W dwie poprzednie niedziele przedstawiłem niewielki wyrywek działań wielkiego wkładu i wpływu Władimira Putina na arenie wewnętrznej i zewnętrznej działalności w sferze ekonomii i gospodarki Rosyjskiej Federacji. Teraz obiecana trzecia część, czyli dlaczego jestem spokojny i przyszłość Rosyjskiej gospodarki, nawet w świetle bardzo niekorzystnych i negatywnych wskaźników w skali światowej, spowodowanych wybuchem epidemii.

Najpierw jednak krótka podróż w nieodległą przeszłość – do roku 2014. Wtedy to, po wydarzeniach Krymskiej Wiosny i rozpętanej przez Ukrainę wojnie domowej w Donbassie, tak zwany cywilizowany Zachód postanowił obłożyć Rosję rozlicznymi sankcjami. Godpodarczymi, finansowymi, politycznymi, personalnymi i w ogóle jakimi się tylko dało. Dla Rosji było to wyzwanie na miarę epokowej wojny o swoją przyszłość. Dzięki wielokierunkowym działaniom, zainicjowanym głównie z inicjatywy W. Putina, rękawica została podjęta i rzucona w twarz wyzywającym. Na efekty nie trzeba było długo czekać i nastąpił znaczący (nawet rzec można niespodziewany) wzrost rodzimej produkcji na rynku wewnętrznym Rosji. Okazało się zatem, że Zachód w bardzo spektakularny i atrakcyjny dla oka sposób strzelił sobie w kolano. Co więcej, podejmując takie restrykcyjne działania, pozbawił siebie nie tylko wielkiego rynku zbytu, ale także w wielkiej mierze możliwości powrotu na ten rynek.

Ale w końcówce roku 2019 w chińskim mieście Wu-han doszło do wybuchu epidemii, która w znaczący sposób zdeterminowała polityczne i gospodarcze wydarzenia bieżącego roku. Niektórzy postanowili bagatelizować problem. Na przykład w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkam, premier B. Johnson był zbyt zajęty odcinaniem kuponów od sukcesu w wyjściu z Unii Europejskiej. Postanowił nawet, że nadciągająca epidemia jest dobrą okazją do podnoszenia systemu odpornościowego społeczeństwa. Nie dalej jak kilka dni temu w brytyjskiej prasie pojawił się komunikat, że gdyby ostre i kategoryczne działania profilaktyczne w walce z COVID-19 wprowadzone były o tydzień wcześniej (nie 23 marca a 16 marca), to według ekspertów, mogłoby to uratować życie od 8.000 do 13.000 ludzi. To już nie są przelewki.

Na całym świecie koronawirus odcisnął i nadal odciska swoje piętno. Doprowadziło to do kryzysu przede wszystkim na rynku pracy i w sektorach finansowych, wytwórczych, przetwórczych oraz usługowych. Pozamykane zostały setki tysięcy, jeśli nie miliony małych i średnich firm. Pojawił się problem, który do niedawna wydawał się dawno minionym koszmarem – bezrobocie strukturalne. I tu na powierzchnię wychodzi sedno tego, nad czym chcę się pochylić. A mianowicie jaka była myśl przewodnia działań w różnych krajach lub, żeby lepiej powiedzieć w różnych systemach ekonomiczno-gospodarczych.

Generalnie na Zachodzie i w Stanach Zjednoczonych króluje idea wolnego rynku i swobody gospodarczej, w której równowagę między popytem i podażą reguluje mityczna „niewidzialna ręka rynku”. Wszystko fajnie i fascynująco, tylko że w danej sytuacji ekonomiczno-gospodarczej, wywołanej epidemią, ów rynek kompletnie się zawalił. Zatem jeśli nie ma rynku, to tym bardziej nie ma tej magicznej ręki, która mogłaby cokolwiek regulować. Nie będę się tu i teraz wdawać w dyskusje na temat konieczności interwencjonizmu państwowego w sferze regulacji rynku, bo nie czas i miejsce po temu. Powiem krótko – sytuacja wywołana epidemią doprowadziła zachodnich ekonomistów pod ścianę, którą sami postawili. Mało tego – znajdując się pod tą ścianą zaczęli popełniać błąd za błędem.

