Tak – to nie pomyłka w tytule. Mamy w Polsce terrorystów. Może nie takich modelowych, co to osobiście wysadzają w powietrze budynki lub środki transportu, ale przecież polskie prawo jest nieubłagane. Przepis art. 18 § 3 KK wymienia takie właśnie okoliczności, które już od wielu lat stały się szablonem działania polskich elit różnego szczebla – od municypalnych, do państwowych najwyższej rangi. I nie chodzi tutaj wyłącznie o islamskich fanatyków, choć o nich też będzie. I będzie o tym, jak wielkim poparciem i estymą cieszą się oni w polskich kręgach władzy. Będzie też o postawie polskiego społeczeństwa wobec tej kwestii, ale to gdzieś pod koniec tego, co czytacie.

Był rok 1995. Niewielkie misteczko Budionnowsk w Kraju Stawropolskim zostało słynne na cały świat, jednak nie z racji przepięknych krajobrazów. Grupa terrorystów czeczeńskich pod komendą Szamila Basajewa szturmem zajęła najpierw miejski posterunek milicji, później budynek administracji miejskiej. Gdy w Budionnowskie pojawiły się rosyjskie wojska federalne, czeczeńscy terroryści przegrupowali się i zajęli miejscowy szpital, biorąc jako zakładników około 1800 cywilów. W tej liczbie były noworodki, dzieci, osoby starsze i schorowane, kobiety w ciąży oraz personel medyczny. Gehenna zakładników trwała 5 dni (od 14 do 19 czerwca) i zakończyła się po tym, jak ówczesny premier Rosji, Wiktor Czernomyrdin, poszedł na olbrzymie ustępstwa i zgodził się na rozmowy w sprawie konfliktu czeczeńskiego. Sprawa ma jednak swój początek nie w roku 1995 tylko kilka lat wcześniej, kiedy po rozpadzie ZSRR na północnym Kaukazie rozpoczęło się finansowanie grup separatystycznych i podżeganie do rozwijania tendencji odśrodkowych w tym regionie. Finansowanie i logistyczna pomoc w tych operacjach płynęła rzecz jasna nie z Moskwy, nie z próżni, ani nie z księżyca, tylko z cywilizowanego Zachodu.

Pamiętam doskonale jaka była osnowna linia przedstawiania tego konfliktu w polskich mediach – zły rosyjski niedźwiedź ugnębia biednych kaukazców. O tym, że owi biedni kaukazcy z zimną krwią mordowali zakładników, jednego po drugim, nikt oczywiście się nie zająknął. Gdy kryzys w Budionnowskie zakończył się, w polskich i zachodnich telewizjach nikt nie pokazał przekazu rosyjskich mediów, na których widać było, że „zwycięzcy bohaterowie czeczeńscy” wycofywali się z miasteczka pod osłoną żywych tarcz – ciężarnych kobiet i niemowląt, z których wielu później nikt już nigdy więcej nie widział.

Niemniej jednak w zachodnich mediach odtrąbiono sukces czeczeńskich terrorystów, których jawnie i bezwstydnie nazywano ideologicznymi bojownikami za wolność Iczkerii (Czeczenii). Szamil Basajew – głównodowodzący oddziałami terrorystów był bezpośrednim podwładnym jednego z bohaterów polskich elit. Człowieka, którego w 2005 roku uhonorować postanowiła Rada Warszawy, nadając jednemu ze stołecznych rond nazwę Dżohara Dudajewa. Terrorysty, którego ręce unurzane są we krwi tysięcy niewinnych cywilów. Powtarzam raz jeszcze – nie zwycięzcy wojskowych bitew lub militarnych kampanii, tylko bezbronnych cywilów: dzieci, kobiet i osób starszych. I tu jak skowyt hien zabrzmi to, że wówczas, w roku 2005, prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński, zaś stołeczny klub radnych SLD proponował nazwać wspomniane rondo imieniem Dzieci Biesłania. Propozycja SLD przepadła w głosowaniu, gdyż sprzeciwili się wszyscy radni, wywodzący się ze styropianowej hucpy. W moim mniemaniu, krew ofiar zarówno Budionnowska, jak i Biesłania, na wieki wieków zostanie na rękach tych, którzy zachwycali się czeczeńskim terroryzmem. Tragedii biesłańskich uczniów nie wyłączając. Tak, jak ofiar terrorystycznych zamachów w Moskwie 1999 roku, aktów terroryzmu na liniach metro w Moskwie i Sankt Petersburgu, zamachu na port lotniczy Domodedowo, lub zamachów bombowych w Wołgogradzie.

Wróćmy jednak do bardziej aktualnych wydarzeń. Otóż na przestrzeni sześciu ostatnich lat wielu trwożnie przygląda się wydarzeniom w Donbassie. Przedstawiałem już niektóre szczegóły tego konfliktu, tu jednak jestem winien bardzo ważne wyjaśnienie. Może ktoś powiedzieć lub spytać, dlaczego w przypadku Czeczeńców lub innych kaukazkich separatystów używam sformułowania „terroryści”, a nie nazywam tak separatystów w Donbassie. Różnica jest prosta i wypływa z definicji terroryzmu – terrorysta, to ktoś, kto atakuje osoby cywilne, które nie spodziewają się ataku, osoby bezbronne i nie mające bezpośredniego związku z celem aktu terrorystycznego. Terrorysta nie zaatakuje np. prezydenta, premiera, ministra lub innej wpływowej osoby, tylko zaatakuje tych, których śmierć może wpłynąć na decyzje podejmowane przez owych prominentnych urzędników.

