10 stycznia 49 roku p.n.e. Juliusz Cezar w marszu na Rzym przekroczył niewielką rzekę o nazwie Rubikon i wypowiedział słynne do dziś słowa „alea iacta est” – kości zostały rzucone. Od tamtej pory powiedzenie to stało się synonimem sytuacji, od której nie ma już odwrotu. Jednak nie o Juliuszu Cezarze i nie o faktycznym Rubikonie chcę coś niecoś powiedzieć, choć symboliczny Rubikon został nieodwracalnie przekroczony – nie w słonecznej Italii, a w Europie Wschodniej. Jeszcze raz chcę to z wielkim naciskiem podkreślić – nieodwracalnie.

“Żeby przedstawić problem całościowo, potrzeba byłoby kilkuset stron, zapisanych drobnym drukiem – niestety, to nie miejsce i nie pora na kompleksowe zobrazowanie konfliktu. Ograniczę się zatem do najnowszych faktów, tych sprzed kilku lat.”

Tak, przykrością muszę stwierdzić, że wcale nie łatwo mi się napisało – „kilku lat”, gdyż dla ludzi w Donbassie, te „kilka lat”, to jak wieczność. I co najgorsze jej końca nie widać.

Konflikt nie zaczął się wraz z dokonaniem zamachu stanu w Kijowie zimą 2013/14 – on się wówczas tylko spotęgował do skali wojny domowej. Przypomnę tylko, że po przewrocie i siłowym obaleniu Wiktora Janukowycza (to nie był żaden Majdan ani rewolucja godności, tylko zbrojny zamach stanu) na Ukrainie doszły do głosu najbardziej skrajnie nacjonalistyczne siły. Powstawały kolejne neonazistowskie formacje – tak polityczne, jak i militarne – które posiłkowane cichym przyzwoleniem Zachodu i USA zaczęły na terenie Ukrainy gotować krwawą jatkę oponentom. W lutym 2014 roku na wschodzie Ukrainy doszło do próby siłowego zmuszenia ludności Donbasu do pełnego podporządkowania się wojskowo-politycznej juncie z Kijowa. W odpowiedzi, mieszkańcy Donbasu zwrócili się z petycją, w której zawarte były następujące punkty (wyliczę tylko niektóre): zagwarantowanie Rosjanom żyjącym w Donbasie prawa do swobodnego używania języka rosyjskiego na równych prawach z językiem ukraińskim; zagwarantowanie prawa do posiadania swoich przedstawicieli w lokalnych władzach; poszanowania odrębności kulturowej i etnicznej Rosjan; prawo do współdecydowania o losach i przyszłości obwodów donieckiego i ługańskiego. Rzecz jasna tych postulatów było więcej, jednak te wymienione stały się kością niezgody i punktem zapalnym.

Po pogromie korsuńskim (20.02.2014), w którym doszło do masakry mieszkańców Krymu wracających z wiecu w Kijowie (oficjalnie 8 zabitych i 20 zaginionych bez wieści i nigdy nie odnalezionych), 23 lutego 2014 w Krymie zaczęła się tak zwana Krymska Wiosna, która zaowocowała przeprowadzeniem referendum i powrotem Krymu w zestaw Rosyjskiej Federacji. Kijowski reżim zaczął się w tej sytuacji obawiać, że w podobny sposób może być utracony również Donbas. Naprędce sformowano oddziały zbrojne, które miały za zadanie przede wszystkim zabezpieczyć granicę ukraińsko-rosyjską, by zlokalizować konflikt do granic Ukrainy. Z ukraińskich wiezień zwolniono tysiące przestępców (w tym tych z wyrokami za najcięższe przestępstwa) w zamian za obietnicę pełnej amnestii, jeśli się wykażą w Donbasie. Bandyci jednak szybko wyczuli koniunkturę i sprawnie zorganizowali się w słynnych już batalionach karnych, Prawym Sektorze, grupach militarnych pod przewodnictwem politycznym i wojskowym. Na Ukrainie rozpoczęła się tak zwana Operacja Antyterrorystyczna.

“Rzecz jasna kijowski reżim czuł pełne poparcie Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Jaki był tego powód? Porozumienie o przekazaniu władzy na Ukrainie, które podpisali wcześniej ministrowie spraw zagranicznych Polski i Niemiec, Radosław Sikorski i Frank-Walter Steinmeier z przedstawicielami opozycji demokratycznej Ukrainy i administracją W. Janukowycza, zostało bezpardonowo pogwałcone i wdeptane w błoto poprzez zorganizowanie zamachu stanu. Nikt, ale to absolutnie nikt w Europie Zachodniej ani w USA nie upomniał się za pogwałconą demokracją (pokojowe przekazanie władzy), którą wygodnie było porzucić na rzecz walki politycznej z Rosją. Tym bardziej, że tymi walczącymi stawali się nie Stany Zjednoczone wespół z Europą Zachodnią, a tak zwana młoda demokracja, o którą należało walczyć i aktywnie ją wspomagać. W takich komfortowych warunkach politycznych kijowska junta czuła się nie tylko bezkarna, ale również czuła pełne poparcie Zachodu”.

