Tak najkrócej można skomentować postawę polskich władz i ludzi tych władzę tworzących. I nie mam tu wcale na myśli gestu jakiejś głupiej rury podczas debaty sejmowej. Ani decyzji o dofinansowaniu gebelsówki na 2 miliardy złotych, lub wielu innych haniebnych dokonaniach polskich elit. Nie będzie o skandalicznej podmianie jednego lekarza na drugiego, ani nawet nie będzie o tym, że prezydent Duda – mimo wyznawanych, deklarowanych i ostentacyjnie pokazywanych wartości – najwidoczniej zapadł na „przypadłość żonatego mężczyzny” ***

 

Chodzi o coś innego.

O to mianowicie, że rządzący Polską dygnitarze przestali się kamuflować i szczerze wyrażają swoje uczucia wobec sporej części Polaków. Prawdę powiedziawszy od dawna na to czekałem, bo to chyba pierwsze przejawy braku kłamstwa (nie mylić z prawdą), jakie można u tej władzy zaobserwować. Zupełnie niechcący, lub może przez pomyłkę, polscy politykanci po raz kolejny rozbili swoje puste mózgownice o tabliczki z napisem „Rosja”.

Na początek jakiś pamperek, którego nazwiska nawet nie chciało mi się zapamiętywać oświadczył, że polska dyplomacja (sic!) przygotowuje spotkanie na szczeblu ministrów spraw zagranicznych Polski i Rosji. Czyli w przygotowaniu jest oficjalne spotkanie Jacka Czaputowicza i Siergieja Ławrowa. Zapowiedzi te przyjąłem z niedowierzaniem i miałem rację. Następnego dnia minister Ławrow oświadczył, że nic mu o tym nie wiadomo, by do takiego spotkania miało dojść. Żenada i kompromitacja. Ale nie tylko. W świecie dyplomacji takie zachowania odbierane są nie tylko jako przejaw braku szacunku, ale wręcz okazywania pogardy dla przedstawicieli innych państw. Wkrótce po tym wyszło na jaw coś zupełnie innego. Chodziło o przygotowanie wizyty w Smoleńsku i Katyniu 10 kwietnia tego roku. I tu już mamy do czynienia ze szczytem hipokryzji polskich władz.

Każdy obywatel może to komentować w dowolny sposób, więc ja też skomentuję to po swojemu. Wielokrotnie już pisałem, że do tanga trzeba dwojga i dialog nie może się toczyć tylko z jednej strony. Powtarzałem, że za zbrodnię katyńską przeprosił oraz poprosił o wybaczenie były prezydent Rosji, Borys Jelcyn, że zabójstwo polskich jeńców potępiła Duma Państwowa Rosji.  

Powtarzałem też, że w polskiej niewoli po wojnie polsko-bolszewickiej 1918-20 zmarło, zostało zamęczonych na śmierć lub z zimną krwią zostało zamordowanych nie mniej niż 80 tysięcy radzieckich jeńców. I wszystko to działo się nie tylko za przyzwoleniem, ale niejednokrotnie na polecenie ówczesnych polskich władz z Piłsudskim na czele. Wielokrotnie wyrażałem przekonanie, że wspólna historia Polski i Rosji jest trudna i często ciężka do zaakceptowania. Jednak skoro się oczekuje szacunku do polskich ofiar, to trzeba też okazać szacunek w drugą stronę.

Jeśli się chce oddawać szacunek ofiarom Katynia, to trzeba też okazać szacunek ofiarom wyzwoleńczej Armii Czerwonej i Wojska Polskiego. Co mamy – nie trzeba nikomu wyjaśniać. Krótko mówiąc, w takich okolicznościach chamidła w polskich elitach proszą o pomoc w zorganizowaniu wyjazdu. A niby z jakiej racji, że się tak dociekliwie spytam? Ja mam wyrobioną opinię nie tylko na temat katastrofy smoleńskiej, ale również na pytanie, dlaczego Duda nie chce lecieć do Smoleńska. Po tym, co tam się stało dziesięć lat temu, ja też bym nie ryzykował podróży organizowanej przez PiS, zwłaszcza na polityczne zapotrzebowanie prezesa. Sprawy mogą przybrać nieoczekiwany obrót po jednym tylko telefonie na pokład samolotu… W każdym razie obojętnie jaka będzie decyzja strony rosyjskiej w sprawie politycznego tournee polskich notabli, szambo pogardy już się wylało.

