Tak – to nie pomyłka w tytule. Mamy w Polsce terrorystów. Może nie takich modelowych, co to osobiście wysadzają w powietrze budynki lub środki transportu, ale przecież polskie prawo jest nieubłagane. Przepis art. 18 § 3 KK wymienia takie właśnie okoliczności, które już od wielu lat stały się szablonem działania polskich elit różnego szczebla – od municypalnych, do państwowych najwyższej rangi. I nie chodzi tutaj wyłącznie o islamskich fanatyków, choć o nich też będzie. I będzie o tym, jak wielkim poparciem i estymą cieszą się oni w polskich kręgach władzy. Generalnie jednak postaram się obnażyć zamiłowanie polskich polityków do terroryzmu na jednym tylko przykładzie. Tak, chodzi o Krym. Nie będę się koncentrował na politykach innych krajów. Chociaż mógłbym – nie będę nikogo wytykał palcem z imienia i nazwiska. Ci, o których tu będzie sami się domyślą, że o nich właśnie chodzi. Nawiasem mówiąc… co w tym nawiasie, znajdzie się pod tekstem.

Na początek kilka hipotetycznych sytuacji, które pozwolą rzucić światło na poruszaną przeze mnie problematykę.

Sytuacja hipotetyczna nr 1. Wysoko postawieni urzędnicy Ministerstwa Obrony Rosyjskiej Federacji ogłaszają w mediach, że dokonali udanych testów rakiet krótkiego zasięgu, które zdolne są do zniszczenia terminala gazowego w Świnoujściu oraz rakiety te mogą być zainstalowane na terenie Obwodu Kaliningradzkiego.

Sytuacja hipotetyczna nr 2. Warszawa wraz z okolicznymi miejscowościami, to aglomeracja zamieszkana przez około 2,5 miliona ludzi. Hipotetycznie zasilana jest ona energią elektryczną z jednej elektrowni. Hipotetycznie, w związku z tym, że ktoś nie zgadza się ze specjalnym statusem Warszawy, ten ktoś sabotuje i wysadza w powietrze elektrownię. Warszawa wraz z przyległościami zostaje bez prądu. Nie działa dosłownie nic – telefony, centralne ogrzewanie, wodociągi, gazociągi, stacje benzynowe, szpitale, pogotowie ratunkowe, straż pożarna itd., itp. Totalny paraliż. Życie i zdrowie 2,5 miliona ludzi nie stoi pod znakiem zapytania, tylko z wielkim wykrzyknikiem można stwierdzić, że w związku z aktem terrorystycznym 2,5 miliona ludzi może stracić zdrowie lub życie.

Sytuacja hipotetyczna nr 3. Załóżmy, że jest w Polsce region, który z różnych przyczyn cierpi na olbrzymi niedobór wody. Tak było od stuleci. Jednak wysiłkiem całego narodu zbudowano odpowiednią infrastrukturę (kanały, przepompownie, systemy irygacyjne), żeby ów deficyt zniwelować i żeby region mógł się pomyślnie rozwijać. Znaleźli się jednak ludzie, którym się taka sytuacja nie podoba i postanowili oni zatrzymać ów życiodajny potok wody, stawiając tamę. Woda już nie płynie, region znów cierpi na niedostatek wody. Przedstawiciele owej niegodziwej grupy, publicznie i bez żenady wygłaszają przemowy, że zdają sobie sprawę, iż ich działania mogą doprowadzić do katastrofy humanitarnej i ekologicznej. Wiedzą o tym, jednak świadomie nie dopuszczą do wznowienia sztucznego zasilania wodą, ponieważ im się nie podoba sytuacja w tym regionie.

Sytuacja hipotetyczna nr 4. Istnieją grupy przestępcze, które publicznie nawołują do nienawiści narodowej, nienawiści etnicznej, religijnej. Niestety, są to grupy, które nie ograniczają się do nawoływań – one wprowadzają w czyn swoje idee i nierzadko dochodzi do aktów przestępczych. Jednak dla władz państwowych różnych krajów grupy te nie stanowią nie tylko żadnego zagrożenia, ale jaczejki te są wręcz wychwalane i wspomagane. Pytanie – jaka w tych sytuacjach będzie reakcja władz polskich, unijnych, amerykańskich i ogólnoświatowych?

Sytuacja niehipotetyczna będzie gdzieś przy końcu, tylko nie jestem pewny, czy wypada się z niej śmiać, czy wkurzać, ale na pewno pokaże hipokryzję i zgniliznę sprzedajności.

