Prezydent Putin wypowiedział się na temat polskiej dyplomacji okresu dwudziestolecia wojennego w słowach wiadomych i wywołało to falę oburzenia wśród nadwiślańskich elit. Nie tylko dlatego, że rzecz dotyczyła byłego ministra II RP w Berlinie, Józefa Lipskiego, ale także – a może przede wszystkim – dlatego, że obecne polskie władze są najgorętszymi orędownikami sanacji. Wypowiedź W. Putina zatem dotykała nie tylko Józia Lipskiego, ale przede wszystkim obecnych „amerykańskich marionetek” nad Wisłą.

Ale nie będę wracał do tej tematyki, bo co za dużo, to niezdrowo. W tle komentarzy ze strony warszawskich salonów jeden dotarł do mnie ze szczególną siłą. Otóż szef resortu edukacji i nauki, Jarosław Gowin, wypluł z siebie małe co nieco, że słowa prezydenta Rosyjskiej Federacji tylko potwierdzają słuszność polskiej polityki historycznej.

No to cóż – pojechali. W politykę. Historyczną jak najbardziej…

27 grudnia minęła kolejna, już 101, rocznica Powstania Wielkopolskiego. I na głównych obchodach rocznicowych w Poznaniu nie zjawił się nikt z władz centralnych. Powodów jest kilka. Po pierwsze – powstanie to było jednym z bardzo niewielu (chyba jednym z pięciu, o ile dobrze pamiętam), które zakończyły się zwycięstwem polskich powstańców. Zatem dla warszawki znika wątek martyrologii. Nie dokopali nam Niemcy, więc nie można w swoje martyrologiczne du.. włożyć kolejnego martyrologicznego, głodnego kawałka. Symbloem do wybuchu powstania był Ignacy Jan Paderewski. Człowiek wykształcony i bywały na salonach, poważany i szanowany. Jak się to ma do obecnych „symboli” – nie ma chyba sensu porównywać. I wreszcie powód najważniejszy – chyba najbardziej bolesny. Ówczesny wódz naczelny albo Naczelnik Państwa, Józef Piłsudski, totalnie zignorował powstańców i nawet palcem nie kiwnął, by ich wspomóc w walce o pełne wyzwolenie ziem zachodnich. Dlaczego tak się stało? Otóż Piłsudski jeszcze niedługo przed wybuchem powstania siedział w magdeburskim więzieniu. To znaczy nie do końca było to więzienie, tylko jednopiętrowy dom, ale mimo wszystko – miejsce odosobnienia. W 1917 roku władze niemieckie gotowe były uwolnić Piłsudskiego, za podpisanie lojalki, że ten nie podejmie walki przeciw Niemcom. Wówczas Piłsudski odmówił. Jednak po zwycięstwie Rewolucji Październikowej w Rosji sytuacja polityczna w Europie stawała się coraz bardziej skomplikowana. Tym bardziej, że rok później do rewolucji doszło także w Niemczech. Po raz drugi postanowiono oswobodzić Piłsudskiego. Tym razem warunki zwolnienia były już nieco inne i obejmowały również zobowiązanie Piłsudskiego, do walki z komunistyczną Rosją. Zatem Piłsudski w świetle historycznych źródeł był najzwyklejszym w świecie kolaborantem z niemieckimi zaborcami. Zobowiązał się do tego, by Polska stała się buforem między nowym Krajem Rad a resztą Europy, ale też zobowiązał się do nie występowania przeciwko Niemcom.

Po powrocie do Polski, Piłsudski zostaje mianowany Naczelnikiem Państwa. Czyli z racji tego, kim w tym państwie był, miał obowiązek zareagować i udzielić pomocy powstańcom wielkopolskim, walczącym o pełne odzyskanie Piastowskiej Macierzy. Tymczasem Piłsudski, czyli Naczelnik Państwa – zgodnie z tym, do czego się pisemnie zobowiązał – naczelnie olał powstańczy zryw. Na szczęście wielkopolscy powstańcy dali sobie radę i bez pomocy kolaboranta, który w tym czasie planował już wojnę przeciwko radzieckiej Rosji.

A teraz powrócę do polskiej polityki historycznej. Gdy jeszcze chodziłem do ogólniaka, to jeden z nauczycieli historii pokazywał nam w jednej z książek zdjęcia dokumentów podpisanych przez Piłsudskiego. Teraz w żadnym archiwum tych dokumentów znaleźć nie sposób. Wygląda na to, że nad Wisłą polityka miała randkę z historią i dokumenty przepadły. To znaczy z przestrzeni publicznej zniknęły na pewno.

I to jest właśnie kluczowy element polityki historycznej obecnego państwa polskiego. Uwypukla się tylko to, co świadczy o nieskazitelnej historii. To znaczy czasami jest i tak, że na nieco splamione karty historii dodaje się tej bieli, byle tylko coś nie zepsuło ideału. W dalszym ciągu tak się dzieje w kwestii obozów dla radzieckich jeńców po wojnie polsko-bolszewickiej. Tak się dalej dzieje w kwestii Berezy Kartuskiej. Oficjalnie i według polskiej polityki historycznej było to „miejsce odosobnienia” dla osób (tu cytuję): „których działalność lub postępowanie daje podstawę do przypuszczenia, że grozi z ich strony naruszenie bezpieczeństwa, spokoju lub porządku publicznego”. W rzeczy samej był to typowy obóz koncentracyjny dla przeciwników politycznych, przetrzymywanych bez śledztwa, wyroku sądu i możliwości odwołania się od decyzji o uwięzieniu. Sprawa kolejna przewrót majowy, bliskie i przyjazne stosunki Piłsudskiego oraz całego obozu sanacji z dygnitarzami III Rzeszy Niemieckiej. O kulisach tych i wielu innych wydarzeń społeczeństwo polskie – permanentnie dziś ogłupiane od dziecięcych lat – dowiaduje się znienacka i nie od tych ludzi, od których powinno się dowiadywać.

Takie sprawy, bardzo niewygodne i, rzec można, wstydliwe w naszej historii powinny być omawiane w szkołach na lekcjach historii. Powinny być wyjaśniane i przedstawiane jako wydarzenia historyczne, a nie przepisywane i przekłamywane na polityczne zapotrzebowanie obozu rządzącego.

Na koniec jest jeszcze jedna kwestia, która nurtuje mnie już od dłuższego czasu. Wszyscy, którzy sięgają pamięcią do czasu przemian ustrojowych w Polsce, czyli do roku 1989, zapewne podzielą moje spostrzeżenia. Otóż nie jest żadną tajemnicą, że NSZZ „Solidarność”, to w gruncie rzeczy nie był żaden oddolny ruch związkowy, tylko część szerszego planu, nakreślonego oraz realizowanego przez i za pieniądze CIA. Czyli przez Stany Zjednoczone. Pamiętamy, że wkrótce po dojściu do władzy styropianowych liderów, w Polsce masowo zaczęły padać przedsiębiorstwa państwowe, bankrutowali drobni i średni przedsiębiorcy prywatni. Moje pytania brzmią – skąd w tym czasie poplecznicy i kolesiowie solidarnościowych władz mieli tyle pieniędzy na wykup tych przedsiębiorstw?; skąd nagle były pieniądze, by w nisze powstałe wskutek upadku firm prywatnych mogli pojawić się nowi biznesmeni z otoczenia nowych władz?

Tu pewnie też ręka polityki myje rękę historii…

Kamil Stupecki,

Braterstwo Polsko-Rosyjskie

Hits: 1

Podziel się ze znajomymi kontentem tej strony!
  • 75
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • 4
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    79
    Shares