Przeczytałem z uwagą i niedowierzaniem opublikowaną oraz podpisaną przez pierwszy długopis RP (Jędruś Duda, gdyby ktoś nie kojarzył) „Strategię bezpieczeństwa narodowego”. I wspomnę tu własne słowa zawarte w jednej z poprzednich publikacji, że jeśli coś pójdzie nie po myśli i nie po planach przerażającego Jarulli, to powinniśmy być gotowi na prowokację grubego formatu.

Słów kilka, a może nawet trochę więcej o tym wielce wymownym, ale jakże przejrzystym dokumencie. W jak najbardziej powierzchownej formie jest to wypracowanie średniej klasy półgłówka, który chce opowiedzieć jak dopiec sąsiadowi i zwalić mu kupsztala na wycieraczkę, a w rezultacie myli drzwi i łomocze muskularnego stolca na swój własny próg. Cytat ze Strategii:

Federacja Rosyjska intensywnie rozbudowuje ofensywny potencjał wojskowy (w tym na zachodnim kierunku strategicznym), rozwija systemy anty dostępowe m.in. w regionie Morza Bałtyckiego, w tym w obwodzie kaliningradzkim, oraz prowadzi ćwiczenia wojskowe na dużą skalę, w oparciu o scenariusze zakładające konflikt z państwami Sojuszu Północnoatlantyckiego, szybki przerzut dużych zgrupowań wojsk, a nawet użycie broni jądrowej.”

A teraz zamieńmy „Federację Rosyjską” na USA i NATO, „zachodni kierunek strategiczny” na wschodni oraz „Sojusz Północnoatlantycki” na Rosję i co się nam jawi przed oczami? Otóż nie po raz pierwszy hipokryci zachodniej propagandy „rosyjskiego zagrożenia” bawią się w jakże chwytliwe odbijanie piłeczki od ściany i swoje własne działania przypisują tym, których sami chcieliby zaatakować. Chyba nikomu, kto nie postradał jeszcze szarej substancji mózgu, nie trzeba wyjaśniać, kto i kogo chce zapędzić w kozi róg. Przecież to nic innego, jak agresywne działania USA oraz NATO na kierunku wschodnim powodują, że Rosja (zgodnie z logiką) będzie podejmować działania symetryczne. Ale idźmy dalej – kolejny cytat:

Federacja Rosyjska prowadzi również działania poniżej progu wojny (o charakterze hybrydowym), niosące ryzyko wybuchu konfliktu (w tym niezamierzonego, wynikającego z gwałtownej eskalacji w rezultacie incydentu, szczególnie militarnego), a także podejmuje wszechstronne i kompleksowe działania za pomocą środków pozamilitarnych (w tym: cyberataki, dezinformacja) celem destabilizacji struktur państw i społeczeństw zachodnich oraz wywoływania podziałów wśród państw sojuszniczych. Należy przyjąć, że Federacja Rosyjska będzie kontynuowała politykę podważania obecnego ładu międzynarodowego, opartego na prawie międzynarodowym, w celu odbudowy pozycji mocarstwowej i stref wpływów.”

Wystarczy ponownie zmienić podmiot „Federacja Rosyjska” na „władze RP” oraz delikatnie zmodyfikować takie słowa jak państwo, społeczeństwa zachodnie, czy państwa sojusznicze i mamy, wypisz-wymaluj obraz strategicznych działań podległych Kaczyńskiemu struktur państwowych i rządowych. Obraz tym bardziej niepokojący, że wierchuszka polskich elit rządzących w zakamuflowany sposób zdecydowała się pójść na wojnę ze społeczeństwem.

A ściślej rzecz ujmując, z tą częścią społeczeństwa, która znajduje się na drodze do pełnej i niczym nieograniczonej dyktatury skarlałego żółciowca. Zdegenerowanego zgreda, który pała rządzą władzy nie tyle dla rządzenia, a dla upajania się swoją wszechmocnością. Idealna kopia „Duce” Mussoliniego, który pod pewnymi względami był o wiele gorszym psychopatą, niż Adolf H. Gorszy, ponieważ Hitler wcielał w życie swe zbrodnicze plany w imię przyszłości „narodu wybranego”, zaś Mussolini odurzał się swoją „boskością”, swoim chorym postrzeganiem siebie, jako jedynego wybranego, idealnego, tego, który sądził, że władza – to on sam, bo on – to bożyszcze. Ale wyjdźmy z piekielnych otchłani zbrodniarzy wojennych, bo nie o nich rzecz się ma.

