Myślicie, że tylko u Pana Boga za piecem żyje się ciepło i przytulnie? To pomyślcie raz jeszcze, bo u diabła za piecem też jest całkiem nieźle. Doszedłem do takiego wniosku po kilku latach obserwowania codzienności politycznej. Spójrzmy na kalendarz i przeanalizujmy kilka aktualnych dat:1 maja – Święto pracy. Tak hucznie obchodzone przez wiele lat w starych dobrych czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Wielu z nas pamięta pochody pierwszomajowe, a niektórzy zżymali się, że to był jakiś przymus, że trzeba było się pokazać, bo władza patrzy itd. itp. A ja zadam takie proste pytanie – ilu z nas chętnie by teraz poszło w takim pierwszomajowym pochodzie? Wówczas ludzie świętowali, bo mieli co świętować, bo ich praca była gwarantem rozwoju gospodarki narodowej. Dzisiaj nie ma co świętować, bo nasza praca nie pomnaża dóbr narodowych, tylko powiększa kapitał korporacji, które nas eksploatują. Czterdzieści pięć lat ciężkiej pracy całego narodu zostało rozgrabione w imię nadmuchiwania balona z napisem „wolność”. W imię obietnic wspaniałej przyszłości i innych gruszek na wierzbie, które nigdy nie wyrosły. Przyszedł moment weryfikacji. Ten moment ma naklejkę z napisem „wirus” i okazało się, że obietnice były tak puste, jak ów nadmuchiwany balon, bo przecież wyszła na jaw bolesna prawda – kasa państwa też jest pusta. Społeczeństwo zostało sam na sam z problemem braku pieniędzy. A gdzie są ci, którzy są bezpośrednio odpowiedzialni za ten stan rzeczy? Mają się świetnie i to nie u Pana Boga za piecem, tylko na zapiecku po przeciwnej stronie barykady.

2 maja – Święto polskiej flagi państwowej. Powód do dumy, ktoś może powiedzieć. Tak, tylko czym stała się polska flaga trzymana w rękach przedstawicieli najobrzydliwszej w dziejach Polski junty? Stała się symbolem upadku państwowości i powstania reżimu w najgorszej jego odmianie. I czym jest ten reżim, nikomu chyba nie trzeba objaśniać, ani przytaczać przykładów. Mimo to jeden przykład podam, gdyż staje się on symbolem upadku państwa polskiego, które stacza się w otchłań. Chcę tu nadmienić, że pod pojęciem „państwa polskiego” nie mam na myśli kraju lub całego narodu, a system i aparat sprawowania władzy. Data 2 maja kojarzy się również w czarnych barwach z powodu bestialskiego morderstwa kilkudziesięciu ludzi na Kulikowym Polu w odesskim Domu Związków Zawodowych. Tylko pozornie zbrodnia w ukraińskiej Odessie nie ma nic wspólnego z Polską. Otóż ma i to wiele. Od początku swej działalności kijowska junta cieszyła się wielkim poparciem władz nad Wisłą. Najpierw liberastów spod znaczka PO, a później neofaszystów z PiS. Nie ma tu miejsca ani czasu na przedstawianie szczegółów pogromu w Odessie, zatem skupię się na roli polskich notabli w tym co się stało. Zarówno przed, jak i po tej zbrodni. Pewien obłudny fircyk, Radosław Sikorski, wespół ze swym kumplem po fachu, Frankiem-Walterem Steinmeierem jeszcze w 2013 roku położyli podwaliny pod zamach stanu w Kijowie.

Kiedy ów przewrót stał się faktem, zamiast powołać się na swoje (ponoć drogocenne) podpisy ministrów spraw zagranicznych, złożone pod dokumentami dotyczącymi pokojowego przekazania władzy na Ukrainie, obaj panowie natychmiast zapomnieli, że funkcja i powaga urzędu do czegoś zobowiązuje. F.W. Steinmeier to mi zwisa kalafiorem, za to Radziu ponoć reprezentował w tej sprawie nie tylko Unię Europejską, ale również Polskę. W ten sposób rozkład powagi państwa polskiego zaczął być zaczątkiem bardzo przykrego smrodu wokół naszego wschodniego sąsiada. Nikt, ale to nikt z polskich władz nie upomniał się o zamordowanych na Kulikowym Polu. Zarówno platformerscy liberaści, jak i faszyzujący już wtedy na całego kaczoidalni mutanci udawali, że nic się nie stało, za dobrą monetę przyjmowali kłamstwa Poroszenki i, jak małpa kit, łykali kolejne porcje propagandowej papki. Później do koryta dorwali się polscy faszyści i jawnie, bez krępacji lub zażenowania zaczęli popierać swych ideologicznych kolesiów na Ukrainie. Doszło do tego, że Duda & Company zaczęli wychwalać banderowskich szubrawców i nawet zobowiązali sie do restauracji pomników hitlerowskich kolaborantów z dywizji SS Galizien. Podobnie rzecz się ma w odniesieniu do konfliktu na wschodzie Ukrainy, gdzie po stronie kijowskich faszystów walczy spora grupa polskich najemników, a dzieje się to za wiedzą i pełną akceptacją polskich władz.