A teraz kilka wyjaśnień odnośnie opisanych powyżej sytuacji hipotetycznych. Wiadomo chyba wszystkim, jakim echem odbiło się oddanie do użytku Krymskiego Mostu. Burza medialno-polityczna sięgnęła apogeum, ponieważ przedstawiano setki ekspertyz – w tym kilka opinii polskich „ekspertów” – że most ten nigdy nie powstanie. A bo to Rosja pod sankcjami nie ma pieniędzy, a bo to technologicznie i logistycznie Rosja jest zacofana o sto lat, a bo to geologia i tektonika regionu nie pozwala na taką budowę. Most powstał, funkcjonuje jako transportowe połączenie między Krymem i kontynentalną Rosją i od kilku dni spełnia wszystkie swoje zadania. Tak, dopiero od kilku dni – najpierw oddano do użytku część drogową, później po drugiej nitce Krymskiego Mostu rozpoczęto ruch pociągów pasażerskich, a kilka dni temu pełną parą ruszyły przewozy towarowe. Oczywiście histeria związana z rosyjską inwestycją stulecia nie ustaje, tak jak nie ustawała do tej pory. Władze kraju spod znaku banderowskich zbrodniarzy nie sprawiają zawodu i bez przerwy bredzą coś niecoś. Jednak około półtora miesiąca temu pojawiła się informacja, że na poligonie morskim niedaleko Odessy banderowska armia przeprowadziła testy rakiet, które (i tu cytuję): „mogą osiągnąć i zniszczyć Krymski Most”. Rakiety według banderowców będą rozlokowane niedaleko Mariupola w celu „uzyskania maksymalnie pożądanego celu, jakim jest zniszczenie wrogiej infrastruktury”. A teraz dla porównania przypomnijmy sobie jakim echem i jaką reakcją odbiły się komunikaty Prezydenta Korei Północnej, że arsenał jego armii posiada broń zdolną do osiągnięcia celów w Japonii, na Hawajach i nawet na zachodnim wybrzeżu USA. Natychmiast pojawiły się oświadczenia – w tym również polskich politycznych debili – że to prowokacja, maniak i światowy terrorysta, igranie z ogniem. Zgoda. Tak to właśnie wygląda, że takie komunikaty są odbierane, jako prowokacyjna zabawa zapałkami na beczce prochu. Ale nie o Korei Płn. rzecz tu idzie, tylko o tym, że nikt w Polsce (media i polityczni debile) nawet się słowem nie zająknął o tym, że banderowskie oświadczenie to poważna prowokacja i może pociągnąć za sobą trudne do przewidzenia konsekwencje. Pominięto to wszystko milczeniem, ponieważ w procesie przygotowywania, budowy i testowania tych rakiet brali udział polscy specjaliści wojskowi. I nie bez znaczenia jest tu fakt, że te prace częściowo były finansowane przez Polskę.

Sprawa kolejna, to terroryzm bezpośredni. W listopadzie 2015 roku grupka terrorystów związana z ugrupowaniem Medżlis Krymskotatarskiego Narodu* wysadziła w powietrze słupy wysokiego napięcia przesyłające prąd na terytorium Krymu. Doszło do tego na terenie Obwodu Hersońskiego, a w działania zamieszane były także inne banderowskie struktury terytorialne – Prawy Sektor*, Batalion Azow*. W tamtym okresie cały Półwysep Krymski był zaopatrywany w energię elektryczną z terenu banderstanu. W jednej chwili cały Krym pokrył się ciemnościami. Gdyby tylko ciemnościami. Przez kilka dni nie działały telefony, nie działało pogotowie rarunkowe, szpitale, straż pożarna, produkcja najpotrzebniejszej żywności. Innymi słowy nastąpił totalny paraliż a życie około 2,5 miliona ludzi wisiało na włosku. Już po trzech dniach w Krym zaczęły latać regularne samoloty transportowe (wojskowe i cywilne) z niezbędną aparaturą, generatorami prądu, paliwem do ich regularnej pracy. Sprawa kolejna, to blokada wodna. W drugiej połowie XX wieku, w związku z postępującym stepowieniem terenu Kryma, wielkim wysiłkiem młodzieży całego ZSRR zbudowany był i oddany do użytku Kanał Północnokrymski. Doprowadzał on wodę z Dnierpa i Kachowskiego Zbiornika Retencyjnego na krymskie tereny. Woda była częściowo utylizowana na potrzeby spożywcze, jednak w większej części była używana do produkcji rolniczej i ogrodniczej. W maju 2014 roku władze banderstanu postanowiły rozpocząć tzw. blokadę wodną Krymu. Deficyt wody spowodował znaczne straty nie tylko w produkcji rolnej i sadowniczej. Postawił on pod wielkim znakiem zapytania bezpieczeństwo zdrowotne i humanitarne Krymczan.