Data publikacji „Strategii” nie była przypadkowa. Niemalże natychmiast po wyborach-widmo, które na papierze się odbyły, chociaż nikt w nich nie brał udziału. Wybory – zgodnie z prawem – oficjalnie uznane są za nieodbyte, gdyż nie głosował w nich nawet jeden wyborca. Tylko czy na pewno?… Nie tak dawno temu pisałem, że data owych wyborów była ustalona na połowę maja zupełnie nieprzypadkowo. Rzecz się ma w programie komputerowym, który zlicza głosy wyborców. (Szwindel wypróbowany w ubiegłym roku podczas wyborów parlamentarnych.)

Zastosowanie w tym oprogramowaniu odpowiednich algorytmów powoduje, że głosy są „przekierunkowywane” na wybranego kandydata i po zliczeniu takich sfabrykowanych głosów można opublikować „oficjalne wyniki wyborów”. Wszystko było doprecyzowane, łącznie z wzięciem pod uwagę ewentualnych protestów wyborczych lub nawet ponownym przeliczaniem głosów. Program komputerowy precyzyjnie wskazuje, w jakich obwodach wyborczych ile głosów zostało przetransferowanych. Znaczy to, że w tych obwodach wyborczych należy zawczasu skorzystać z pomocy PiS-owskich wolontariuszy, którzy skorygują nieścisłości i nie tylko w komputerze, ale i na papierze wszystko będzie wyglądało cacy. Ów program komputerowy jest stworzony w ten sposób, że w wyznaczonym terminie samoczynnie się wyłącza i ślad wszelki po nim ginie.

Zupa zaczęła się wylewać, gdy na arenę wkradł się wirus, który nie tylko zmienił rzeczywistość milionów obywateli na całym świecie, ale również pokrzyżował kaczyńskie plany. Samowładztwo i dykatura zaczęła się wymykać z rąk, gdyż spod kontroli zaczęła się wymykać sytuacja, na którą nikt nie miał wpływu. Pamiętamy doskonale, że początkowo administracja rządowa i państwowa bagatelizowała problem, by tylko dopiąć swego. I tu jeszcze raz przytoczę cytat z dokumentu, od którego zacząłem – „…a także podejmuje wszechstronne i kompleksowe działania za pomocą środków pozamilitarnych (w tym: cyberataki, dezinformacja)”. Przykłady? – proszę bardzo. Dezinformacja – długo, często i gęsto w TVPiS mówiono, że nie stwierdzono żadnych zachorowań na COVID-19. Pewnie, że nie stwierdzono, bo nie można ich było stwierdzić, skoro długie tygodnie nie przeprowadzano żadnych testów. Dopiero, kiedy lekarze i wszelki personel medyczny zaczął bić na alarm, a trwożne sygnały coraz częściej docierały do społeczeństwa, rząd zdecydował się na działania. To była pierwsza próba rzucenia rękawicy społeczeństwu. Brutalne działania policji i wojska miały za zadanie wywołać oburzenie społeczne i poderwać naród do powszechnego sprzeciwu. (Do tego wątku jeszcze wrócę.) Przykład cyberataków – gdy zdecydowano się na narzucenie społeczeństwu siłą wyborów korespondencyjnych, powstał problem bazy danych. Poczta Polska, zgodnie z koncepcją rządu, powinna otrzymać dane osobowe wszystkich obywateli od władz lokalnych. W wielu przypadkach władze lokalne kategorycznie odmówiły przekazania takich danych, wskazując na brak umocowań prawnych i – co najważniejsze – konstytucyjnych. I tak dowiedzieliśmy się w jakim celu zostało stworzone Ministerstwo Cyfryzacji. Otóż nie patrząc na to, czy gminy przekażą dane obywateli czy nie, w rzeczonym ministerstwie na całego trwało kopiowanie danych na potrzeby wyborów. W ten sposób dane osobowe obywateli zostały niezgodnie z prawem (ustawa RODO) udostępnione osobom lub instytucjom nieuprawnionym. Ale i tu sprawa wyszła na jaw.