Ponieważ system ekonomiczno-gospodarczy na Zachodzie jest kompletnie uzależniony od korporacji finansowych i od banków, to w pierwszej kolejności rządy zachodnie rzuciły sie ratować to, co gwarantuje ich przetrwanie. Przy czym zwracam tu uwagę na ten szczegół, że banki i korporacje nie są od tego, by ratować gospodarkę, tylko rządy, ministrów, premierów, prezydentów i tak dalej. Proszę zwrócić uwagę, że liderzy polityczni świata zachodniego w pierwszej kolejności złożyli solenne zapewnienia dla sektora bankowego, że w razie czego, to banki mogą liczyć na pomoc państwa. A niby dlaczego? Ponoć są to banki prywatne i niezależne od państwa. A właśnie dlatego, że państwa, czyli zachodnie systemy sprawowania władzy są uzależnione od banków. A jak uporano się ze katastrofalnym wzostem bezrobocia? Ludziom tracącym pracę państwa zaczęły wypłacać zasiłki dla bezrobotnych. Przy czym nie są to liczby idące w tysiące, a w miliony ludzi. Zatem wypłacane kwoty idą w gigantyczne góry pieniędzy.

Problemem zasadniczym nie są jednak te wypłacane pieniądze, tylko fakt, że są to zasiłki dla bezrobotnych. Dopłaca się firmom zwalniającym ludzi, oferuje się im ulgi podatkowe i w sferze ubezpieczeń społecznych, ludzi wysyła sie na zasiłki, żeby tylko załatać problem z brakiem pracy. Problemem jest bowiem to, że te pieniądze są pieniędzmi, które w myśl gospodarki rynkowej nigdy nie powinny się na rynku pojawić. Zatyka się bezrobotnym usta zasiłkami, a gospodarka już niebawem zetknie się z lawinowym wzrostem inflacji. To nie są pieniądze, które są skierowane do ludzi pracy, tylko do ludzi bez pracy. Na rynku powstanie nadwyżka pieniędzy o niewyobrażalnej skali, a towarów przybywać nie będzie, bo nie będzie komu ich produkować.

* * *

A teraz zwróćmy oczy na Rosję. Gdy Władimir Putin ogłaszał kroki w walce z koronawirusem, to od razu zaznaczył, że ludzie pracy zachowują prawo do wynagrodzeń, nawet jeśli ich zakłady zostaną tymczasowo zamknięte. Niby to samo, a jednak nie to samo. Na Zachodzie postanowiono zainwestować we wsparcie rosnącej liczby bezrobotnych. W Rosji postanowiono – dzięki takiemu postawieniu sprawy – przede wszystkim utrzymać zatrudnienie. I tu od razu wyjaśnienie: jeśli ktokolwiek myśli, że w Rosji nie zamkęły się żadne małe lub średnie firmy lub w ogóle nie powstał problem wzrostu bezrobocia, to jest w błędzie. Ten problem również się pojawił, jednak nie w tak zatrważającej skali. Gdy tylko będzie to możliwe, zakłady pracy wrócą do pełnych mocy wytwórczych z dnia na dzień, bowiem ludzie tylko czekają na moment, żeby do tej pracy powrócić. To nie jest bowiem tak, że ci ludzie będą musieli tej pracy ponownie szukać, bo ta praca na nich czeka – jest gwarantowana. Idźmy dalej. Wypłacanie ludziom wynagrodzeń, mimo ich pozostawania w domu, przede wszystkim niesie za sobą zobowiązanie pracodawców do zachowania pełnych praw pracowników. Co więcej, nie będzie konieczności ponoszenia przez państwo dodatkowych kosztów na przekwalifikowania milionów ludzi.