Może ktoś powiedzieć, że głosy wzywające do przeprowadzenia śledztwa w sprawie masakry w Odessie odezwały się nawet w USA. Dowodem na to jest materiał Mariusza Maxa Kolonki. No to teraz usiądźcie wygodnie, bo opowiem wam takie małe co nieco. W gmachu sądu odbywa się rozprawa nad grupą złoczyńców. Po przeprowadzeniu przewodu sądowego sędzia zamyka rozprawę i prosi ławę przysięgłych o udanie się na naradę. Ława przysięgłych wraca na salę rozpraw i ogłasza werdykt – winni !!! Winni wszystkich przestępstw, każdy z osobna i wszyscy razem winni wszystkich zarzucanych im czynów. Sędzia przyjmuje werdykt ławy przysięgłych i ogłasza co następuje – „Winni, no i co z tego. Według mnie mogą iść gdzie chcą, bo nie mam zamiaru ich w żaden sposób ukarać. A jeśli ktokolwiek ze społeczeństwa przyjmie moją decyzję z niezadowoleniem, to sam stanie przed sądem.” Zatem nawet jeśli do jakiegokolwiek śledztwa dojdzie, to finał będzie taki, jak opisany powyżej. A stanie się tak, ponieważ kijowski reżim jest potrzebny rusofobom jak tlen do życia. Do odesskiej masakry jeszcze pod koniec wrócę i będzie to raczej mało optymistyczna uwaga.

3 maja – Święto Konstutycji 3 Maja. I cóż ja mogę powiedzieć?… Chyba tylko to, że w ten dzień wypada się solidnie popłakać. A to dlatego, że ideały zawarte w tym wiekopomnym dokumencie zostały pedantycznie i systemowo wdeptane w bruk, zabetonowane i polane gnojówką. Trzecia w świecie i pierwsza w Europie konstytucja, stała się przestrogą i jednocześnie kamieniem nagrobnym Polski XVIII wieku, ponieważ nikt z ówczesnych władz nie miał ochoty się do niej stosować. Wtedy mieliśmy do czynienia z rozpasaniem szlachty, magnaterii i kleru, upadkiem moralnym elit oraz kompletnym brakiem armii zdolnej do obrony Polski. Teraz jest gorzej, bo niby jest konstytucja, niby jest armia i niby jest państwo, które popierduje coś niecoś o demokracji, tylko szkopuł w tym, że to wszystko jest oparte na zakłamaniu, podwójnych standardach i kompletnym braku szacunku do społeczeństwa, które ponoć – zgodnie z konstytucją – jest najważniejsze. Przewodnią i w zasadzie jedyną ideą polskich elit jest faszystowska dyktatura z fasadą w postaci marionetkowych władz, które są i będą trwać na posterunku do samego końca. Jak ostatnie niedobitki hitlerowskich wojsk w otoczonym zewsząd Berlinie, będą bić się i zabijać na oślep.

A teraz niemiły powrót do masakry sprzed sześciu lat. Wszyscy wiemy, że dla Poroszenki przepustką dla stosowania przemocy i terroru stała się właśnie zbrodnia na Kulikowym Polu. Nie jest chyba dla nikogo tajemnicą, że Kaczyński dorwał się do władzy krocząc po grobach ofiar katastrofy smoleńskiej. Jemu jest wszystko jedno i władzę gotów jest utrzymać nawet „po trupach”. Wybory 10 maja w atmosferze politycznego skandalu i w obliczu totalnego łamania konstytucji oraz prawa mogą zrodzić wybuch niezadowolenia społecznego. Kaczyński już to przećwiczył i wie, że do utrzymania władzy potrzeba ofiar, wokół których może ponownie zjednoczyć swoich fanatycznych wyznawców.Jeśli coś pójdzie nie po myśli Kaczyńskiego, to powinniśmy być gotowi na prowokację grubego formatu, bo jemu jest zdecydowanie dobrze u diabła za piecem.

Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 102

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 44
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 7
  •  
  •  
  • 2
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    53
    Shares