Rozwój sytuacji sprawił, że zatuptały w niepokoju kacze płetwy. Na prowokację z nielegalnymi wyborami iść się nie dało, społeczeństwo nie dało się wciągnąć w awantury z siłami policyjno-wojskowymi, coraz częściej wychodzą na światło dzienne machloje i przekręty prawne władz – zaczyna się robić z lekka za ciepło. Postanowiono zatem rzucić na pożarcie społeczeństwu wspólnego wroga, za jakiego polski reżim uznaje Rosję. Trzeba to było odpowiednio przyprawić specyficznym sosem paniki i totalnego zagrożenia tylko po to, żeby mieć czas na opracowanie nowej strategii. I nie jest to bynajmniej strategia bezpieczeństwa narodowego. Z jednej strony Kaczyński wie już, że normalnymi środkami ze społeczeństwem nie wygra. Z drugiej jednak strony satrapa domaga się swojej władzy absolutnej.

Żeby się do niej dorwać, rozpracowywana jest ewentualność wywoływania i prowokowania przez podstawionych ludzi niepokojów społecznych. Nieoczekiwanie może w tym pomóc sytuacja epidemiologiczna, która dziesiątkuje polskich małych i średnich przedsiębiorców a miliony ludzi może zostawić bez środków do życia. Atmosfera publicznego niezadowolenia będzie nie tylko narastać, ale również będzie podgrzewana przez podstawionych prowokatorów. Gdy – zgodnie z założeniami – bajzel zacznie się rozlewać coraz szerzej, będzie można wprowadzić stan wyjątkowy. Czyli coś, co rozwiąże Kaczyńskiemu wszelkie dylematy. Przede wszystkim będzie podstawa, by rozwiązać Parlament, który mimo posiadania większości, wciąż blokuje tyranowi swobodę działania. Wzorem stanu wojennego zostaną wprowadzone sądy doraźne, do maksimum zostaną ograniczone swobody obywatelskie, zawieszona będzie działalność partii politycznych, organizacji społecznych itd. Słowem rozpędzone na cztery wiatry lub zawieszone na nie wiadomo jak długo będzie wszystko to, co wiąże Kaczyńskiemu ręce w dążeniu do władzy absolutnej.

Czarny scenariusz? Jeśli przerażający Jarulla nie dostanie władzy absolutnej, to dojdzie w Polsce do takich scen, że szczęśliwy będzie ten, kto zdąży się zawczasu ewakuować.

I na zakończenie jeszcze jedna sprawa. Proszę zwrócić uwagę na to, jak na dudusiową „Strategię” zareagowały władze Rosyjskiej Federacji. Jestem pewien, że gołym okiem widzą dokładnie to samo, co ja. Oczywiście, reakcja być musiała, jednak proszę spojrzeć na to jaka była ta reakcja. Żadnych konkretów, ogólnikowe stwierdzenia co do ewentualnych działań w sferze gospodarki – to tylko sondowanie tego, co się kryje za okładką „Strategii”. I nie chodziło tu o formułowanie lub precyzowanie działań, tylko o wysłuchanie tego, jak zareaguje polska junta. I jeszcze raz się okazało, że polscy dyletanci polityczni wypstykali się z amunicji zanim jeszcze doszło do wymiany ognia.

Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

P.S. W „Strategii bezpieczeństwa narodowego” znalazły się „wycieczki” pod adresem Krymu, Gruzji i Donbassu. O sytuacji w Donbassie już pisałem. Gruzją też się zajmę. Ale Krymu to im nie daruję. Już niejednokrotnie zaznaczałem, że w kwestii Krymu jestem bardziej niż pryncypialny i jeśli ktokolwiek kwestionuje przynależność Krymu do Rosyjskiej Federacji, to ma przerąbane. Powiem więcej – ma przerąbane u mnie. I dosunę Dudzie tak, że nie tylko zapomni jak ja się nazywam, ale jak się sam nazywa.

Hits: 46

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 10
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    10
    Shares