Powoli przejdę do konkluzji i bardzo ciekawych wniosków. Oczywiście wraz z wojną na gruncie szła również wojna informacyjna. Pamiętamy wszyscy chyba aż nadto dobrze, jak notorycznie przedstawiano „nowe fakty” o obecności wojsk rosyjskich na terenie Donbasu. Pytanie jest jednak następujące – jeśli byłyby jakiekolwiek dowody na obecność wojsk rosyjskich w Donbasie, to czy temat byłby porzucony tak szybko? Na pewno nie. Byłoby to wszystko wałkowane i odgrzewane na wszelkie możliwe sposoby, żeby tylko pokazać Rosję w złym świetle. Próby podejmowane w tym kierunku przez kijowskich notabli były żenujące i najbardziej skompromitowały samych polityków z ukraińskiej pierwszej ligi. Kwestia kolejna, to próby uregulowania sytuacji w Donbasie. Była „formuła Steinmeiera”, porozumienia mińskie, spotkania w formacie normandzkim i… Właściwie nic się nie dzieje na rzecz uregulowania tej sytuacji, ponieważ odbywają się kolejne spotkania, kolejne tury rozmów, kolejne negocjacje i… konflikt trwa nadal. Pytanie jest zatem następujące – czy gdyby winna była temu Rosja, lub jednostronnie (w Doniecku i Ługańsku) proklamowane republiki, to czy wszystkie te spotkania odbywałyby się w takiej formie, jak ma to miejsce teraz? Na sto procent nie, gdyż Zachód nie omieszkałby wytknąć nawet najmniejszego potknięcia, zarówno Rosji, jak i dążącego do swej wolności Donbasu.

Sprawa kolejna – wprowadzone przeciw Rosji sankcje. Te w odniesieniu do Krymu i Donbasu. Liderzy Europy Zachodniej już dawno się zorientowali, że dzięki tym sankcjom niczego nie wygrali, jednak dalej w nich brną. Dlaczego? Tu już nie chodzi o to, żeby cokolwiek im udało się na tych sankcjach wygrać – oni nie chcą przegrać z kretesem. Zorientowali się, że w swych zapędach postawić Rosję pod ścianą, postawili na niewłaściwego konia, który wymknął im się spod kontroli. Widzą, że zamiast nowoczesnej Ukrainy, mają neofaszystowską juntę ze wszystkimi tego następstwami. Widzą, że nie wygrają i panicznie boją się przegrać, więc chociaż chcą prężyć muskuły, by zachować pozory swej siły. W tej grupie są też oczywiście i polskie władze. Otóż wiedzcie, politycy znad Wisły, że oprócz ludności Donbasu, ja też was przeklinam za los, jaki razem z innymi zgotowaliście ludziom na wschodzie Ukrainy.

Na koniec zostawiłem to, co wydaje mi się w tym problemie najważniejsze. To ludzie, którzy zostali uwikłani w wojnę, ponieważ chcieli żyć godnie. Nawet jeśli miałoby by to być życie w obcym dla siebie kraju, jakim dla nich była Ukraina. Tak – celowo napisałem „była”, ponieważ teraz teraz Ukraina jest i chyba już na zawsze pozostanie przez nich znienawidzona. Ta sama Ukraina, w której chcieli żyć, mieszkać i pracować, byleby tylko dać im prawo, do bycia Rosjanami. Donbas znienawidził Ukrainę nie dlatego, że kijowska junta im tego prawa odmówiła, a dlatego, że reżim odmówił im prawa do życia w ogóle. I teraz, gdyby nagle jakimś cudownym sposobem ktoś tym ludziom obiecał, że dostaną to o co prosili, to oni już nie uwierzą. Wolą bić się do końca. Jeśli nie o swoją wolność, to o swoją godność. Ukraina odebrała im wszystko, co można odebrać, bo odebrała im wiarę w drugiego człowieka. Wiarę w to, że można żyć normalnie, że można nie bać się o życie swoje i swoich najbliższych, bo w każdej chwili trzeba obawiać się bombardowań. A gdyby nawet kijowski reżim doprowadził swoje zbrodnicze plany do końca i gdyby przywrócił Donbas pod pełną kontrolę, to tych ludzi nie odzyska już nigdy. Oni już nigdy nie uwierzą Ukrainie, Europie Zachodniej, Stanom Zjednoczonym. Nigdy!

A teraz popatrzcie na te zdjęcia. Kijowskie władze twierdzą, że walczą z terrorystami. Za wyjątkiem trzech ostatnich fotografii, ilu terrorystów widzicie na tych zdjęciach? Pytanie chyba bardziej, niż retoryczne…

TRAGEDIA DONBASU, Dawid Hudziec, Noworosja Walcząca! Wejdź! Zobacz i wyciągnij wnioski!

Wojna oczami najmłodszych, to zgotowała Ukraina dzieciom! Gdzie tam są terroryści! Europo oprzytomniej!

Kamil Stupecki,

Baterstwo Polsko-Rosyjskie


_Zdjęcia objęte prawami autorskimi_

Dawid Hudziec – Autor: pochodzący z Żywca ( Polska), fotograf, publicysta, dziennikarz w Noworosji  – KONTAKT

Hits: 16

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 133
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 1
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    134
    Shares