Kwestia rosyjskich banków. O nich rosyjski prezydent też pomyślał. Jednak nie w taki sposób, jak jego zachodni odpowiednicy. Pracodawcy i właściciele firm mogą brać w bankach kredyty na wypłaty dla pracowników, jednak są to kredyty nieoprocentowane. Innymi słowy: „oddasz tyle ile pożyczyłeś”. Powie ktoś, jaki to interes dla banków? W zawoalowany sposób W. Putin dał bankom do zrozumienia – albo zaczniecie być kreatywni i zaczniecie zarabiać pomagając Rosjanom, albo macie problem. Spora liczba rosyjskich banków bowiem jest uzależniona od zachodnich akcjonariuszy i do tej pory można było liczyć na ich pieniądze. A że teraz akcjonariuszom ździebko się nie wiedzie, to trzeba wrócić do źródeł, czyli do Rosji.

Żeby była pełna jasność, mimo tego, że W. Putin podejmuje kroki w celu umaciania rosyjskiej gospodarki, to jednak nie zapominajmy, że jest to okres niepewności i związanych z epidemią niejasności. Już ponad wiek świat nie stawiał czoła takiemu wyzwaniu (od czasów grypy hiszpanki) i to, co było skuteczne wtedy, dziś nie działa. Póki co jednak Rosja jest o kilka kroków w przodzie, gdyż jeśli nawet zetknie się z problemem inflacji, to nie będzie to na taką skalę, jaka może dotknąć Zachód. Jeszcze raz powtórzę – Rosja płaci ludziom za pozostawanie przy swoich miejscach pracy, Zachód za pozostawanie bez pracy.

* * *

A teraz obiecane w tytule dwa zakończenia. I wyjaśnienie, dlaczego patrzę na przyszłość Rosyjskiej Federacji ze spokojem.

Pierwsze:Unia Europejska, USA i inne cywilizowane hipokryzje Zachodu straszą Rosję sankcjami i różnymi obostrzeniami. To prawda, tylko że w Rosji ludzie za zwierzątka domowe uważają niedźwiedzie, ci ludzie przy temperaturze plus 30 idą kopać w ogródku, przy minus 20 kąpią się w przeręblach, a przy minus 40 do pracy idą piechotą, bo nie udało się odmrozić transportu publicznego. Rosja to kraj, gdzie nawet papierosy produkuje się o średnicy (lub kalibrze, jak kto woli) 7,62 mm. Czy zatem straszenie Rosjan czymkolwiek nie wygląda diabolicznie kretyńsko?

Drugie:Niedawno na północy Rosji w okolicach Norylska doszło do bardzo poważnego skażenia terenu mazutem i produktami ropopochodnymi z zakładów NorNikel. W związku z tym Prezydent Władimir Putin osobiście przewodniczył specjalnemu posiedzeniu sztabu kryzysowego. Oglądałem to posiedzenie w rosyjskiej telewizji i oto krótka wymiana zdań z jednym z lokalnych urzędników (którego nazwiska niestety nie pamiętam, za co przepraszam)

PrezydentKto może pomóc znaleźć rozwiązanie tego problemu?

UrzędnikW chwili obecnej możemy mieć trudności w znalezieniu rozwiązania tego problemu, ponieważ…

PrezydentProszę pana, ja nie pytałem, kto może mieć trudności, tylko kto może pomóc w rozwiązaniu tego problemu.

Czyli krótka piłka – do dzieła!!! Od oceny działań jest Prezydent, od działania – ludzie na odpowiednich stanowiskach. A jeśli stanowisko kogoś przerasta, to nie rangę stanowiska będzie się obniżać, tylko znajdzie się człowieka, który do tego stanowiska dorósł.

Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 65

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 34
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 2
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    36
    Shares