Są pewne niuanse języka dyplomatycznego, w które nie będę się zbytnio zagłębiać, gdyż jest to zadanie niezwykle trudne, a i moja pisanina nie ma być poświęcona tym zagadnieniom. Jednak z tonu i treści wypowiedzi polskich „tuzów” dyplomacji wynika jednoznacznie, czemu służy cały ten korowód słów i półsłówek, krygowania się i przymiarek typu „pojadę-nie pojadę”, „wszystko zależy od” oraz „zamierzone cele polskiej dyplomacji”. Powiem zupełnie szczerze i z całą odpowiedzialnością, że polskim władzom wcale nie chodzi o jakieś tam wizyty w Katyniu lub Smoleńsku. Tu nie chodzi o złożenie wieńców, a jeżeli już o złożenie tychże, to tylko przy okazji – mimochodem. Zaplanowana i przygotowywana wizyta ma cel polityczny daleko odbiegający od rocznic a nawet daleko odbiegający od trwającej kampanii prezydenckiej. Polscy decydenci mają głęboko gdzieś zamordowanych w Katyniu polskich oficerów a także ofiar katastrofy smoleńskiej. Nawet sam prezes ma to wszystko głęboko gdzieś, na czele ze swoim martwym bratem, gdyż temat się „przeżył”, przestał być politycznie „nośny” i użyteczny.

Celem tej wizyty jest kolejna, pełna pogardy antyrosyjska prowokacja. Tym bardziej, że strona rosyjska już zapowiedziała, że nie widzi żadnych przeszkód w przeprowadzeniu planowanego politycznego show. Te niby piętrzące się kłopoty, wydumane wątpliwości, nieszczere deklaracje maja cel podobny do tego, co wydarzyło się w trakcie uroczystości w Instytucie Yad Vashem. Wówczas w Warszawie powołano sztab kryzysowy w związku z wystąpieniem prezydenta Rosyjskiej Federacji, Władimira Putina. Karykaturalna i tragikomiczna inicjatywa skompromitowała polskie elity na cały świat, a spotęgowały tę polityczną hucpę komentarze, że rosyjski przywódca najwidoczniej „przestraszył się” Polski. Kolejna szopka ma więc na celu pokazanie całemu światu „skuteczność polskiej dyplomacji w obliczu zagrożenia płynącego z Rosji”.

Jak już zaznaczyłem, nie będę drążył niuansów jezyka dyplomatycznego, jednak proszę bacznie zwrócić uwagę, na wypowiedzi płynące z polskiej strony. Niemalże jednocześnie i pozornie niezależnie od siebie, Duda brzdąka o zagrożeniu i braku zaufania do Rosji, zaś Czaputowicz stęka coś o tym, że Rosja jest partnerem, którego nie można lekceważyć. O zgrozo, jakie to żałosne…

Przygotowania idą w tym kierunku, żeby po zakończeniu wizyty odtrąbić bezprecedensowy sukces polskiej dyplomacji wobec demona światowej polityki (czyli Rosji) oraz o niebywałej odwadze polskich elit, które nie zawahały się ryzykować życiem (odniesienia do katastrofy smoleńskiej będą jak najbardziej „na tapecie”), by złożyć hołd ofiarom. Jednak w tym samym czasie i pod czujnym okiem tychże samych polskich elit ofiarom wojny okazuje się pogardę i lekceważenie, niszczy się pomniki i memoriały żołnierzy Armii Czerwonej i Wojska Polskiego, zakłamuje się historię i przeinacza fakty, kłamie się w żywe oczy i przedstawia się wyzwolicieli w roli oprawców.

Tak – wszystko to będzie wyglądało chwytliwie, patriotycznie, rusofobsko i (a jakże inaczej) przaśnie-narodowo, by nie rzec wprost: nacjonalistycznie. Tak to będzie wyglądało i tak będzie to przedstawiane w kraju nad Wisłą. Podlane to będzie oczywiście nienawistnym sosem i dopełnione komentarzami o „okupantach ze Wschodu”.

A wszystko to będzie przeznaczone dla polskich obywateli, których ta władza uważa za bydło i którymi ta władza zwyczajnie pogardza. Co prawda nie rozumiem, jednak jestem w stanie usprawiedliwić nienawiść i pogardę polskich dygnitarzy do PRL, ZSRR i w logicznej kontynuacji do Rosji tym, że skoro nie mogą przypisać sobie żadnych zasług i pozytywów, to zwyczajnie nienawidzą tych i pogardzają tymi, którzy te zasługi mają. To typowa postawa ludzi nikczemnych i podłych, którzy tak już są mentalnie skonstruowani, że nic się na to nie poradzi. Jest jednak obrzydliwym i to w najwyższym stopniu pogardzać tymi, którym zobowiązani są służyć, jako (bądź co bądź) wybrańcy narodu. I prędzej lub później ta władza się przekona, że naród potrafi mieć pamięć lepszą niż dobry komputer.

Fotografie wybrałem celowo i o żadnej przypadkowości nie ma mowy.

 

Kamil Stupecki

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

 

***Anatomiczna przypadłość, która często dotyka żonatych mężczyzn? Dupa na boku…

Hits: 16

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 108
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 2
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    110
    Shares