Założę się, że wielu z Was, czytających te słowa, nawet nie słyszeli o czymś takim, jak energetyczny lub wodny terroryzm banderowców wobec Krymu, o kilku atakach bombwych na linie przesyłu gazu nie wspominając. Nie słyszeliście, ponieważ polskie władze o tym nie informują. A nie informują, ponieważ w pośredni sposób są współodpowiedzialne za ten stan rzeczy. I nie tylko polskie władze – nikt z elity politycznych oszołomów, tych opozycyjnych również, nawet słowem się nie zająknął o banderwoskim terroryzmie, ponieważ – powtórzę raz jeszcze – dla nich każda podłość i każde przestępstwo jest usprawiedliwione, jeżeli jest wymierzone w Rosję.

A teraz przelewek już nie będzie. Ponieważ powiem wprost – polskie elity politycznej hipokryzji aktywnie finansują banderowski terroryzm w odniesieniu Krymu. 3 czerwca 2014 roku Nagrodą „Solidarności” uhonorowany został Mustafa Dżemilew, ówczesny przewodniczący organizacji Medżlis Krymskotatarskiego Narodu*. Tej samej ktora stoi za wysadzeniem w powietrze linii wysokiego napięcia oraz budową tamy na Kanale Północnokrymskim. To za pieniądze z tej nagrody finansowane były i są działania terrorystyczne przeciwko społeczeństwu Kryma. Ponadto polskie organizacje pozarządowe i rządowe wspomagają finansowo takie bandy, jak Prawy Sektor*, Batalion Azow*, C14* oraz partia Swoboda*, znanego banderowca i neofaszysty Olega Tiahnyboka. Dochodzimy do punktu kulminacyjnego. Na terenie Kryma funkcjonariusze Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosyjskiej Federacji wielokrotnie zatrzymywali przedstawicieli innej terrorystycznej jaczejki, pod nazwą Hizb ut-Tahrir*. Dlaczego o tym wspominam? Otóż są bardzo twarde i mocne poszlaki, że organizacja ta jest finansowana przez niektórych polskich polityków (z różnych ugrupowań politycznych, nie tylko z PiS). Jeśli to wszystko znajdzie potwierdzenie w faktach, to mamy niezły bałagan, gdyż jest to organizacja fundamentalistów islamskich, którzy nie tylko ideologicznie, ale również organizacyjnie i logistycznie są blisko powiązani z inną grupą (nie koniecznie towarzyską) znaną w świecie jako Państwo Islamskie*. Wielu lokalnych liderów Państwa Islamskiego* swoją terrorystyczną karierę zaczynało w szeregach Hizb ut-Tahrir*. I nie ma, i nie będzie tłumaczenia, że ktoś nie zdawał sobie sprawy o tych powiązaniach. bo gdyby ktoś nie był świadom tego, co robi, to owo finansowanie nie odbywałoby się taką okrężną drogą, zmierzającą do zatarcia wszelkich śladów.

Na zakończenie (przepraszam za tak długie wywody) powrócę do sytuacji niehipotetycznej. Pamiętacie jak w 2016 roku na sztokholmskim koncercie Eurowizji zwyciężyła Dżamała, krymsko-tatarska przedstawicielka banderstanu z piosenką pt. „1944”? Piosenka sama w sobie łamała wszelkie prawidła i zasady konkursu, gdyż była politycznym manifestem, ale niech tam, wybaczmy hipokrytom, niech się cieszą, że kolejny raz demonstracyjnie wymierzyli Rosji policzek. Tylko muzyczny co prawda, ale jednak, niech się radują, jak głupi z bateryjki. Wiecie w czym leży cała hipokryzja tej polityczno-muzycznej hucpy? Otóż Dżamała jest rodowitą krymską Tatarką, śpiewała o deportacji Tatarów i o ich strasznym losie w obecnych czasach. Pragnę Wam oświadczyć, że rodzice Dżamały nadal mieszkają w Krymie, prowadzą gospodarstwo sadownicze w okolicach Bachczysaraja i mają się na tyle dobrze, że nawet nie myślą o przeprowadzce do banderstanu. O wszystkim wiedziały banderowskie władze, o wszystkim wiedział komitet organizacyjny Eurowizji i… To jest już totalny upadek.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Kamil Stupecki

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

 

P.S. Wiem, że od czasu do czasu moje teksty są pod lupą odpowiednich służb. Dziękuję bardzo, schlebia mi to, że się interesujecie i cieszę się, że chociaż od czasu do czasu macie styczność z rzeczywistością. Ale w pogróżki się nie bawcie – włos mi z głowy spadnie i zrobi się cieplutko. W świat pójdzie informacja łącznie z detalami i nazwiskami.

* Organizacje uznane w Rosji za ekstremistyczne lub terrorystyczne i ich działalność na terenie Rosyjskiej Federacji jest zabroniona na mocy prawa federalnego.

Hits: 46

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 25
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    25
    Shares