Już trzeci miesiąc, poza koronawirusem, światem wstrząsa inny kryzys. Jest to bez wątpienia starcie tytanów i jest to stracie nie tylko o ceny ropy naftowej lub ilości jej wydobycia. Jest tu także drugie dno, a kto wie, może nawet i trzecie lub czwarte. Wszystko jednak zaczęło się od przeklętego wirusa, na którego nie ma szczepionek ani lekarstw. Świat stoi w obliczu choroby, której nie ma czym zwalczać.

Zrodziło to w pełni uzasadnione pytania i dylematy w obszarach globalnej gospodarki, która stanęła na krawędzi kryzysu o niespotykanej do tej pory skali. Nie ma tu czasu przytaczać dowodów na to, dlaczego tak jest, ale nie da się ukryć, że owa światowa gospodarka jest niezwykle mocno powiązana z brudnym, śmierdzącym i tłustym paskudztwem o nazwie ropa naftowa. Kto ma złoża ropy naftowej, ten może śmiało dyktować warunki innym. I tu się również kryje odpowiedź na pytanie, dlaczego USA stawia na równi kontrolę nad złożami ropy z demokracją. Tam gdzie są złoża tego surowca, tam musi królować amerykańska demokracja. Jednak może ktoś powiedzieć, że USA posiada niezwykle bogate złoża ropy naftowej.

I tu się należy istotne wyjaśnienie, które przydatne będzie w dalszej części niniejszej prezentacji. Otóż Stany Zjednoczone nie posiadają złóż ropy naftowej. To znaczy posiadają zasoby ropy, tylko że nie naftowej, a łupkowej. A ta z kolei przez zdecydowaną większość znawców tematu nie jest nawet nazywana ropą, tylko ropopochodnymi popłuczynami. To dlatego na światowych rynkach rozróżnia się dwie marki ropy naftowej Brent i WTI. Ropa pełno cenna w swych jakościowych wartościach jest droższa (Brent i inne marki). WTI (West Texas Intermediate) jest tańsza i stanowi olbrzymi kąsek w gospodarce USA.

Wróćmy jednak do sytuacji wokół światowej gospodarki. Wybuch epidemii koronawirusa spowodował spowolnienie gospodarcze, a co za tym idzie znacznie zmniejszyło się zapotrzebowanie na ropę naftową. W lutym tego roku uznano, że przy aktualnych wówczas cenach i poziomie wydobycia sektorowi wydobywczemu grozi głęboka recesja i postanowiono zwołać szczyt OPEC (Organizacja Państw Eksporterów Ropy Naftowej) oraz OPEC+. Niemal wszystko było dopięte na ostatni guzik, gdy okazało się, że na drastyczne cięcie poziomów wydobycia nie zgadza się Rosja. Podczas marcowego posiedzenia OPEC+ w Wiedniu przedstawiciele Rosji opuścili obrady, doprowadzając do ich zerwania. Ten krok z kolei doprowadził do totalnego krachu cenowego na rynku ropy naftowej, która staniała do absolutnie nieprzewidywalnych poziomów.

A teraz rozbierzemy temat po kolei.

I. Dlaczego tak się stało i dlaczego przedstawiciele Rosji zerwali obrady?

Pojawiało się wiele hipotez i domysłów na ten temat. Jednym z powodów jest bardzo nietypowa w skali światowej charakterystyka rosyjskich złóż. W zdecydowanej większości występują one na terenach północnej Syberii, gdzie byt (w tym również gospodarczy) określają warunki pogodowe i klimatyczne. Zaproponowane przez OPEC+ ograniczenie wydobycia mogłoby spowodować poważne szkody w infrastrukturze pól naftowych. Chodziło zatem między innymi (ale nie tylko) o ochronę stanu technicznego całego osprzętu niezbędnego do pomyślnego wydobycia surowca. Poza tym Rosja była przygotowana na gwałtowny spadek cen. Jak się jednak okazało nie była przygotowana na inny scenariusz.

II. Dlaczego Arabia Saudyjska w obliczu takich wydarzeń zwiększyła wydobycie i zmniejszyła ceny?

Otóż swój moment chciał koniecznie wykorzystać saudyjski król Salman oraz – a właściwie przede wszystkim – jego syn, Muhammad ibn Salman, który jest jednocześnie ministrem gospodarki i faktycznie to on rządzi Arabią Saudyjską. Zwiększenie wydobycia i obniżenie cen (z jednoczesnymi wielkimi upustami dla nowych klientów) miało na celu wykoszenie konkurencji z rynku. A ujmując rzecz precyzyjniej, miało na celu wyparcie z tego rynku Rosji. Początkowo wszystko szło zgodnie z planem, gdyż na takie dictum Moskwa nie była gotowa.