I tu mamy dokładny obraz terroryzmu ukraińskiego, który bezpośrednio wypływa z doktryny państwowej kijowskiego reżimu, opartego na gloryfikacji faszyzmu, hitleryzmu i nazizmu oraz banderowskich siepaczy, którzy w swą ideologię nienawiści i bezwzględnego okrucieństwa doprowadzili do takiej praktycznej perfekcji, że nawet hitlerowscy barbarzyńcy patrzeli na ich poczynania z przerażeniem. Wszystko to, co dzieje się obecnie pod rządami kijowskich władz, jest rzecz jasna wiadome i oczywiste dla całej cywilizowanej Europy. Nie będę się tu jednak koncentrował na „innych”, tylko na polskich wielbicielach ukraińskiego terroryzmu.

Od wielu już lat, nawet przed 2014 rokiem, polskie elity niejednokrotnie wyrażały pełne poparcie dla „demokratycznych przemian” oraz „prodemokratycznych sił” bratniej Ukrainy. Jeśli polskie elity polityczne na swych braci wybierają neofaszystów, piewców hitlerowskiego barbarzyństwa i banderowskiego zezwierzęcenia, to – przynajmniej dla mnie – wszelkie wątpliwości znikają. I tu kłania się artykuł Kodeksu Karnego, który przytoczyłem na wstępie. Oto, jak ów przepis w oryginale brzmi:

Art. 18 § 3 KK

Odpowiada za pomocnictwo, kto w zamiarze, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, swoim zachowaniem ułatwia jego popełnienie, w szczególności dostarczając narzędzie, środek przewozu, udzielając rady lub informacji; odpowiada za pomocnictwo także ten, kto wbrew prawnemu, szczególnemu obowiązkowi niedopuszczenia do popełnienia czynu zabronionego swoim zaniechaniem ułatwia innej osobie jego popełnienie.

Podkreślenie jest intencyjne i pochodzi ode mnie, i ma za zadanie precyzyjne pokazać, jak polskie elity polityczne wspomagają kultywowanie ideologii totalitaryzmu, terroru, nienawiści ksenofobicznej i krzewienie faszystowskiego oraz nazistowskiego terroru. Pragnę przypomnieć, że krzewienie takich ideologii jest kategorycznie zabronione w polskiej Konstytucji. Jak się okazuje, w odniesieniu do faszyzmu, nazizmu i banderyzmu ukraińskiego panuje wśród polskich polityków nie tylko zmowa milczenia. Kultywowane jest spolegliwe przyzwolenie dla takich postaw, które – z mocy polskiego prawa – podlegają ściganiu z urzędu. Ścigania oczywiście nie ma, bo przecież cała tak zwana demokratyczna elita polskiej polityki nie wyrosła z korzeni demokracji, tylko wypączkowała na gruncie nienawiści do ZSRR, a obecnie do Rosji. Innymi słowy każda podłość i każde przestępstwo popełniane przez polskich polityków może być usprawiedliwione, jeśli wymierzone jest w Rosję.

Co jednak najgorsze, taka postawa i takie wypaczanie ideologiczne staje się motywem przewodnim doktryny państwowej w Polsce. Doktryny, która nie stoi na gruncie polskiej racji stanu, tylko na gruncie polskiej polityki historycznej i ideologicznej walki z tymi, którzy mają odmienne zdanie. Taka pełna nienawiści i kłamstw historycznych doktryna sączona jest w umysły Polaków, którzy od dziecka uczeni są nienawiści i pogardy. I tu przypomina mi się bardzo mądre powiedzenie Czingiza Ajmatowa:

Żołądek jest mądrzejszy od mózgu, ponieważ żołądek umie zemdlić. Mózg łyknie każde paskudztwo.”

Widać to najlepiej w przekazach telewizyjnych, które pokazują ludzi w różnym przekroju, kobiety, mężczyzn, dzieci i osoby starsze, które zieją nienawiścią dla wszystkich i wszystkiego, co sprzeciwia się doktrynie wlewanej w głowy społeczeństwa. I jest to doktryna (nienawiści do Rosji i wszystkiego co z Rosją związane), która jest szeroko wyznawana przez zdecydowaną większość polskich polityków. Nie tylko tych z PiS, ale wszystkich, którzy wypłynęli na polityczne morze na fali przemian politycznych lat 80-tych XX wieku.

Na tym kończy się część pierwsza. W drugiej będzie obiecana przeze mnie jakiś czas temu moja reakcja na wypowiedzi polskich politycznych terrorystów w kwestii Kryma.

Pozdrawiam serdecznie

Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 70

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 22
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    22
    Shares