia wyznaczono Polskę. Osobiście nawet nie dziwi mnie radość i jowialność polskich politykierów, bo wystarczy na najgorszym nawet szajsie napisać, że ma to związek z Rosją i te przygłupki na wyprzódki popędzą, żeby to rozdeptać. Na pewno wszyscy pamiętają z dzieciństwa bajki, w których występował Głupi Jaś – można go było bezkarnie wmanewrować każde kłopoty, wyśmiać go, a ten zostawał sam na sam z problemem. I tu można śmiało stwierdzić, że rusofobska Polska i Głupi Jaś, to ta sama postać, tylko zmieniło się imię. No i kaliber kłopotów jest nieporównywalnie inny.

Jak na tę chwilę sprawa tak zwanego otrucia Nawalnego pozostaje poza zasięgiem Warszawy, chociaż łaskawie przyzwolono, by od czasu do czasu, również i nad Wisłą można było coś przebąknąć w tej kwestii. Jednak tutaj, jak narazie, panuje pełna kontrola informacji i żadne Morawieckie, Dudy, czy inni klauni nie mają zezwolenia, by w tej sprawie otwierać paszcze bez konsultacji z wyższymi instancjami. Poczekajmy jednak troszkę, ponieważ oficjalny Berlin raz za razem strzela sobie w kolano. Najpierw było potraktowanie Nawalnego, jako oficjalnego gościa A. Merkel, chociaż sam zainteresowany miał to wszystko w śpiączce. Później było o tym, że Nawalny był otruty, później doprecyzowano, że otruty nowiczkiem. Gdy jednak rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poprosiło o szczegóły i zażądało od Berlina dostępu do śledztwa, zapanowała grobowa cisza, bo przecież nie da się tak z dnia na dzień spreparować dowodów, o których była mowa. Żeby odwrócić, chociażby chwilowo, uwagę od Nawalnego, sztucznie i teatralnie odgrzano sprawę z budową gazociągu Północny Potok 2. Co więcej, żeby w ogóle sprawa Nawalnego choć na chwilę przestała być rozgrywana przez wytrawnych rosyjskich polityków, postanowiono zorganizować cyrkowe przedstawienie z „porwaniami” działaczy białoruskiej opozycji. Na chwilę postanowiono zajawić coś niecoś „z okolic Nawalnego” i zdecydowano się zapodać żenującą informację, że jest decyzja o wzmocnieniu ochrony szpitala Charite z uwagi na groźbę zamachu. Jakiego zamachu, nie doprecyzowano, ale jeśli chodziło o możliwość zamachu na Nawalnego, to był to kolejny sygnał w świat: „My, wielki i potężny Zachód jesteśmy tak wielcy i przemożni, że nawet nie potrafimy zapewnić bezpieczeństwa jednego obywatela, specjalnego gościa Kanclerza Republiki Federalnej, w związku z tym przestrzegamy wszystkich, żeby się z nami liczyć, bo jeśli przyjdzie nam bronić całego narodu, to tylko pozostanie nam nawalić w gacie a wy będziecie spieprzać od tego smrodu”.

Sytuacja zatem zbliża się do punktu, gdy do gry może być wciągnięta Polska, jako wypróbowany rusofob, który uwielbia się kompromitować na arenie międzynarodowego cyrku i który zbierze zdecydowaną większość cuchnącego odium. Bo przecież nie raz już pisałem, że tu nie chodzi o żadną białoruską opozycję ani o jakiegoś opozycjonera Nawalnego – Zachód ma ich wszystkich w totalnej opozycji do przełyku, czyli w końcowym odcinku przewodu pokarmowego, czyli w d… Tu chodzi o zniszczenie Rosji – jeśli można to tak po gombrowiczowsku powiedzieć – poprzez dorabianie gęby, czyli poprzez obwinianie Rosji we wszystkim, w czym tylko można. A jeśli po raz kolejny prowokacja się nie uda, to pomyje wyleją się na Polskę, która uwielbia rolę rusofobskiej awangardy.

A teraz obiecane zakończenie. O tym, że dowództwo Paktu Północnoatlantyckiego aż przebiera nogami, żeby powojować sobie z Rosją, nie trzeba nikogo przekonywać. Swego czasu szef NATO, Jens Stoltenberg, wyraził opinię, że w wojnie z Rosją najważniejsze powinno być lotnictwo. A ja w odpowiedzi na te zapędy powiem krótko: w wojnie z Rosją najważniejsze jest to, żeby nie brać w tej wojnie udziału.

I jeszcze jedno. Aktywnie w aktualnych problemach uczestniczy dyplomacja Rosyjskiej Federacji. Przepraszam za bardzo osobiste stwierdzenie, ale nie mogę wyjść z podziwu dla dyplomatycznego geniuszu Siergieja Ławrowa oraz umiejętności wyrażania stanowiska przez Marię Zacharową. Proszę jednak zwrócić uwagę na coś bardzo symptomatycznego – jest ktoś, kto milczy. Sytuacja Zachodu stanie się nie do zniesienia dopiero wtedy, gdy w te sprawy osobiście zaangażuje się Władimir Putin, który jak narazie milczy i to milczenie jest nadzwyczajnie długie. To milczenie jest bardziej wymowne, niż cokolwiek innego.

Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 68

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 65
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    65
    Shares