III. Dlaczego ktoś tu się pośpieszył z chłodzeniem szampana?

Od dawna w świecie krążą legendy, że budżet Rosji zależy tylko i wyłącznie od cen ropy i gazu. I chyba w jedną z takich legend zasłuchał się Muhammad ibn Salman. Faktem jest bezspornym, że handel węglowodorami zajmuje sporą część w strukturze rosyjskiego budżetu, jednak poza ropą i gazem Rosja posiada jeszcze na swym terytorium całą „tablicę Mendelejewa”, w tym jedyne na świecie złoża innych surowców. To – w odróżnieniu od Arabii Saudyjskiej – która poza ropą ma pod dostatkiem tylko mnóstwo piasku i wielbłądów, czyni z Rosji nie taki łatwy orzech do zgryzienia. Na dodatek cięcie cen ropy oraz rozdawnictwo zniżek i bonusów zaczęło kosztować Arabię Saudyjską kolosalne ubytki w finansach. Saudyjscy przywódcy zauważyli to szczególnie boleśnie po tym, gdy Władimir Putin zapewnił, że rosyjski budżet jest zbalansowany nawet na wypadek dwuletniego utrzymywania się cen ropy na poziomie 30 dolarów za baryłkę. Zaistniała zatem potrzeba pilnego zwołania kolejnego szczytu OPEC+, w celu ponownego omówienia problemu wydobycia ropy naftowej. Tym razem już z uwzględnieniem postulatów Rosji i wypracowaniu kompromisu w spornym temacie.

IV. Jakie były konsekwencje dla rodzimego sektora wydobywczego w USA?

Najkrócej mówiąc opłakane. Doszło do tego, że fiuczersy (od ang. futures – zamówienia na przyszłość) ropy WTI na maj, amerykański sektor naftowy oferował w cenie -37 dolarów za baryłkę (!!!). Tak, moi drodzy, to nie pomyłka – oferta była w cenie minus 37 dolarów za baryłkę. To znaczy, że amerykańscy naftowcy dopłacali potencjalnym kupcom, żeby tylko pozbyć się tego, co musieli wyprodukować, żeby cykl technologiczny wydobycia nie uległ degradacji. Czyli coś, o czym wspomniałem wyżej w kontekście konieczności utrzymania ciągłości wydobycia w Rosji. Nie da się zwyczajnie tak z dnia na dzień wstrzymać wydobycia o np. 75% bez bardzo poważnych strat w sferze stanu technicznego urządzeń i utrzymania cyklu technologicznego na odpowiednim poziomie. Prysnął kolejny medialny mit o tym, że Rosję można zaszachować cenami ropy, bo cały świat jest na to odporny, tylko nie Rosja. Okazało się bowiem, że przemysł naftowy na całym świecie jest podatny na te same czynniki i wskaźniki, niezależnie od położenia na mapie. Różnica między USA i Rosją polega nie tylko na tym, że rosyjska ropa naftowa jest uważana za jedną z najlepszych na świecie, zaś amerykańska ropa łupkowa za surowiec ropo podobny. Różnica polega też na tym, że na gospodarkę i ekonomię Rosji w poważnym stopniu wpływają też zasoby naturalne innych surowców i nawet jeśli jest tąpnięcie w sferze naftowo-gazowej, to Rosja ma „oparcie” w innych resursach.

V. Co zyskała Rosja na kryzysie naftowym?

Po pierwsze i najważniejsze – niezależnie od tego czy to się komuś podoba czy nie (i jak bardzo się nie podoba), to Władimir Putin po raz kolejny pokazał światu, że z Rosją należy się liczyć. I póki on jest prezydentem Rosyjskiej Federacji, to nikt nie będzie Rosji w kaszę dmuchał. Przynajmniej bezkarnie. Przekonali się o tym Amerykanie i przekonali się o tym Saudyjczycy. A szczególnie ci drudzy, którym wydawało się, że z W. Putinem i z Rosją można sobie prowadzić zagrywki i pogróżki kopania w kostki. Po drugie, Rosja ma teraz możliwość wydobywania tyle surowca, ile potrzeba do zagwarantowania poprawnej pracy pól naftowych. Może sprzedawać tyle, ile chce w zależności od zapotrzebowania, zaś nadprodukcję spokojnie magazynować w rozlicznych centrach retencyjnych, by móc sprzedawać wtedy, gdy zapotrzebowanie ponownie wzrośnie. Nie będzie wówczas sytuacji, że powrót do ponownego poziomu wydobycia odbije się na ilości surowca na rynku. Surowiec będzie gotowy do sprzedaży, gdyż w tej chwili jest zmagazynowany i tylko czeka na swój czas. Z różnych przyczyn na luksus takiego magazynowania nie mogą sobie pozwolić inne kraje produkujące ropę. Po trzecie wreszcie, nie zaszła konieczność drastycznej redukcji zatrudnienia w kompaniach wydobywczych, do której musiałoby dojść w przypadku drastycznej redukcji wydobycia.

VI. Co dalej?

Nie będę odkrywczy, jeśli powiem absolutnie szczerze – też chciałbym to wiedzieć. Jednak są już widoczne pozytywne skutki decyzji W. Putina, które w pierwszych momentach potępił cały świat. Początkowo nastąpiła rzeczywista hekatomba finansowo-ekonomiczna, której nawet sam rosyjski przywódca pewnie nie oczekiwał. Pamiętam doskonale, gdy na kanale Russia Today oglądałem briefing Władimira Putina z Radą Ministrów i jego pełne troski i zafrasowania słowa – „Цены рухнули” (ceny padły). Jednak W. Putin to strateg i nawet jeśli dochodzi do nieprzewidzianych sytuacji, to potrafi się zaadaptować do okoliczności, z którymi przychodzi sie mierzyć. Jeszcze raz powiem szczerze, że nie za bardzo wiem, co dalej, jednak jestem spokojny. A dlaczego? O tym za tydzień.

Pozdrawiam serdecznie,

Kamil Stupecki

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 59

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 23
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 1
  •  
  •  
  • 4
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    28
    Shares