PROLOG: Po wystąpieniu Prezydenta Putina. W Polsce w kanałach informacyjnych, praktycznie tylko temat Federacji Rosyjskiej na ustach “rusofobów zawodowych”. Wszystko odłożone na drugi plan. Tak piana się toczy się z ust polskich polityków, bo prawda w oczy kole, Dlatego przytoczę tylko część artykułu z przekierowaniem, jednego z wielu, jakie w sieci znajdziecie. Polacy, dużo wcześniej wspólnie i w porozumieniu w sojuszu z Niemcami, uderzyli na Czechy, do czego żaden polityk polski, nie dołoży swoich czterech liter, lepiej gnić w łgarstwie!

Zastanawiam się kiedy Czechy w tej sprawie zajmą oficjalne stanowisko. Jak wiadomo, nie jesteśmy w tym kraju darzeni sympatią i nigdy za tą zbrodnie i okupację, polski rząd nie przeprosił (…)

Polska kolaboracja w tej kwestii jak w innych, jest niepodważalna. Należy być obiektywnym interpretując historię.

Czechy to tylko epizod, pozostaje nam jeszcze podsumować kaźń, jaką zgotowała Polsce “SANACJA”, i polskie obozy w międzywojniu, gdzie masowo na wyniszczenie byli przetrzymywani oraz głodzeni na śmierć, żołnierze Armii Czerwonej…

Była to swoista zemsta Polaków na Rosjanach, za przegraną wojnę w 1920 roku.

———————-—-

Na anektowanym Zaolziu „sanacyjni demokraci” przeprowadzili bezwzględną anty-czeską czystkę. Oficjalnie chciano tylko wygnać czeskich szowinistów (większość i tak uciekła tuż przed aneksją) oraz czeską ludność, która osiedliła się po roku 1920. Jednak od początku aneksji rozpoczęto planową, brutalną akcję oczyszczania Zaolzia z ludności czeskiej, nawet jeśli mieszkała tu od kilku pokoleń i wobec polskich sąsiadów zachowywała się przyzwoicie. Nastąpiły masowe zwolnienia z pracy według kryterium etnicznego i już w połowie listopada 1938 r. (po zaledwie sześciu tygodniach) zwolniono ok. 8 tys. czeskich robotników, a całkowitą „polonizację przemysłu” planowano sfinalizować do końca 1939 r. Większość zwolnionych, pozbawiona środków do życia, nawet bez urzędowego wygnania musiała „dobrowolnie” emigrować wraz z rodzinami. Zmuszono do emigracji całą czeską inteligencję techniczną, lekarzy, nauczycieli itp.

Jednocześnie Czechom, którzy jeszcze pozostali, odebrano wszelkie podstawy identyfikacji narodowej i kulturowej, w każdej sferze życia. Już w październiku 1938 r. zamknięto wszystkie czeskie szkoły i biblioteki, rozwiązano czeskie organizacje społeczne, kulturalne, sportowe itp., a ich majątek przejęło państwo polskie. Przymusowo spolszczano czeskie nazwiska, a bez zadeklarowania polskiej narodowości odmawiano przedłużenia lub wydania koncesji na działalność gospodarczą. Za pozdrowienie w języku czeskim w miejscach publicznych karano mandatem w wysokości 4 zł, Czesi zaczęli więc witać się słowami: čtyři zlaté.


Zakazano odprawiania w języku czeskim mszy w kościołach, niekiedy zmuszano nawet do przejścia na katolicyzm. Dochodziło do niszczenia grobów z czeskimi napisami czy profanacji czeskich świątyń. 
Jakiekolwiek próby protestów były tłumione z wyjątkową brutalnością przez wojsko i policję. W Pietwałdzie pokojowa manifestacja Czechów została rozpędzona przez konną policję polską, która wjechała w tłum i bezlitośnie pałowała ludzi. Dodatkowo żołnierze straży granicznej spuścili ze smyczy kilka wilczurów, które pogryzły wielu manifestantów. Jedną z kobiet policjant ciągnął za włosy po ziemi, zostawił ją nieprzytomną na drodze.


Od pierwszych dni aneksji dochodziło także do napadów na czeskie domy i mieszkania. Czechów zgłaszających takie przestępstwa polska policja informowała, że nie mogą liczyć na ochronę, i sugerowała im natychmiastową emigrację. Stałą praktyką były pobicia przez zawsze bezkarnych „nieznanych” sprawców i pałowanie na posterunkach policji pod byle pretekstem. Tymi i podobnymi metodami zastraszano Czechów, chcąc wytworzyć wśród nich psychozę, która zmusi ich do masowej „dobrowolnej” emigracji. Prowadzono też cały czas legalne akcje wydalania Czechów, wydając „Przepustki Graniczne Ewakuacyjne – bez prawa powrotu do Rzeczypospolitej Polskiej”. Bardzo często na wyprowadzkę z domu dawano zaledwie od sześciu do 12 godzin.


W Ostrawie mimo zaadaptowania na przytułki publicznych i prywatnych budynków i lokali stale brakowało miejsc dla wygnańców z Zaolzia. Chociaż część odesłano w głąb kraju, wielu długo koczowało w 60 wagonach kolejowych stojących na stacji Moravská Ostrava-Přívoz. Jedną z licznych masowych akcji wysiedleń rodzin czeskich przeprowadzono wyjątkowo perfidnie dokładnie w Wigilię 1938 r. Obraz kolumny wygnańców wkraczającej w wigilijny wieczór na ostrawski rynek na długo pozostał w pamięci świadków. W wyniku takiego traktowania z Zaolzia do 31 sierpnia 1939 r. wyemigrowało ponad 30 tys. Czechów, z czego ok. 20 tys. pod przymusem. Pochodzący z Zaolzia polski historyk dr Grzegorz Gąsior ocenił te działania jednoznacznie: „Ciemną stroną polskich rządów na Zaolziu były bezwzględne represje wobec ludności czeskiej, stanowiące akt krótkowzrocznego odwetu, któremu towarzyszyło poczucie bezkarności i lekceważące przekonanie, że upokorzony i pogardzany przeciwnik nigdy nie podniesie się z upadku”.

Źródło, oraz pełen materiał pod linkiem: https://www.tygodnikprzeglad.pl/reka-reke-hitlerem/

Hits: 20

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 377
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 5
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    382
    Shares